Zrozumiałam Cię

Oglądałam jakiś czas temu film „Cuda z nieba”. Nie zamierzam go jednak recenzować, a powiedzieć wam, ile pozwolił mi zrozumieć.

W skrócie: film przedstawia nam wzorową, katolicką rodzinę: małżeństwo i 3 córki. Mają dom, farmę, właśnie otworzyli klinikę weterynaryjną, są lubiani i szanowani przez sąsiadów. Kochają się, mają dobre życie. Sielankę przerywa nieuleczalna, śmiertelna choroba średniej córki.

Osobiście uważam, że główną bohaterką filmu wcale nie jest chora dziewczynka, a jej mama. Od samego początku widzimy głównie jej walkę o zdrowie córki. To ona najpierw walczy o zdiagnozowanie choroby, pózniej o przyjęcie jej córki do najlepszego specjalisty w kraju, pokonując biurokracje, łamiąc zasady, stawiając wszystko na jedną kartę. Wraz z chorobą córki zmienia się całe jej życie. Organizuje je na nowo. Jest w tym konsekwentna, silna i pełna determinacji. To, że ojciec jest na drugim planie, nie oznacza, że jest bez znaczenia. W momencie, gdy matka podejmuje walkę z chorobą córki, to on bierze na siebie większość jej dotychczasowych obowiązków, wychowanie pozostałych córek, a także nadal odpowiada za sytuacje materialną rodziny pracując coraz więcej.

W filmie jest taka scena, w której chora córka zmęczona już przedłużającym sie pobytem w szpitalu, chorobą i bólem wykrzykuje matce, że chce umrzeć. Dochodzi między nimi do kłótni, w której główną oskarżoną o to, co się dzieje, jest matka. Ta sama matka, która cały czas przy niej czuwała, walczyła o jej zdrowie, była na każde jej zawołanie, poświęciła wszystko dla córki, nie chciała się poddać w walce z chorobą. Nagle ta dzielna, dobra mama jest odrzucona przez swoją córkę.

Wiecie, kogo wtedy zobaczyłam w tej kobiecie? Moją mamę. Gdy ja byłam chora, ona była jak matka z tego filmu. To do niej dzwonili lekarze z informacjami, to ona podawała mi leki, to ona stała się domową pielęgniarką, to ona poprawiała mi poduszki, spała na krzesełku obok mojego łóżka, znosiła moje krzyki, złości, frustracje. To ona siedziała przy mnie całymi dniami na intensywnej terapii, słuchając pikania respiratora. W całym moim leczeniu odegrała jedną z najważniejszych ról i najmniej docenioną. Dopiero ten film mi to pokazał. Ponieważ dziś sama jestem mamą, zrozumiałam, co czuła moja mama. Jak bardzo musiało być to dla niej bolesne, męczące, a jednak nigdy się nie poddała.

Gdy ma się chore dziecko, matka staje się nie tylko lekarzem amatorem i pełnoetatową pielęgniarką. Mama jest workiem treningowym. To na niej wyładowywana jest złość i wszystkie negatywne emocje. To ona jest oskarżana o całe zło, które dziecko musi przeżyć. To matka musi zmierzyć się ze strachem, bólem i zmęczeniem swojego dziecka, które często te skumulowane w sobie emocje wykrzykuje mamie w wyznaniu nienawiści. To matka musi mieć w sobie siłę, by przyjąć ten cios, zrozumienie, by nie traktować tych słów serio. Tak jak ludzie rozładowują negatywne emocje, uderzając w worek treningowy tak dziecko uderza w matkę, bo mama zawsze jest blisko, bo zawsze wybaczy.

(Visited 2 245 times, 1 visits today)
  • Wzrusz Magda. Rola matki to najlepsza i najtrudniejsza z ról. Jestem bardzo szczęśliwa, że jest mi dane tę rolę odgrywać, choć mam ułatwione zadanie, bo moje dzieci są zdrowe. Pamiętam o tym każdego dnia.

Navigate