Zostaw pretensje, nie faceta

Patrzę na kolejny artykuł na portalu kobiecym. Było takich już setki. Wszystkie sprowadzały się właściwie do jednego – jak wychować sobie faceta. Jak wychować, by: po sobie sprzątał, nie rozrzucał skarpetek, opuszczał deskę sedesową, mniej grał, więcej rozmawiał, wytrzymał z Tobą w trakcie zakupów, dostrzegł nową fryzurę, buty, sukienkę, itd.

Słucham koleżanek, czytam blogi, a tam wieczne narzekanie, bo ukochany cały dzień w domu siedział i okruchów z blatu nie sprzątnął, prania nie rozwiesił, naczyń nie pozmywał. Nienawidzisz go wtedy tak bardzo, tak bardzo jest bezużyteczny, jesteś na niego wściekła, bo przecież, gdy Ty jesteś w domu, to wszystko to robisz. Sięgasz więc po te poradniki, by go nauczyć, wychować, wytresować jak pieska, bo już masz dość wkurzania się o skarpetki obok kosza na pranie, albo – co gorsza – pod łóżkiem.

Tak sobie myślę, że szkoda nerwów na deskę sedesową. Nigdy nie rozumiałam tego problemu. W życiu są rzeczy ważniejsze, problemy znacznie poważniejsze niż deska od kibla, niż niepowieszone pranie i niepozmywane naczynia. Doszłam do momentu, w którym wolę sama pozmywać niż się o to wściekać i kłócić. Ktoś mi pewnie zaraz powie, że w ten sposób mój mąż nauczy się nic nie robienia i wszystko będzie na mojej głowie. Szczerze? Wolę tak niż kłócić się o to.

Jeszcze pozostaje sprawa tego, dlaczego ma być po Twojemu. To Tobie przeszkadzają te okruchy, skarpetki i ta nieszczęsna deska. Skoro Tobie przeszkadzają, to Ty je zgarnij, wrzuć do prania i opuść. Jeśli nie umiesz zaakceptować takich zachowań, to może po prostu bądź z kimś, kto ma taki sam pogląd na te sprawy jak Ty?

Postaw się na jego miejscu. Wyobraź sobie, że Twój facet cały czas mówi Ci, co masz robić. Suszy głowę o to, że nie tak postawiłaś kosmetyki, że szampon stoi nie po tej stronie wanny, że znalazł Twój włos w umywalce itd. Jeśli dajesz sobie prawo do uwag w kierunku ukochanego, to pamiętaj, że to działa w obie strony. Szczerze, gdybym ja miała wymieniać się z mężem takimi pretensjami, to bym zwariowała i już dawno byśmy się rozstali.

Te codzienne problemy, częste kłótnie, to są rzeczy małe. Gdy wyeliminujemy je z życia, to nagle zauważymy, że nasz związek jest bardziej niż ok, a nasz facet jest fajny i nie wymaga żadnej naprawy. Zobaczymy, że wszystko między nami gra i nie mamy żadnych problemów.

Nie chodzi mi o to byś robiła za Kopciuszka i sprzątała po swoim facecie. To, co chcę Ci przekazać to, to, że są to sprawy błahe, nie warte kłótni, psucia sobie humoru i pretensji. Gdy spojrzysz na to w ten sposób, to gwarantuje Ci, ze Twoje życie stanie się lepsze i spokojniejsze, a Ty szczęśliwsza we własnym związku.

(Visited 608 times, 1 visits today)
  • A jeśli komuś nie pasuje taki układ jaki Ty proponujesz to zawsze można po prostu zrobić kawę, usiąść przy stole i powiedzieć sobie co nam przeszkadza, czego oczekujemy itp. Wówczas, taki wspólny dialog pozwala wypracować jakąś normę, np. dokładny podział obowiązków, ustalenie granic, których nie można przekraczać (np.skarpetki w salonie, włos w umywalce) i już.

    Rozmowa. To, moim zdaniem klucz. Widzę to po sobie, po swoich rodzicach i związkach moich znajomych, które się rozpadają bo nie było poważnej rozmowy.

    • Cholera, ja też nie odbyłam takiej poważnej rozmowy, bo sprawa moich włosów w umywalce, czy podniesionej deski sedesowej, jest zarówno dla mnie jak i mojego meża sprawą zbyt błahą, by prowadzić na ten temat poważną rozmowę.

      • No i super. Może na ten temat nie potrzebujecie rozmawiać, ale np. na inne tematy owszem. Nie wiem jak jest u Was – podałem po prostu przykład rozwiązania problemu, który może zadziałać w innych związkach.

        • Jak musimy to rozmawiamy, a jak musimy to milczymy. Nie każdy problem trzeba przegadać, czasem lepiej przemilczeć. Trzeba tylko umieć rozróżnić jeden od drugiego 🙂

  • Wkurzają mnie skarpety i okruchy. Lubię mieć porządek. Skoro go zrobiłam to chcę, żeby trwał a nie zorpierniczał się w trzy momenty. Jak mi przeszkadza do granic możliwości to sprzątam. Jeśli jestem w stanie przecierpieć – olewam. W końcu sam sprząta, gdy go w oczy kole.
    Czasami warto poluzować i pozwolić sobie na bałagan. Jest wiele znacznie ciekawszych powodów do kłótni.

    • Ja też lubię p[orządek, ale z drugiej strony – nikt mnie do sprzątania nie zmusza. Sprzątam, bo chcę i keidy chcę i jeatem w stanie dziś potraktować to jako komfort i bardzo docenić, ze nikt mi nie mówi co mam robić. W związku z tym ja też nie mówię.

      • O to dokładnie. Jak mi się nie chce to nie sprzątam. Jeden dzień brudu więcej nie robi różnicy, szczególnie, że na czarnych meblach widać kurz godzinę po starciu.

  • Jestem jednak okrutna. Uwielbiam się czepiać, podczas gdy sama czasem mam lenia i w nosie zlew pełen gazów. A jak mi czasami luby zwróci uwagę toooo ooo matko białej gorączki dostaje 😛

    • To może jednak wyluzuj? 🙂
      Wiesz, ja też się keidyś tak czepiałam, ale to był inny czas, inny związek.

  • Jakby mój zostawił skarpetki pod łóżkiem to by tam leżały tak długo aż same by trafiły do pralki. Jak zabraknie skarpetek to już jego problem 😉 na szczęście mój nauczony wrzucać do kosza na pranie. Zmywarkę i zlew tez potrafi ogarnąć 😉 kurcze. Nie jest z nim tak źle.

    • Ja uważam, ze jak ktoś zostawia skarpetki pod łóżkiem, to też nie jest z nim źle, po prostu zostawia skarpetki pod łożkiem. Ja zostawiam pod krzesłem, lub na nim.

  • Od dzieciaka mam takie samo podejście – jesli coś Ci nie pasuje, to samemu to zrób. Trafiłaś w sedno w tym wpisie.
    Zapraszam też do mnie: http://lichquinn.pl/Lich/egoizm-jest-spoko/

Navigate