Chcę być kurą domową

Współczesna kobieta musi być silna i niezależna. Piąć się po szczeblach kariery zawodowej, samorealizować się, a przy tym wszystkim mieć ciekawe pasje i najlepiej by było, gdyby jeszcze dużo podróżowała. Musi być też oczytana i charyzmatyczna. Musi gnać przez życie, tam, gdzie trzeba rozpychając się łokciami, bo przecież zawsze musi dostać to, czego chce. Facet takiej kobiecie jest niepotrzebny, bo przecież jest samowystarczalna. No może nie tak do końca, dlatego faceta owszem ma, ale to nic poważnego, bo przecież nie ma czasu na poważny związek. To taki ideał kobiety.

Mimo, że taka mężczyzny nie potrzebuje i nie ma na niego czasu, to mężczyźni właśnie taką kobietę u swego boku widzą. Kobietę, która sama umie się o siebie zatroszczyć. Koło w samochodzie sama zmieni, żarówkę wykręci, kran naprawi, a jeśli czegoś nie potrafi, to bez problemu poszuka sobie fachowca.

A co jeśli wam powiem, że ja nie chce być taką kobietą? Co, jeśli lubię dbać o dom, lubię swoje miejsce w kuchni i nawet nie trzeba mnie w niej na łańcuchu trzymać, bo po prostu lubię gotować, a najbardziej dla swojego faceta właśnie? Chcę by mój facet był mi oparciem, by o mnie dbał i się troszczył, wspierał mnie, bym znajdowała pocieszenie i bezpieczeństwo w jego ramionach. Chcę być kobietą, która wyszykuje dzieci do szkoły, zrobi pranie i przyszyje guzik do koszuli męża. Chcę tego wszystkiego, bo to właśnie daje mi szczęście.

Tak, jako taka kobieta jestem szczęśliwa i spełniona, tylko no, wstyd się jakoś do tego przyznać. Kobiety, które chcą być paniami domu, żonami swoich mężów i matkami swoich dzieci, obdziera się z kobiecości i osobowości. Przed nami pojawia się obraz nudnej, zaniedbanej baby z nadwagą, niemodną fryzurą i w poplamionym fartuchu. Kobiety, która nie ma nic do powiedzenia, bo przecież nie robi w życiu nic poza praniem gaci swego męża, a jedyne, o czym potrafi coś powiedzieć, to kaszki i kupki swoich dzieci.

Fakt, że kobieta odnajduje szczęście w byciu strażniczką ogniska domowego, nie oznacza, że z tego domu nie wychodzi. Dużo czytam, interesuję się tym, co się dzieje na świecie, mam swoje zdanie na wiele tematów, mam swoje pasje i zainteresowania. Dbam o siebie, bo uważam, że wygląd to nasza wizytówka.

Odnoszę wrażenie, że w obronie praw kobiet, w walce o ich prawa do pracy, samorozwoju i niezależności odebraliśmy prawa tym kobietom, które nie widzą siebie w roli korpo-suki. Pozbawiliśmy je kobiecości. Zesłaliśmy na margines, aby ustąpiły miejsca „prawdziwym kobietom”, czyli właśnie tym samowystarczalnym. Jeśli kobieta się przyznaje, że „siedzi w domu”, to nikt nie pomyśli, że to może być jej wybór, że może być szczęśliwa. Na wszelki wypadek będziemy jej współczuć.

Nie chcę być silna i niezależna. Nie chcę i nawet nie mogę, bo najzwyczajniej w świecie jestem słaba. Słoik dżemu to mi jednak musi facet odkręcić.

(Visited 1 746 times, 1 visits today)
Navigate