Zabawki są do zabawy

Większość rodziców powie, że ich dziecko ma za dużo zabawek, ale też nie zamierza nic zrobić, by tych zabawek było mniej. No i dobrze. Ja wychodzę z założenia, że szczęśliwe dzieci mają dużo zabawek. Zaraz pewnie podniosą się głosy, że szczęśliwe dzieci mają kochających rodziców, a nie zabawki. Oczywiście, to też mają, a raczej przede wszystkim to, nie zmienia to jednak faktu, że zabawki dziecku do szczęścia też są potrzebne.

Ustalmy to już na początku. Dziecko musi mieć zabawki, dużo zabawek, by miało czym się bawić; by miało co robić, gdy Ty, drogi rodzicu, będziesz zajęty albo będziesz chciał odpocząć. Wtedy dziecko musi umieć zająć się sobą samo i do tego potrzebne mu są zabawki.

Bardzo często spotykam się też ze stwierdzeniem, że dziecko oczywiście musi mieć zabawki, ale TYLKO edukacyjne. Żadne tam Barbie, kucyki Pony, figurki Star Wars, a już – nie daj, Boże – miecz czy karabin. Zabawka ma edukować, koniec, kropka.

Dawno temu śledziłam fanpage Doroty Zawadzkiej, która tuż przed świętami przypomniała napisany w dzieciństwie przez jej syna list do świętego Mikołaja. W liście chłopiec prosił o zabawkę, zaznaczając, żeby nie była to zabawka edukacyjna. Dało mi to do myślenia.

Choć nam, rodzicom, wydaje się, że kupujemy dziecku super prezent, dbając przy tym o rozwój potomka i robimy to oczywiście wszystko z miłości i troski (dlatego właśnie same zabawki edukacyjne), to nasze dziecko może te starania odbierać inaczej. Gdyby mi ktoś kazał czytać wyłącznie literaturę naukową, to w pewnym momencie zamarzyłabym o przeczytaniu czegoś kiczowatego. Tak samo jest z dziećmi. Mając zabawki tylko edukacyjne, w pewnym momencie będą chciały mieć coś po prostu do zabawy. W szczególności, gdy są w wieku szkolnym, kiedy edukują się przez 5 dni w tygodniu.

Zabawka służy przede wszystkim do zabawy, a nie do edukacji. Zabawka ma cieszyć dziecko, ma pomóc mu przyjemnie spędzić czas, a przyjemnie nie oznacza pożytecznie.

Nie oznacza to, że jestem przeciwna zabawkom edukacyjnym. Fajnie, że są. Fajnie, że można połączyć przyjemne z pożytecznym. Sprzeciwiam się jednak stwierdzeniu, że dziecko powinno mieć tylko zabawki edukacyjne.

Ty też nie czytasz tylko ambitnych książek. Nie oglądasz tylko ambitnych filmów. Nie celujesz w rozrywkę tylko „na poziomie”. Czasem sięgasz po coś lekkiego, po czystą rozrywkę, bez żadnych walorów edukacyjnych. Czasem chcesz się „odmóżdżyć”, odpocząć, wyluzować.  Uwierz mi, Twoje dziecko też chce. Też chce obejrzeć głupowatą bajkę, pobawić się w coś mało mądrego, ot tak po prostu, robić coś dla czystej rozrywki.

Edukacja w zabawkach powinna być czymś dodatkowym, a nie celem samym w sobie. Nie zabierajmy zabawkom ich podstawowej funkcji: mają służyć do zabawy. Nie zabierajmy dzieciom możliwości zabawy, nawet tej mało ambitnej, a może raczej – przede wszystkim tej mało ambitnej.

Kiedyś moja mama przyłapała mnie, moją siostrę i mojego przyjaciela na grze w „dupę biskupa”. Serio, istnieje taka gra. Jest to gra w karty i polega na wykrzykiwaniu przy odpowiednich kartach „dupa biskupa”. Czy to była mądra gra? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie. Może i nie była mądra, ale za to uczyła refleksu. Może wydawać się nam, że nasze dziecko właśnie bawi się w coś głupiego, wcale nie oznacza, że tak właśnie jest. Moja mama co prawda przerwała nam grę, ale naprawdę powodem nie był brak walorów edukacyjnych.

(Visited 386 times, 1 visits today)
Navigate