Związek partnerski to nie równy podział obowiązków

Żyjemy w czasach, w których najpopularniejszym modelem związku jest związek partnerski. To już nie te czasy, gdy kobiety wszystko robiły w domu same, a mężczyzna wracał z pracy i rozwalał się na kanapie. O nie, nie. Teraz najpierw musi wyczyścić kuchnię i łazienkę, poodkurzać i zrobić zakupy. Trudno dostrzegać w podziale obowiązków wady. Nie znam nikogo, kto wzdychałby z utęsknieniem za czasami, gdy miejsce kobiety było w kuchni, a mąż był panem i władcą.

W moim domu to ja: piorę, sprzątam, gotuję, karmię zwierzęta, czyszczę kuwetę, wyprowadzam psa na spacer, szykuję dziecku śniadanie do szkoły, zaprowadzam dziecko do szkoły, odbieram dziecko ze szkoły, zaprowadzam dziecko na angielski i logopedię, chodzę z dziećmi na spacery, plac zabaw i sanki, czytam dzieciom do snu, ścielę łóżko rano i wieczorem, zmywam naczynia, wycieram naczynia, chowam, składam i segreguje pranie, prasuję ciuchy, robię listę zakupów, robię zakupy, płacę rachunki.

Już widzę te reakcje pełne współczucia i oburzenia. Jak mogłam dać się wpędzić w robienie tego wszystkiego? Gdzie podział obowiązków? Gdzie równouprawnienie? Już widzę to użalanie się nade mną, jaka to ja muszę być nieszczęśliwa i przytłoczona. Widzę te wszystkie próby naprawiania mojego życia, bo przecież tak być nie może. Widzę to wszystko, bo co jakiś czas mi się to zdarza, ze jakaś fanka feminizmu wie lepiej niż ja, co mnie uszczęśliwia.

Rzecz w tym, że ja jestem w swoim związku szczęśliwa. Jestem szczęśliwa z tymi wszystkimi obowiązkami. Mój mąż robi może mniej ode mnie, ale za to robi wszystko to, czego ja robić nie lubię lub nie chcę. To on idzie na ostatni spacer z psem, bym ja mogła iść wcześniej spać. To on chodzi z dziećmi do lekarza i na wywiadówki. To on w wielu sprawach mnie wyręcza. Kiedy wyjechał na prawie tydzień mocno odczułam jego brak, to właśnie wtedy odczułam nawał obowiązków i czułam się jak zombie ze zmęczenia.

Związek partnerski to nie jest równy podział obowiązków. To kwestia traktowania się na równi w sprawach ważnych. To wspólne podejmowanie decyzji istotnych dla wspólnego życia, a nie to, kto w tym tygodniu myje kibel. W związku partnerskim obie strony mają czuć się szczęśliwe i żadna nie powinna czuć się wykorzystywana przez swojego partnera lub od niego gorsza. Dla mnie to właśnie jest istotne w moim związku, że oboje mamy takie samo prawo głosu, że to, co ja uważam, jest ważne, a nie to – kto myje podłogę.

Wszystkie te obowiązki, które na mnie spoczywają, sama na siebie nałożyłam. Po prostu wiele rzeczy wolałam zrobić sama niż czekać aż mój mąż to zrobi. Nie mam z tym problemu. Poganianie męża, by w  końcu pozmywał, zdenerwowałoby tylko mnie i jego, a ja bardziej od czystych garów cenię spokój w moim małżeństwie. Choć możesz mnie uważać za służącą swojego męża, nie wierzyć mi, to ja i tak uważam, ze żyję w związku jak najbardziej partnerskim, a jeśli zdarza się, że któreś z nas ma słowo decydujące, to zdecydowanie częściej jestem to ja.

(Visited 473 times, 1 visits today)
Navigate