Zakochany Facebook

Mimo młodego wieku jestem pokoleniem, które pamięta świat bez Facebooka, więcej: pamiętam świat bez internetu. Jestem pokoleniem czatów, fór dyskusyjnych i gadu-gadu. To tam właśnie poznawało się swoich pierwszych wirtualnych znajomych. Chociaż wszyscy korzystali z dobrodziejstw internetu i coraz liczniejszej grupy portali społecznościowych, to wciąż poznawanie ludzi przez internet uznawane było za obciach. Jedyną słuszną metodą zawierania znajomości wciąż był real. Ludzie, którzy poznali się na czacie, Fotce.pl, a – nie daj, Boże – Sympatii, ukrywali ten fakt, jak tylko się da, bo wstyd. Na szczęście to się zmieniło.

Mojego męża poznałam na Facebooku. Komentowaliśmy ten sam wątek na fanpage’u rodzicielskim. To był luty 2012 roku. Ja wtedy byłam bardzo rodzicielska, bo dopiero co urodziłam drugie dziecko, on wciąż był zaangażowany w prawa dziecka. Ten wspólny wątek i podobny punkt widzenia połączył nas w facebookowych znajomych i tyle, tylko tyle.

Mieliśmy swoje życie i związki. Nic poza tamtą dyskusją nas nie łączyło. Co więcej, w kolejnej dyskusji już tacy zgodni nie byliśmy. Okrutnie się pokłóciliśmy o… papier toaletowy. Myślałam sobie wtedy, z jak bardzo ograniczoną jednostką rozmawiam i jestem pewna, że mój mąż myślał o mnie wtedy to samo 🙂

Pierwszą rozmowę na „privie” odbyliśmy kilka miesięcy później. Byłam zdesperowana, potrzebowałam rady, a wiedziałam, że Kuba ma wiedzę, by mi pomóc. Pamiętam, z jakim stresem naciskałem Enter, jak z bijącym sercem czekałam na jego reakcję. Nie znałam go, bałam się, że pozwalam sobie na zbyt dużo, byłam w końcu obcą osobą. W odpowiedzi uzyskałam pomoc.

Minęły 2 lata. Przez ten czas przeprowadziliśmy wiele rozmów, które z czasem zrobiły się coraz bardziej prywatne. W rozmowach z nim zawsze czułam się wyjątkowa. Potrafił poświęcić mi uwagę. Nigdy jednak nie myślałam o tej znajomości jako o czymś romantycznym. Ja wciąż miałam męża, on wciąż był w związku.

Czasem nie rozmawialiśmy ze sobą kilka miesięcy, ale to w niczym nie przeszkadzało. Myślałam o nim często, zastanawiałam się, jak sobie radzi, jak mu się układa. Wyobrażałam sobie, jak siedzi przed komputerem, jak wygląda jego biurko, jak wygląda w trakcie pracy, jaki jest kubek, z którego pije kawę. Kiedyś, gdy wrzucił na Instagrama zdjęcie Pałacu Kultury, próbowałam sobie wyobrazić, jak robi to zdjęcie, po co wyszedł z domu, czy często wychodzi, czy daleko ma do centrum Warszawy, czy wyszedł w interesach, czy tylko po to, by się przejść, czy miał dobry humor, czy wprost przeciwnie. Uwierzcie mi jednak, że więcej w tym myśleniu było przyjaźni niż uczuć romantycznych. Miałam do Kuby słabość, a to były jej efekty.

Czasem prowadziliśmy rozmowy, które później zamieniały się w sny, do których w życiu bym mu się nie przyznała. Czuję, jak rumienię się na wspomnienie i rozmów, i snów.

Nagle nastał czerwiec 2014 roku. Byłam panną z odzysku, która przyjechała do znajomego na szalony weekend. Pamiętam założenia tego wyjazdu do dziś – żadnych zasad. Najprościej mówiąc: hulaj dusza, piekła nie ma. Oj, hulała.

Specjalnie przyjechałam wcześniej, by spotkać się nie tylko ze znajomym, ale i Kubą. To było nasze pierwsze spotkanie w realu po ponad 2 latach znajomości. Spędziłam u niego 11 godzin, wypiłam 7 kubków kawy, zjadłam śniadanie i obiad, przespałam się na kanapie, zmusiłam do grania na gitarze, a później odprowadził mnie do kolegi.

Już na drugi dzień za nim tęskniłam. Zostałam w Warszawie dzień dłużej tylko po to, byśmy mogli się znów spotkać. Tym razem mieliśmy mało czasu, ale wystarczająco dużo ,bym wyjeżdżała z Warszawy ze świadomością, że już nie jestem sama.

Od tamtej pory przez 11 miesięcy do Warszawy jeździłam co miesiąc. W dwunastym miesiącu naszego związku do Warszawy przyjechałam ostatni raz, ale za to zostałam do dziś. Od czerwca 2015 roku tworzymy rodzinę. Skończyło się tęsknienie i szalone weekendy. W nasz związek wtargnęła rutyna, bezpieczeństwo, codzienność.

Równy rok temu powiedzieliśmy sobie sakramentalne „tak”. Od tamtej pory nasz związek zmienił się jeszcze kilka razy. Były chwile lepsze i gorsze. Była dzika namiętność i równie dzikie awantury. Uczyliśmy się siebie na nowo, bo z każdym dniem poznawaliśmy się coraz lepiej. Mimo wszystko uważam, że był to rok przede wszystkim dobry i szczęśliwy. Co dzień umacniam się w przekonaniu, że tym razem znalazłam miłość swojego życia, a dziś jest nam dane świętować piękną rocznicę. Wierzę, ze jedną z wielu.

Połączył nas Facebook, dlatego tak sobie myślę, że może warto dać sobie szansę i nie skreślać internetu jako miejsca, w którym można spotkać miłość. Nawet jeśli Ty jej tam nie szukasz, to nigdy nie wiesz, czy sama Cię nie znajdzie.

(Visited 963 times, 1 visits today)
  • Za miesiąc obchodzimy z Olą dziewięciolecie związku który zaczął się online.
    Znajomi którzy się śmiali jak do niej wyjeżdżałem są dziś po rozwodzie 😉

  • Piękna jest to historia… 😉

    Czytam ją teraz i przypomina mi się, jak mi o niej na żywo opowiadałaś, tak krok po kroku, kawałek po kawałku, zdanie po zdaniu. Słyszę Ciebie i widzę ten Twój błysk w oku, dość wyraźny, kiedy mówisz o tym co kiedyś było i jak to się stało, że tyle szczęścia masz teraz przy sobie naokoło.

    Wszystkiego pięknego Wam życzę!

    M.

Navigate