W obronie przysięgi małżeńskiej

Ostatnio znów brałam udział w dyskusji, która była odpowiedzią na pytanie „mój egoizm czy przysięga małżeńska?”

Co zrobić, gdy mąż lub żona nie są w stanie spełnić naszych wszystkich potrzeb i oczekiwań? Co, jeśli mąż nagle odkrył w sobie chęć bycia Christianem Greyem tylko, że jego żona wcale nie ma ochoty być Anastasią? Co, jeśli wspólna rozmowa nie przynosi żadnych efektów, małżonek czy też małżonka nie podziela naszych pragnień? Czy mamy wtedy prawo poszukać ich spełnienia poza związkiem? Czy, jeśli poszukamy, to jesteśmy rozgrzeszeni, bo przecież najpierw chcieliśmy z żoną?

To są trudne pytania, na które jeszcze trudniej znaleźć odpowiedzi. To sytuacja trudna i, wydaje się, bez wyjścia niemal jak w antycznej tragedii.

Kiedyś napisałam tekst, w którym utrzymywałam, że dla związku byłoby najlepiej, gdyby nie istniało pojęcie zdrady. Taki ukłon w stronę otwartych związków. Byłam absolutnie za tym, by swoje potrzeby zaspokajać poza związkiem, jeśli nasz partner nie jest w stanie im podołać. I nadal utrzymuję, że tak byłoby najlepiej. Jednakże teoria to jedno, a życie to drugie. Ja mogłam to napisać, ja się nawet mogę z tym zgadzać, ale nie umiałabym wcielić tego w życie, bo, gdy pisałam tamten tekst, nie zobowiązywała mnie jeszcze przysięga małżeńska.

W dyskusji, o której wspomniałam padło zdanie: „mamy więc wybór między swoimi potrzebami, a przysięgą małżeńską”

Otóż nie. Taki wybór ma osoba, która klepała przysięgę nie zwracając uwagi na to, co przysięga. Ktoś, kto traktuje przysięgę poważnie, wyboru dokonał już w momencie jej składania, wtedy gdy mówił „przysięgam Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Nieważne, że 5 lat później stałaś się fanką BDSM, a Twój mąż białego małżeństwa. Była przysięga, pozamiatane, koniec dyskusji.

Kiedyś pewna kobieta powiedziała, że zapamięta sobie moje podejście do małżeństwa jako przykład nieszanowanie samej siebie. Otóż, ja się nie zgadzam na rozstanie, rozwód i olanie drugiej osoby, bo nagle coś nie pasuje, bo mąż przestał przypominać księcia na białym koniu i okazało się, że ma wady. Może ja z księżyca spadłam, ale, cholera, przecież przysięgałam, a w tej przysiędze nie było żadnego „ale”. Jej słowa są banalnie proste do zrozumienia, nie ma tam drugiego dna, żadnych podkekstów. No, i ponoć właśnie dlatego nie szanuję się, bo chcę być wierna własnym słowom.

Ja to nawet rozumiem, że ktoś patrzy na mnie jak na wariatkę i myśli, że kiedyś będę bardzo nieszczęśliwa. Byłabym, gdybym nie pracowała nad swoim związkiem. Świadomość, że z tym facetem to już na zawsze i na wieczność, mobilizuje do pracy nad sobą i małżeństwem. Właśnie po to, bym nie była nieszczęśliwa.

Małżeństwo nie jest obowiązkowe. Ślub kościelny, w którym to padają słowa przytoczonej przeze mnie przysięgi, nie jest obowiązkowy. To nasz świadomy i dobrowolny wybór. Dlatego może warto na małżeństwo spojrzeć w dalszej perspektywie i odpowiedzieć sobie na pytanie „czy będę umiał/a postawić małżeństwo ponad własne potrzeby?”, by później nie pytać „czy mogę zdradzić męża/żonę?”

Na sam koniec zostawiam wam film z mojej przysięgi małżeńskiej. Słowa wypowiedziane w takich emocjach nie mogą być traktowane niepoważnie. Wiarygodności dodaje fakt, że nie mieliśmy pojęcia, że jesteśmy filmowani.

(Visited 990 times, 1 visits today)
  • Z jednej strony się z Tobą zgadzam: wielu ludzi zbyt lekko traktuję tę przysięgę i w ogóle instytucję małżeństwa. Z drugiej – zwykle to nie jest tak, że nagle coś przestało pasować i zbieramy zabawki. Do rozstania najczęściej (chyba) doprowadza długotrwały kryzys. Nie wiem czy byłabym w stanie trwać wiernie przy małżonku, który stwierdziłby, że chce np. żyć w celibacie. Nie z przyczyn medycznych, a z wyboru. Chyba bym nie chciała, żeby reszta mojego życia tak wyglądała. No chyba, że mąż pozwoliłby mi na posiadanie osobnego osobistego życia. To są trudne kwestie 🙁

    • Coś do tego kryzysu doprowadziło i ktoś miał go gdzieś skoro trwał długo. W nawet najbardziej udanych małżęństwach są kryzysy, rzecz w tym, by te małżeństwa to dostrzegały i chciały to naprawić.
      Oczywiście, że to są trudne kwestie. Nikt nie mówił, zż małżeństwo jest tylko lekkie i przyjemne. Jednakże skoro przysięgałam WIERNOŚĆ to nie ma tu mowy – jak to łądnie ujęłaś – na posiadanie osobnego życia osobistego.

      • Owszem, jest. Wierność nie oznacza wyłączności. Wierność oznacza to, na co umówi się para. Para może się umówić, że ich wierność to wyłączność, i w naszej kulturze tak najczęściej jest, ale możliwe są i inne definicje.

        • Wiesz co, próbowałam przerabiać te inne definicje. Rzecz w tym, że gówno w złotym papierku to wciąż gówno. Oczywiście można wszystko dla lepszego samopoczucia ubierać w ładniejsze słowa, dopisywać ideologię, nie zmienia to jednak faktu, że według nauka Kościoła seks z kimś poza mężem/żoną to zdrada. Dodam tu też, ze zdradą nie musi być seks.

          • Kościół nie jest wyznacznikiem tego, co jest gównem, a co nie. Kościół może być dla kogoś ważnym punktem odniesienia w życiowych sprawach, ale nie ma monopolu na prawdę ani na jedyną słuszną definicję.

          • Dla Ciebie nie jest, dla mnie jako osoby wierzącej jest. ja mogę sobie mówić, ze sypiając z innymi mężczyznami nie zdradzam męża, bo mąż się na to zgadza, ale nie zmienia to faktu, że żyję w grzechu bez względu an to jakie wytłumaczenie dla siebie znajdę. Według nauk KK seks pozamałżeński to cudzołóstwo,a to jest grzech czy Ci się to podoba czy nie.

          • I teraz się mogę z Tobą zgodzić. W momencie, kiedy narzucałaś jedyną słuszną definicję wierności oraz nazywałaś inny styl życia gównem, zgodzić się nie dało.

          • Nigdzie nikomu nic nie narzucałam. Nie życzę sobie tez wkładania w moje usta niewypowiedzianych słów i nadinterpretacji wypowiedzianych. Niczyjego stylu życia gównem nie nazwałam. Na tym zakończmy dyskusję.

          • Normalnie nie lubię kończyć dyskusji tak szybko, ale właśnie przeczytałam Twój najnowszy wpis i widzę, że poświęciłam swój czas na rozwódkę-neofitkę XD Nie miałam szans. Pozdrawiam, gratuluję rocznicy i życzę obchodzenia wspólnie i w dobrym zdrowiu diamentowej rocznicy małżeństwa 🙂

  • Milicyja

    Ja mam pewien dylemat, bo jeśli dwie strony przysięgają, nieważne przed jakim bogiem, po prostu przed samym sobą, że się wzajemnie nie zdradzą, a potem jedna osoba wyrzuca to do śmietnika…
    To albo ten ktoś ma schizofrenię albo nie wiem na co liczył. I to nawet nie o ten seks chodzi, ale ogólnie o zaufanie. Jeśli przysięgasz, że kochasz, że szanujesz, nie opuścisz choćby się paliło,a byle kryzys zmusza kogoś do zdrady, nawet mentalnej (w tym sensie, że wolę aby powiernikiem moich smutków, problemów etc. byli wszyscy, tylko nie mój mąż, do którego nie mam zaufania), no to..

  • Beti

    Chciałabym się z Tobą zgodzić, ale nie potrafię. Przysięga, przysięgą, jednak życie i tak wszystko weryfikuje. Co jeśli dla Ciebie przysięga jest bardzo ważna, Ty dochowujesz wierności, jesteś uczciwa i nie myślisz o zmianie, natomiast partner już tak po latach nie podziela Twojego entuzjazmu? Co wtedy? Masz dalej tkwić w takim związku, gdzie osoba, która przed laty obiecywała Ci to i owo, teraz te słowa ma za nic? Do tanga trzeba dwojga i żadna przysięga nie powinna zmuszać kogokolwiek do tkwienia w czymś, co tylko niszczy od środka.

    • Jest na to rozwiązanie. Po prostu się nie przysięga lub bierze ślub cywilny. Przysięga przy ślubie cywilnym zakłąda rozstanie.

      Ja żyje w zgodzie z własnym sumieniem i grZEchy innych (w tym meża) nie tłumacza moich grzechów. Przuypominam, ze slub kościelny to ślub dla ludzi wierzących.

  • Tak z ciekawości: co, jeśli mąż zacznie stosować przemoc wobec kogoś z rodziny, kategorycznie odmawiając pracy nad sobą? Twoje rozumowanie, to podkreślanie braku „ale” i wyjątków, wyklucza możliwość odejścia i zapewnienia dzieciom i sobie bezpieczeństwa, szacunku i dobrych wzorców rodzinnych, ale też w ogóle nie poruszyłaś takiej tematyki. Jak widzisz taką sytuację?

    • Kościół dopuszcza możliwość opuszczenia przemocowca. Kościół nie dopuszcza rozwodów. Mogę się wyprowadzić od męża, żyć bez niego, ale wciąż będę jego żoną.

      • A jak, będąc w takiej sytuacji, spotkasz porządnego mężczyznę, który będzie chciał być Twoim mężem i ojcem Twoich dzieci?

        • No to ma pecha, bo ja już męża mam. Dla mnie tu akurat sprawa jest prosta. Mogę oczywiście żyć w grzechu, bo kto mi zabroni. W końcu sam Bóg dał wolną wolę byśmy mogli wybierać.

  • Pingback: Ślubuję ci miłość… | Dziewczyna z obrazka()

Navigate