Życie mi nie wyszło

Miałam 19 lat, gdy zaszłam w pierwszą ciążę. Z ojcem dziecka znałam się od lat, ale parą byliśmy krótko. Zaraz po radosnej nowinie rozstaliśmy się i od tamtego czasu nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Mieliśmy taką niepisaną umowę, że nic od siebie nie chcemy: ja od niego alimentów, on – kontaktu z synem. Syn zatem dostał moje nazwisko i imię przeze mnie wymyślone.

Byliśmy sami przez prawie rok. Było dobrze, spokojnie. Miałam wtedy jednak 20 lat i zwyczajnie czasem dopadała mnie samotność. Czasem brakowało mi kogoś, z kim mogłabym dzielić smutki, radości i obowiązki. Życie samotnej matki wcale nie jest takie fajne, na jakie je kreują. Nie czułam się jak bohaterka. No, chyba że dramatu.

Po roku w życiu moim i mojego syna pojawił się ON. Znaliśmy się długo, ale przewrotny los nigdy nie pozwolił nam być razem. Łapaliśmy chwile, gdy się spotykaliśmy, gdy on przyjeżdżał do Polski. Najpierw rozdzielił nas jego wyjazd, później rożne związki, jego przedłużający się pobyt na obczyźnie. W końcu jednak miało to się zmienić. Czułam się, jakbym złapała Pana Boga za nogi. Wtedy byłam święcie przekonana, że wiąże się z miłością mojego życia. Wyjechałam wraz synkiem do niego, do Niemiec. Byliśmy w trójkę szczęśliwi. Rok pózniej wzięliśmy ślub, a zaraz po ślubie zdecydowaliśmy się na kolejne dziecko.

Byliśmy pełną rodziną. Starszy syn dostał nazwisko mojego ówczesnego męża. Mąż dostał prawa rodzicielskie. Nic nie miało prawa się popsuć. Mieliśmy być razem, szczęśliwi, do końca życia. Tylko że zaczęło sie psuć.

Niedługo po ślubie okazało sie, że związałam sie z przemocowcem. Powoli stawałam się ofiarą przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej. Miałam wybór: żyć tak do końca życia, coraz bardziej nieszczęśliwa, drżąc o bezpieczeństwo swoje i dzieci lub odejść od męża. Wybrałam to drugie. Z pomocą rodziny, przede wszystkim Rodziców i Siostry, za co do dziś jestem im wdzięczna, udało mi się wyrwać z toksycznego związku i stanąć na nogi.

Dzisiaj ponownie jestem mężatką. Ja i dzieci kochamy do szaleństwa mojego męża. One uważają go za najlepszego tatę na świecie, a ja jestem pewna, ze tym razem faktycznie związałam się z miłością mojego życia.

Opisałam to wszystko nie bez powodu, nie po to też, by się wyżalić czy „wyspowiadać”. Chciałam Ci powiedzieć, że mi w pewnym momencie po prostu życie nie wyszło.

Kobieta, która ma dwójkę lub więcej dzieci, przy czym każde ma innego ojca, uchodzi w naszym społeczeństwie za kobietę lekkich obyczajów. Jest pogardzana, wytykana palcami jako ta gorsza. Szybko przyklejamy jej łatkę z napisem „dziwka”.

Miałam wybór: utknąć w benadziejnych zwiazkach, być poniżana i bita lub odnaleźć szczęście gdzie indziej, spróbować jeszcze raz.

Miałam 23 lata i byłam rozwódką z dwójką dzieci. Bałam się opinii. Mimo że nie należę do osób, które przejmują się tym, co ludzie pomyślą, to tym razem bałam się i miałam w tym rację, bo gdy tylko ktoś dowiedział się, w jakiej sytuacji, jestem naprawdę, to zaczynał na mnie inaczej patrzeć. W jego oczach stawałam się nieodpowiedzialną, puszczalską gówniarą, która te dzieci sobie zrobiła w kiblu na dyskotece. Nauczyłam się omijać ten temat.

Nie jestem gorszą matką czy gorszą kobietą tylko dlatego, że kiedyś gdzieś podjęłam złe decyzje. Moje dzieci uważają mnie za najfajniejszą mamę na świecie, o czym często mi przypominają. Staram się zasłużyć na ten tytuł najlepiej, jak potrafię – tak samo jak matki, którym wszystko w życiu wyszło od razu, które przy pierwszym podejściu trafiły na idealnych mężów.

Siedziałam ostatnio ze znajomą na placu zabaw. Jedna z mam trzymała na ręce słodkiego niemowlaka.

– Patrz, M. – powiedziałam – Zobacz, jak to dziecko jest śmiesznie ubrane. Czapa na uszy naciągnięta, a stópki gołe.
– Wiesz, ja tego nie oceniam, bo człowiek nigdy nie zna sytuacji. Może skarpetki posikało albo wydarzyło się coś innego?
– Masz rację – odpowiedziałam i dalej patrzyłam na śmiesznie malutkie stópki, które mama niemowlaka póbowała owinąć chustką.

Tak jak w przypadku stópek niemowlaka tak i w przypadku kobiety, która ma dzieci z różnymi partnerami, nie znasz sytuacji. Nie wiesz, co się wydarzyło. Powiesz, że „porządna kobieta”, by do takiej sytaucji nie dopuściła. A może po prostu dla tej porządnej kobiety ważniejsze było, co ludzie powiedzą niż własne szczęście?

Coś Ci powiem. Nie żałuję. Nie żałuję ani tego, że mam dzieci, ani żadnego rozstania. Dzięki temu dziś odczuwam pełnię szczęścia.

(Visited 14 023 times, 1 visits today)
  • Ania Czerwik

    Jesteś niesamowita!! Gratuluję odwagi za podjęcie tak trudnych decyzji. Sama nie miałam łatwego życia. Mieszkałam w małej miejscowości jak się okazało że jestem w ciazy to pomimo że miałam 21 lat rodzice natychmiast zaczeli organizowąć ślub i to od razu kościelny. Na nic się zdały moje prośby o sam cywilny a kościeln jak urodzę. No cóż dla mojej mamy ślub cywilny był nieważny (sama mi tak oznajmiła). Skutek był taki że 3 rocznice śłubu świętowałam na slai sądowej walcząc o alimenty dla syna a pół roku później byłam młodą rozwódką wytykana palcami z daleka. I nikt mnie nie pytał dla czego jasne było że to była moja wina i koniec. Już Pan maz zadbał żeby nie miała latwego życia. Ale i mi się udało szczęśliwie wyszłam zamąż (tym razem cywilny już sie liczy 🙂 ) a potem wyjechałam na drugi koniec Polski i w końcu żyję normalnie.

  • Bożena Jędral

    I jako 23 latka rozwiodła się, uciekłam tak jak stałam, złapałam syna za rękę i nie obejrzałam się za siebie. To była najlepsza decyzja w moim życiu. Druga, jak podjęłam to ponowny ślub z facetem, na którego zasługuję. ZA kilka dni stuknie nam 10 lat w formalnym związku :*

    • Szacunek za odwagę. I super że udało się ułożyć życie na nowo 🙂

  • Ja w ciążę zaszła jako 16-latka, ojciec mojego dziecka nawet nie wie o jego istnieniu. Czy żałuję? Nie, bo gdyby nie ciąża to nie wiem jak bym skończyła biorąc pod uwagę to, jacy ludzie mi wówczas imponowali…

  • Zawsze podziwiam takie osoby jak Ty, że wychodzą na prostą. Mają odwagę zaufać po raz kolejny, i mają fajne podejście do życia. Nie oceniają po pozorach. Pozdrawiam

  • Erykah La Rocca

    Ja zaszłam w ciążę zaraz po maturze.. To była wpadka, ale kochaliśmy się, przynajmniej ja tak czułam. Pierwsze więc dziecko z mężem, z którym, myślałam, że będę do końca życia. Mąż jednak bardziej niż rodzinę, wolał hazard, imprezy, spotkania z kumplami, alkohol, szemrane interesy… Znerwicowana rozwiodłam się. Dziś po 20 latach wiem, że to była słuszna decyzja – nic się nie zmienił, nigdy nie uczestniczył finansowo w wychowaniu córki, nigdy nie złożył życzeń na urodziny, święta, Dzień Dziecka. Nie istnieje. Drugi partner – było chwilę fajnie, dopóki nie okazało się podobnie jak u Ciebie: przemoc fizyczna, psychiczna, ekonomiczna… z tego związku mam cudownego syna, który na szczęście ma też dobrego tatę. Potem był trzeci związek, najlepszy jaki miałam, jednak mocno naznaczony silną potrzebą dziecka ze strony mojego partnera. Na tyle silną, że odszedł, gdy okazało się, że nam nie wychodzi….. To był ten moment, kiedy pierwszy raz pomyślałam „życie mi nie wyszło”. I gdy przeczytałam komentarze tutaj i na fb „Mądrzy rodzice” trochę mi ulżyło, że jest nas całkiem sporo i że może warto myśleć o sobie dobrze choćby dlatego, że jednak radzimy sobie, bardzo często same, bez pomocy finansowej męża czy kochanka.. Pozdrawiam

    • Dziękuję Ci za ten komentarz. Zainspirowałaś mnie do nowego wpisu.

  • Czysta Brudna Prawda

    Byłam puszczającą się karyną a teraz próbuje się usprawiedliwić, niestety tak to brzmi.

Navigate