W obronie walentynek

Już niedługo walentynki. Zwolennicy się cieszą, przeciwnicy bojkotują. W tym roku naszło mnie pytanie: Dlaczego takie pozytywne święto budzi tyle negatywnych emocji?

Z walentynkami miałam długo problem. Dzień zakochanych budził chyba we mnie już wszystkie emocje: obchodziłam, nie lubiłam, nienawidziłam, były mi obojętne, aż w końcu polubiłam. Dziś walentynki lubię, ale, żeby je polubić, musiałam zrozumieć, czym jest ten dzień.

Jasne, wiem, że walentynki nie są potrzebne do okazywania sobie miłości. Jeśli Zdzichu swojej Mariolce wyznaje miłość tylko 14 lutego, to jest problem Zdzicha i Mariolki, a nie walentynek. Walentynki są kierowane do ludzi, którzy kochają się przez cały rok i przez cały rok potrafią sobie tę miłość okazywać. To jest po prostu dzień, w którym mogą tę miłość świętować. Mogą celebrować uczucie, które jest między nimi.

W zeszłym roku z okazji walentynek wysłałam wtedy jeszcze nie mężowi słoik Nutelli i list. W dobie Facebooka, raczej nikt już listów nie pisze, a tak miałam okazję napisać list miłosny do człowieka, którego kocham. Bez walentynek bym tego nie zrobiła. Czy mogłam wysłać z innej okazji albo i bez okazji? Mogłam, ale to walentynki zainspirowały mnie do tego pomysłu. Chciałam dać coś wyjątkowego i pełnego miłości, no i dałam. Czy istnieje lepszy dzień na listy miłosne niż dzień zakochanych?

Walentynkom zarzuca się też komercjalizację. Tylko – które święto nie jest komercyjne? Boże Narodzenie, Wielkanoc,  dzień matki, babci, dziadka – to wszystko są święta komercyjne. Ktoś na tym zarabia i nie ma w tym nic złego. Właśnie dzięki komercyjnej części świąt można kupić w prezencie coś fajnego, gdyż sklepy wprowadzają specjalne oferty. Powiesz, że można świętować bez prezentów. No można, ale ja akurat lubię prezenty. Zarówno dawać jak i dostawać. Jeśli ktoś chce obchodzić walentynki bez upominków, to  ma do tego prawo.

Z moich własnych doświadczeń i obserwacji wynika, że walentynek  na ogół nie lubią osoby, które nie mają ich z kim obchodzić. Najczęściej to ludzie samotni i sfrustrowani próbują obrzydzić innym miłość. Ludzie, którzy żyją w szczęśliwych związkach, z reguły walentynki lubią i obchodzą lub po prostu mają do nich stosunek obojętny . Nawet jeśli walentynek nie obchodzą, to nie próbują obrzydzić ich tym, którzy zdecydowali się świętować.

Ja tegoroczne walentynki zamierzam obchodzić. Walentynki, to dla mnie kolejny powód, by powiedzieć mojemu mężowi, że go kocham. Poza tym – my lubimy świętować. Im więcej powodów do świętowania, tym lepiej, zwłaszcza gdy chodzi o coś tak pozytywnego jak miłość.

(Visited 155 times, 1 visits today)
  • Mam bardzo podobne zdanie. Raczej nigdy walentynki mi nie przeszkadzały, ale osoby, które je hejtują faktycznie zazwyczaj po prostu nie mają ich z kim świętować albo mają jakieś związkowe problemy, które to uniemożliwiają.
    A co do komercjalizacji, to tylko od nas zależy, jak spędzimy ten dzień i czy ogarnie nas serduszkowy szał. Dla mnie walentynki to inspiracja i mobilizacja, żeby starać się bardziej i później przenosić tę charakterystyczną atmosferę na inne dni w roku.

  • Nie mam problemu z walentynkami…staram się okazywać miłość przez cały rok, ale w ten dzień również to robię;) Napisałam już miłosny wiersz, dałam mężowi wczoraj bo nie mogłam się powstrzymać;)

    • Ja specjalnie czekałam do północy, by dać mężowi prezent. Mam wrażenie, że on też 😉

  • Ha! Ja też będę obchodzić! Lubię! Właśnie wczoraj zebrałam kilka opinii moich znajomych i też o tym pisałąm. Walentynki sa w dechę! Każda okazja, by być przez chwilę lepszym, milszym, by sprawić komuś przyjemność jest w dechę! To nie komercja (Jakoś o dniu matki, czy babci nikt nie mówi, że to komercja) To pozytywne impulsy, których w naszym szarym i zabieganym życiu nie warto ignorować.

Navigate