Żona beznadziejnego męża

Na facebookowej stronie Mądrzy Rodzice, których wydawcą jest moja firma Firmovo, jest taki przyjemny cykl #DzieńOjca, który obecnie jest w każdy czwartek. Z założenia jest to cykl pozytywny, promujący ojcostwo, pokazujący, że tata w życiu dziecka też jest ważny. Pokazywane w ten dzień są tylko dobre wzorce.

W praktyce wygląda to tak, że sfrustrowane kobiety dają upust swoim emocjom. Bez względu na to, o czym jest tekst czy grafika, zawsze znajdzie się pokaźna grupa kobiet narzekających na swojego męża, partnera, ojca swoich dzieci.

Można wtedy przeczytać o tym, jak bardzo jeden z drugim jest beznadziejny, do niczego, nudny, wygodny, w domu nie pomaga, a one takie biedne, nieszczęśliwe tkwią w związku z kretynem. Wszystko to pisane publicznie, pod własnym imieniem i nazwiskiem, tak, że każdy, łącznie z tym mężem, może to zobaczyć.

Przerażające zjawisko.

Czasem potrafię się z mężem naprawdę paskudnie pokłócić. Obiecuję sobie wtedy, że nie odezwę się do niego już nigdy więcej, a on obiecuje sobie pewnie coś podobnego, po czym oboje patrzymy na swoje obrączki.

Choćbym, nie wiem, jak była na męża zła, to mam pewną prostą zasadę: nie mówię o nim źle, a w szczególności publicznie, w towarzystwie, czy nawet zwierzając się komuś. Bez względu na to, jak bardzo byłabym na niego zła, to nie wyobrażam sobie, bym mogła napisać czy powiedzieć o nim coś złego.

Zresztą, ja nawet nie czuję takiej potrzeby. Nie wiem, po co właściwie miałabym się bawić w oczernianie męża i zmienianie statusu związku na „to skomplikowane” po każdej kłótni.

To właśnie potrzeba wylewania wiadra pomyj na osobę, która powinna być nam najbliższa, jest dla mnie przerażająca. Co to właściwie ma dać? Co to ma zmienić?

Mam pewność, że mój mąż zawsze stanie po mojej stronie. Bez względu na to, czy mam rację, czy nie, on będzie po mojej stronie. Choć uwagę mi zwraca non stop, to wiem, że jestem bezpieczna, gdy jesteśmy w towarzystwie, gdy jesteśmy publicznie, choćby w sieci. Między innymi właśnie to daje mi poczucie bezpieczeństwa.

Co więcej, gdy ktoś pozwala sobie na nieprzyjemne uwagi w kierunku mojego męża, to czuję się zobowiązana stanąć w jego obronie, mimo że on sam świetnie dałby sobie sam radę. Nie szkodzi. Chcę, by wiedział, że, cokolwiek by się nie stało, ma we mnie oparcie, że jestem po jego stronie.

Małżeństwo to taka dwuosobowa drużyna. Należy się wspierać, motywować i iść razem po wspólne zwycięstwo, a nie obgadywać się wzajemnie na forach internetowych.

Tak w ogóle: Fakt, że kobieta ma tak beznadziejnego męża, świadczy też o niej. W końcu to ona go sobie wybrała.

 

(Visited 13 565 times, 1 visits today)
  • Sonia Doktór

    Mnie też ciekawi zjawisko narzekania na mężów/partnerów/narzeczonych. Mój też nie jest ideałem, ale nie jeżdżę po nim jak po burej suce. Ostatnio na fp Sportsmamy jakaś lasia rozpisywała się nad debilizmem swojego męża, bo ten zamiast kupić dorsza kupił jej łososia. Serio.
    Żal mi chłopa niemiłosiernie. W sumie jak tak jej było źle, to mogła go zabić, mniej narzekania na przyszłość i wyzywania go od idioty…

    • Dorsz, łosoś. Pamiętam wycinek z forum o „suszaku niezgody” 😀

      • Sonia Doktór

        No ale wyobrażasz sobie awanturę o taką pierdołę? Swoją drogą idąc tym tropem powinnam ukartupić swojego narzeczonego, bo zamiast olejku aloesowego do inhalacji kupił mi eukaliptusowy, którego w ciąży nie można stosować… o.O
        A ja głupia tylko się pośmiałam z nim z całej sytuacji, bo jeszcze będąc w aptece dzwonił z pytaniem jaki to ma być olejek. Tu się awantura i rzucanie garami należała a nie chichotki…

        • No to ja się z moim idealnie dobraliśmy: bedąc w szpitalu poprosiłam go o przyniesienie mi niebieskiej sukienki w kwiatki. Przyniósł zieloną spódnicę i dżinsy 🙂 On z kolei poprosił mnie o zamówienie przez internet gry na PS – zamiast metal gear dostał call of duty 🙂

  • Ostatnie zdanie świetnie to podsumowuje. Wiem, że różnie w życiu bywa i czasem okazuje się, że jedyny wcae nie jest tym jedynym, ale wyznaję zasadę – jak marudzisz, to jednocześnie zrób coś żeby to zmienić. Jak masz tylko marudzić dla marudzenia to lepiej milcz. Zamiast więc psioczyć na męża w interetach może lepiej z nim poozmawiać? A jak jest taki całkiem beznadziejny to po co z nim być?

  • Hm, chyba aż napiszę tekst z przeciwnej perspektywy. „Beznadziejna dziewczyna swojego faceta” czy coś.

    • Możesz, ale po co? Facet tez nie powinien oczerniać kobiety. To prawda indywidualna.

  • Masz co wybrałeś – ostatnie zdanie zamyka temat idealnie. Ja również nie wyobrażam sobie tych wiader pomyj wylewanych publicznie…po co? w jakim celu? upokarzające.

  • Agata Filewicz

    Brawo! Każdego czasem nosi wściekłość na partnera/partnerkę, ale to są tak osobiste sprawy, że powinny zostać tylko między dwojgiem. Tu nie ma miejsca dla osób trzecich.

  • „Przemyśl to. Wszyscy przeczytają twój tekst. Wszyscy pomyślą, że jestem najgorszy na świecie. Za 10 minut się pogodzimy i uznasz, że bardzo się myliłaś. Będziesz przepraszać, że publicznie wylałaś na mnie wiadro pomyj. Twoich przeprosin i argumentów, nie przeczyta już nikt. To, że jestem najgorszy, zły i w ogóle „kiła, mogiła” przeczytał już każdy.”
    Do czego z tej wypowiedzi nie stosują się kobiety z tekstu? Już do „przemyśl to”

  • przyfilizancekawy.blogspot.com

    Ach te facebookowe historie- czasami aż mi się słabo robi, jak widzę, co ludzie wypisują w internecie. W telewizji tak samo- żeby dostać się do jakiegoś programu najlepiej ujawnić, że jesteś zaadoptowana/tata bił w dzieciństwie/rodzice zginęli w wypadku. I wszystko po to, aby coś uzyskać- uwagę i poklask. Przykre.

  • Pingback: Beznadziejnych ojców znam z nazwiska | Dziewczyna z obrazka()

Navigate