Żałuję, że Cię nie poznam

11 lat temu nie straciłam tylko słuchu. Straciłam o wiele więcej. Straciłam pewność siebie i możliwości. Nie mogłam już oglądać wszystkich filmów, nie mogłam rozmawiać przez telefon, nie mogłam spełnić marzenia.

Do wszystkiego powoli dojrzewałam. Przestałam żałować pewnych rzeczy. Nie boli mnie dziś, że nie porozmawiam przez telefon. Gdy patrzę jak mój mąż ogląda kolejny polski film, już nie jest mi żal. Ten stan rzeczy wdarł się do mojego życia, a ja się z nim pogodziłam.

Jest jednak rzecz, której najbardziej żałuję – kontakty z innymi ludźmi.

Uwielbiam poznawać nowych ludzi. Ja po prostu lubię ludzi, dlatego wciąż mi żal, że kontakt z nimi mam utrudniony. Strasznie mi przykro, że nie mogę swobodnie z nimi porozmawiać.

Jako nastolatka chodziłam na terapię do psychologa. Szkoła wymagała tego, żebym mogła mieć przydzielone dodatkowe godziny zajęć indywidualnych, które miały mi pomóc w nauce. Najpierw chodziłam na terapie indywidualną, którą bardzo lubiłam, mimo mojej niechęci do psychologów. Później musiałam chodzić na terapię grupową.

Pani psycholog pilnowała bym wszystko słyszała, gdyż podstawową zasadą na tych zajęciach było to, że wszyscy jesteśmy równi i nikt się z nikogo nie śmieje.

Słuchałam zatem problemów nastolatek, które były tam ze mną i miałam ochotę im wszystkim zdzielić w łeb… krzesłem. Patrzyłam, słuchałam i zazdrościłam. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego w pełni zdrowe dziewczyny nie potrafią tego wykorzystać. Dlaczego, skoro chcą poznać kogoś w nowej szkole, po prostu nie podejdą i się nie przywitają. Dlaczego ich największą obawą było, że nikt nie będzie chciał z nimi siedzieć w ławce.

Rozumiem, że to było dla nich ważne. Jestem przeciwniczką wartościowania problemów, ale wtedy im po prostu zazdrościłam.

Trafiłam do tego psychologa, bo naprawde byłam wyrzutkiem gnębionym w klasie przez cały poprzedni rok i musiałam się umieć odnaleźć w nowej grupie. Przede mną stały dziewczyny, które miały tyle możliwości. Jeden zmysł otwierał im drogę.

Dzisiaj jest ze mną na pewno o wiele lepiej, ale wciąż się boję. Mam żal, że nie mogę po prostu podejść do ludzi, przywitać się i pogadać. To nie kwestia wstydu, ja bym to nawet zrobiła, ale chyba po prostu nie chcę na nikogo zrzucać problemu, jakim jest mój niedosłuch.

Patrzę na ludzi na imprezach, w hałasie, którzy ze sobą rozmawiają, dobrze się bawią, nawiązują znajomości i tak bardzo im zazdroszczę. Patrzę na ludzi rozmawiających jak gdyby nigdy nic w autobusie i im zazdroszczę.

Zazdroszczę wszystkim tym, którzy tak zwyczajnie mogą podejść do innej osoby, przedstawić się i poznać jej imię. Ja go nie usłyszę.

(Visited 626 times, 1 visits today)
Navigate