W trampkach do Komunii

Rok temu w dyskusji o I Komunii Świętej napisałam, że chciałabym, aby Komunia mojego syna była wydarzeniem skromnym, bez żadnej imprezy i prezentów. Dostałam wtedy po głowie od kilku osób, które stwierdziły, że moje podejście jest tak samo złe jak wyprawianie imprezy na sto osób, popadam w skrajność, a – co najważniejsze – skrzywdzę syna.

Bardzo możliwe, że te osoby miały rację co do popadania w skrajność, na pewno jednak myliły się co do krzywdzenia syna. Komunia już za nami i, uwierzcie, mój syn zdecydowanie nie czuje się skrzywdzony.

Już dzień pierwszej spowiedzi był dla na istotny. Przystąpiliśmy do spowiedzi wszyscy, ja jak zwykle indywidualnie u swojego spowiednika. Wiem, że sporo ludzi swoją pierwszą spowiedź bardzo źle wspomina. Młody Starszy szedł do spowiedzi spokojnie. Mój mąż bardzo dobrze go do niej przygotował, tłumacząc, czym naprawdę jest ten sakrament i o miłosierdziu Boga. Nie bez znaczenia jest tu ksiądz, na którego trafił. Mąż pilnował tego, który ksiądz będzie go spowiadał, gdyż w naszej parafii jest jeden naprawdę kiepski spowiednik (przerwałam kiedyś u niego spowiedź, bo czułam się poniżana) i nie chcieliśmy, by to on spowiadał naszego syna z obawy, że chłopiec dołączy do grona ludzi mających traumę po pierwszej spowiedzi. Mój mąż na fanpage’u Mądrych Rodziców opisał emocje, jakie towarzyszyły synowi po spowiedzi:

W dzień Komunii już przed kościołem chlipałam, rozmazując misternie zrobiony makijaż. Miałam to gdzieś. Patrzyłam na mojego syna i po prostu byłam wzruszona. Moment błogosławieństwa przez rodziców, zanim dzieci weszły do kościoła, całkowicie mnie i męża rozkleił. Oto posyłaliśmy syna do kolejnego sakramentu, by zbliżył się do Boga jeszcze bardziej. Pierwszy raz mieliśmy przystąpić do Komunii w trójkę. Nie mogliśmy tego nie przeżywać. Przeżywaliśmy zatem intensywnie, przejęci uroczystością.

Młody Starszy do I Komunii Świętej obowiązkowo miał mieć komżę. To był jedyny nowy element garderoby. Do komży miał białe spodnie, białą koszulę i czarne trampki. Część osób uznała, że te trampki to przejaw braku szacunku wobec Najświętszego Sakramentu. Mam wrażenie, że niektórzy zdecydowanie za mało wierzą w Boga i Jego miłosierdzie, mają w głowach wypaczony obraz Boga, skoro uważają, że byle trampki potrafią Go obrazić. Nie było to też żadne wyrażanie indywidualności, jak to nam zarzucono, a zwykła oszczędność. Syn nie lubi eleganckich ciuchów, a tym bardziej butów i uznałam, że kupowanie mu eleganckich butów będzie wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Zanim pojawiłaby się kolejna okazja do ich założenia, zdążyłby z nich wyrosnąć. Nie szedł w garniturze, więc trampki jak najbardziej pasowały do całości. Wbrew opinii innych uważam, że wyglądał bardzo elegancko, a jego strój był adekwatny do wieku.

O Komunii poinformowałam najbliższą rodzinę, ale bez żadnego zapraszania na imprezę. Jeśli ktoś chciał nam towarzyszyć w tym ważnym dla nas dniu, po prostu mógł przyjść do kościoła, a później oczywiście odwiedzić nas w domu. Przyjechali moi rodzice, przyszła moja teściowa, była moja siostra, która jest chrzestną Młodego Starszego. W takim składzie świętowaliśmy. Chłopcy przygotowali drobny poczęstunek: koreczki, sałatkę owocową i, z moją niewielką pomocą, ciasto truskawkowe i to było wszystko. Na kolację zamówiliśmy kubełek z KFC.

Mama i mama chrzestna

Jeśli chodzi o prezenty, to jasno zaznaczyłam, że nie zabraniam ich dawać, ale nie przyjmiemy kopert. Wszyscy uszanowali naszą prośbę. Syn wzbogacił się o zegarek od chrzestnej jako taki klasyczny prezent komunijny, wodne smoki i ilustrowaną encyklopedię od Dziadków oraz wspaniałą pamiątkę Pierwszej Komunii od mojej teściowej – srebrny obrazek Jezusa Miłosiernego. Ostatecznie za 20 lat zostanie tylko ten obrazek. Tak jak moja mama wciąż ma mój wianek od Komunii. Teściowa sama przyznała, że dziś nie doceni tego prezentu, ale jesteśmy przekonane, że, gdy będzie dorosły, już tak. Kto wie, może przekaże go swoim dzieciom, a jego dzieci swoim, itd.

Ważny jest jeszcze jeden prezent, który mój syn otrzymał od wujka: wymarzoną grę na Playstation. Moje dzieci mają dość rygorystyczny limit grania na konsoli, bo mogą grać tylko 3 razy w tygodniu przez godzinę. W związku ze świętowaniem przystąpienia do sakramentu limit na ten jeden dzień został zdjęty, zatem wszyscy graliśmy w gry. Najwięcej oczywiście grał nasz komunista, wbijając kolejne poziomy w nowej grze.

Ktoś może się oburzyć taką formą świętowania, ale mam to gdzieś, bo wszystko, co wczoraj robiliśmy, ustalaliśmy z Młodym Starszym. Proponowaliśmy rożne opcje i to on wybrał taką formę spędzenia tego dnia – robiąc to, co lubi najbardziej, a nie siedząc grzecznie przy restauracyjnym stole. Szedł spać szczęśliwy, dziękując za fajny dzień. Jego młodszy brat pytał, czy on też może mieć taką Komunię – pewnie, że może.

(Visited 3 959 times, 1 visits today)
Navigate