Wszystkie związki kończą się tak samo

Rozmawiałam ostatnio dość sporo ze znajomym. Znajomy znalazł się akurat na życiowym zakręcie, więc co jakiś czas wracaliśmy do relacji damsko-męskich. Temat ciekawy, a jako że każde z nas jest w zupełnie innym punkcie swojego życia i mamy różne doświadczenia, to rozmowa była jeszcze ciekawsza. Rozmawialiśmy już na zupełnie inny temat, gdy mnie olśniło. Wszystkie związki kończą się tak samo.

Nie chodzi mi o to, że wszyscy się w końcu rozstają, miłość się wypala i zaczynają się zdrady. Nic z tych rzeczy. Bez względu jednak na to, czy ktoś jest w udanym małżeństwie z czterdziestoletnim stażem, czy rozwiódł się po dwóch latach, te związki skończyły się tak samo.

Rozmawiając ze znajomym, uśmiechnęłam się pod nosem z nostalgią, bo przypomniałam sobie, że kiedyś w podobny sposób rozmawiałam z mężem, a przed meżem jeszcze z kimś i jeszcze. Była sympatia, pogłębianie więzi i znajomości. Nie chodzi oczywiście to, że moja relacja z kolegą zamieniła się w romantyczną, bo relację romantyczną to mam w domu. Chodzi mi o to, że każdy związek zaczyna się od rozmowy.

Chęć poznania zmienia się w zafascynowanie, zafascynowanie w zauroczenie, zauroczenie w zakochanie, zakochanie w miłość. Później jest związek i wiemy o ukochanej osobie wszystko. Znamy jej ulubione potrawy, miejsca, kolory, rozmiar ciuchów, wagę, wzrost, wiemy, gdzie ma pieprzyki, jakie filmy lubi, jakie książki czyta, jakich perfum używa, które słowa ją irytują, na której piosence zaczyna płakać, znamy imię pierwszej miłosci, pierwszego psa i ostatniego kota. Po prostu znamy. To jest ten moment, w którym wszystkie związki kończą tak samo.

To moment, w którym zaczynają się pułapki. Część ludzi zaczyna się nudzić swoim partnerem lub partnerką, tęskni za tym zafascynowaniem nową osobą. Poznaje kogoś, zostawia męża i jeszcze nie wie, że ten nowy związek skończy się dokładnie tak samo jak poprzedni. Skończy się zafascynowanie, będzie po prostu związek ze świetnie nam znanym partnerem. Znów pojawi się nuda, znów będzie tęsknota, znów, znów, znów. Błędne koło.

Ludzie nigdy sami siebie nie znają do końca. Mijany czas, sytuacje życiowe, podjęte decyzje, miejsca, w których się znajdujemy, pozwalają nam dowiedzieć się o sobie czegoś nowego. Następnie tą nową wiedzą zdobytą o sobie samym możemy się podzielić z życiowym partnerem. Rzecz w tym, że nasz mąż czy też żona musi chcieć tę wiedzę zdobyć.

Problemem wielu związków jest lenistwo. Wybieramy łatwiejszą drogą poznania kogoś nowego, wpadamy we wspomniane wcześniej błędne koło i nie zauważamy, że nowość, której tak pragniemy, wciąż mamy pod ręką. Ten mężczyzna, ta kobieta – ten ktoś, z kim kiedyś zdecydowaliśmy się być, po latach związku może być dla nas wciąż tak samo atrakcyjny i ciekawy. Wciąż możemy dowiedzieć się o naszej drugiej połowie miliona nowych rzeczy, tylko musi nam się chcieć. Musimy się otworzyć na to poznawanie, a także sami musimy dać się poznać.

Nie jest to to samo poznawanie się co w początkowej fazie znajomości. Ma ono zupełnie inny wymiar. Głębszy. Jest trudniejsze, bardziej czasochłonne i wymagające pracy, ale może nawet być lepsze.

Mojego męża codziennie odkrywam na nowo. Często mnie zaskakuje, nie zawsze pozytywnie. Jednak mogę powiedzieć, że tak wygląda szczęśliwy związek. Dwoje ludzi, którzy wciąż są siebie ciekawi, którzy wciąż są w sobie zakochani, bo nie uznali, że już nic wiecej im się nie przydarzy.

(Visited 1 172 times, 1 visits today)
  • andrzej

    Bardzo ciekawe teksty piszesz. Jest „jakaś mądrość życiowa” w tobie i przelewasz to w fajny sposób na klawiaturę. Wielkie brawa dla twojego pisania.

Navigate