Wasza kłótnia to nie moja sprawa

Każdy rodzic, który ma więcej niż jedno dziecko, nie uniknie kłótni rodzeństwa. Nawet moje dzieci, które generalnie bardzo się lubią, czasem się pokłócą. A to młodszy chce akurat tę zabawkę, którą bawi się Młody Starszy, a to starszy przeszkadza młodszemu, a to dogadać się nie mogą, jaką akurat będą oglądać bajkę, itd.

Co jakiś czas więc któryś z potomków przybiega naskarżyć na brata, bo mu zabawkę zabrał, bo go popchnął, uszczypnął, ugryzł, bo mu przeszkadza. A ja się nie wtrącam. Ich kłótnia, to ich sprawa. Dopóki krew się nie leje, nie ingeruję. Nie pozwalam dzieciom mieszać mnie w swoje kłótnie. Nie ja się pokłóciłam, a więc nie zamierzam w tym uczestniczyć. Z uporem maniaka odmawiam jakiejkolwiek ingerencji. Z kilku powodów.

Moje dzieci mają nauczyć się same rozwiązywać swoje spory. Jeśli za każdym razem będę robić za sędziego sprawiedliwego, nigdy nie nauczą się sztuki godzenia. Będzie wiadomo, że ja sprawę rozwiążę i sami nie będą musieli się trudzić. Gdy im odmawiam, muszą sami pomyśleć, jak zaistniałą sytuację rozwiązać i doprowadzić kłótnię do końca.

Właściwie to wcale nie będę sędzią sprawiedliwym, gdyż zawsze orzeknę coś na korzyść jednego z nich, a drugi zostanie z poczuciem niesprawiedliwości. Obrazi się śmiertelnie, czyli na 15 minut. Chcę oszczędzić tego sobie, chcę oszczędzić tego dzieciom. Zazwyczaj nie jestem świadkiem konfliktu od początku i nie wiem, jak było naprawdę, a więc może zdarzyć się tak, że skrzywdzę już poszkodowanego. Umywam więc ręce od orzekania wyroków.

Czasem dochodzi do rękoczynów. Młody Młodszy, mimo że mniejszy, wcale w takim starciu nie jest na przegranej pozycji, zdarza się, ze to Młody Starszy przybiega zapłakany, bo go brat pobił. W to także się nie wtrącam. Nie interesuje mnie, kto kogo i dlaczego pobił, moim celem jest przekazać im, że bić się nie wolno, że nie istnieje żaden sensowny powód, żadne wytłumaczenie dla bicia innych. Nie wolno i już. Ten komunikat przekazuję zawsze do obydwu braci, do poszkodowanego też. Bo, jak pisałam, w tym przypadku mam w nosie samą kłótnię, nie podoba mi się za to sposób, w jaki postanowili ją rozwiązać.

Czy zostawiam więc pobite lub smutne dziecko samo sobie? Ależ skąd. Jeśli ukojenie znajdzie w moich ramionach, na moich kolanach, to przytulę, pogłaszczę, pocałuję, ale to dlatego, że tego właśnie potrzebuje po kłótni z bratem, a nie dlatego, że trzymam w ten sposób jego stronę. Zdarza się więc tak, że trzymam na kolanach pokłóconych braci jednocześnie, co powoduje zazwyczaj ogólną zgodę. Ale to jest wówczas ich pomysł rozwiązania sporu, nie mój.

(Visited 420 times, 1 visits today)
Navigate