Wyzwanie: miesiąc bez mięsa.

W pierwszy dzień kwietnia wpadłam na pomysł, by ten miesiąc był miesiącem bez mięsa. Pomysł urodził się, gdy szykowałam wegetariańskie przekąski, bo okazało się, że zaproszona przeze mnie koleżanka nie je mięsa. Wymyślanie tego menu sprawiło mi wiele radości i zaciekawiło mnie, ile jeszcze nowych smaków odkryję, gdy będę musiała odrzucić dotychczasową dietę. Ponieważ 1 kwietnia zjadłam łososia, to uznałam, że ryby mogę, ale ostatecznie poza tym łososiem nie zjadłam żadnej innej ryby, więc jednak wyszło wyzwanie wegetariańskie.

Ktoś może powiedzieć, że to żaden problem, bo przecież tylu ludzi nie je mięsa. Musicie zrozumieć, że dla mnie nie wydawało się to proste, bo ponad wszystko do jedzenia kocham mięso. Spokojnie mogłabym je jeść na śniadanie, obiad i kolację. W restauracji, gdy jakaś potrawa podobała mi się, ale nie miała mięsa, to już jej nie zamawiałam. Mięso było u mnie podstawowym składnikiem. Gdy ma się takie preferencje kulinarne, odrzucenie mięsa choćby tylko na miesiąc do prostych nie należy.

Jak mi zatem poszło?

Po pierwszym tygodniu uznałam, ze nigdy więcej nie wrócę do jedzenia mięsa. Najadałam się bez poczucia przejedzenia i ciężkości, jak to mi się zdarzało wcześniej. Musiałam jednak wrócić do liczenia kalorii, bo okazało się, że myślenie „warzywka są zdrowe i niskokaloryczne” doprowadziło do tego, że pochłaniałam ogromne ilości kalorii. Czułam się ogólnie zdrowo, świetnie i z chęcią kontynuowałam eksperyment.

W drugim tygodniu organizm ewidentnie zorientował się, że zmieniłam dietę i zaczął dawać mi o tym znać w sposób nieszczególnie przyjemny. Mój żołądek wariował. Liczyłam na to, że to przejściowe i dietę kontynuowałam.

W tygodniu trzecim zaczęłam się źle czuć. Bolała mnie głowa, byłam słaba i senna, z trudem podnosiłam się z łóżka. Nie łączyłam tego z dietą. Jednak kiedy po kolei eliminowałam przyczyny mojego złego samopoczucia, została tylko sugestia mojego męża, że to może mieć coś wspólnego z brakiem mięsa w diecie. Nie chciałam się poddać, uznając, że, skoro narzuciłam sobie taki rygor, to wytrwam. Po kolejnych 4 dniach męki zdecydowałam się przerwać wyzwanie i zjeść mięso. Na poprawę nastroju nie musiałam długo czekać.

W ten o to sposób nie wytrwałam we własnym postanowieniu. Czuję się jednak rozgrzeszona. Dla dociekliwych dodam, że dieta była dobrze zbilansowana, a tam, gdzie mogły być ewentualne braki, uzupełniałam je suplementami. Niestety to nie wystarczyło, w mojej diecie musiało na nowo zawitać mięso.

Nie było to jednak takie bez sensu. Po pierwsze odkryłam wiele nowych smaków i przepisów (leczo wegetariańskie górą). Po drugie, ograniczyłam mięso, bo spożywanie go w takich ilościach jak wcześniej też do zdrowych nie należało. Po trzecie, dowiedziałam się czegoś nowego o swoim organizmie.

Maj ogłaszam miesiącem bez alkoholu. W moim przypadku z alkoholem jak z mięsem więc to wcale nie będzie łatwe.

(Visited 235 times, 1 visits today)
Navigate