Zostańmy przyjaciółmi

Ponoć idealny partner to taki, który poza tym, że jest partnerem i kochankiem, jest także przyjacielem. Ja się z tym całkowicie zgadzam, o ile najpierw był partnerem, a dopiero później przyjacielem. Nigdy w odwrotnej kolejności.

Natrafiłam ostatnio na mema, który brzmiał mniej więcej: „Jeśli kobieta mówi Ci «zostańmy przyjaciółmi», to Cię nie odrzuca, tylko wskazuje właściwą kolejność”. Co za idiota to pisał? Jeśli ktoś w to wierzy, to albo jest wielkim optymistą, albo zwykłym kretynem. Jeśli dziewczyna mówi „zostańmy przyjaciółmi”, to zwyczajnie dała Ci kosza i uciekaj jak najprędzej, bo inaczej uwikłasz się w ten znienawidzony friendzone.

Miałam kiedyś przyjaciela.  Takiego do tańca i do różańca. Mogłam mu się wypłakać w ramie i podzielić z nim szczęściem, potrafiliśmy przegadać całą noc, zawsze był, gdy go potrzebowałam. Chłopak jednak któregoś dnia wyznał mi miłość i metodycznie wyznawał przez kilka lat. Ulegałam tej miłości dwa razy, by tego samego dnia zmienić zdania. Jak to jednak mówią: Do trzech razy sztuka. Gdy więc pojawił się  niewypowiedziany szantaż „albo jesteśmy razem, albo koniec z przyjaźnią”, zostaliśmy parą. Tak bardzo zależało mi na tej przyjaźni, tak bardzo nie chciałam stracić przyjaciela.

Dziś już przyjaciela nie mam. Już w tamtym momencie ta przyjaźń została skazana na porażkę. Ten związek nie miał prawa wyjść. U przyjaciół pewne zachowania się toleruje, a u swojego faceta już nie. To, co wcześniej mi nie przeszkadzało, zaczęło strasznie, gdy zaczęliśmy być parą. Niezauważalne dotychczas wady stały się drzazgą w oku. To naprawdę nie miało prawa się udać. Byliśmy fajnymi przyjaciółmi ale marnymi kochankami.

Wiele lat po zakończeniu związku z przyjacielem poznałam fajnego chłopaka i oboje postanowiliśmy być razem. Ogólnie związek był fajny, chłopak też, miał tylko jedną sporą wadę – najlepszą przyjaciółkę. Takie przyjaciółki to powinno się z dala od związku trzymać. Mimo jego zapewnień, że to „tylko przyjaciółka” i w ogóle to on nie lubi blondynek, po pół roku związku zostawił mnie dla tej „tylko przyjaciółki”. Swoim szczęściem chwalili się może z miesiąc, bo tylko tyle ze sobą byli. Bilans końcowy był taki, że zostali bez partnerów (ona swojego wieloletniego faceta też zostawiła) i bez przyjaźni.

Nie wierzę w te podniosłe zapewnienia, że miłość zaczyna się przyjaźnią, że każdy związek zaczyna i kończy się na przyjaźni. Moje życie jest pełne zupełnie innych doświadczeń i obserwacji. Miłość psuje przyjaźń. Nie twierdzę, że w związku nie powinniśmy być też dla siebie przyjaciółmi, wręcz przeciwnie, ale w odwrotnej kolejności – najpierw miłość, później przyjaźń. Najpierw upewnijmy się, że potrafimy być dla siebie partnerami, a dopiero później przyjaciółmi.

(Visited 3 499 times, 1 visits today)
Navigate