Urodziny jednorożca

Panicznie bałam się trzydziestki, a dokładniej to zmarszczek, które rzekomo miały wraz z nią przyjść. Miałam na tym punkcie hopla i gdy tylko stuknęło mi 25 lat, smarowałam się kremami przeciwzmarszczkowymi. Może uznasz to za żałosne, trudno, taką miałam fobię utraty młodości.

Do 25. roku życia pocieszałam się, że wciąż mi bliżej do 20 lat niż 30, ale gdy skończyłam 25 lat, to nie ma zmiłuj, prosta matematyka, od 5 zaokrągla się w górę.

Gdzieś w okolicach 28. urodzin, trzydziestka przestała mnie przerażać, a nie mogłam się jej doczekać. Czemu? Bo chciałam mieć już to za sobą. Utraty młodości przestałam się bać, bo zbyt często pytano mnie o dowód, gdy kupowałam alkohol.

Dziś stuknęła mi trzydziestka. Zmarszczek mi nie przybyło. Ostatnio moja klientka dawała mi nie więcej niż 23 lata. Nie obudziłam się nagle stara i zgorzkniała, nic w moim życiu nie zmieniło się o 180 stopni – ani na lepsze, ani na gorsze. Ot, pytana dziś, ile mam lat, będę odpowiadała: trzydzieści. To wszystko.

Ze względu na strach, jaki ten wiek we mnie budził, pochylam się dziś nad nim, bo siebie jako kobietę trzydziestoletnią lubię znacznie bardziej niż 25-, 20- czy 18-sto letnią. Nawet jeśli jednak by te zmarszczki były, to i tak lubię siebie bardziej, bo jestem znacznie fajniejszym człowiekiem niż 10 lat temu.

Już nie boję się życia, tego, co przyniesie przyszłość. Wierzę w siebie i swoje możliwości. Wiem, że umiem, że nie jestem bezwartościowa. Mam ułożone życie, nie boję się dorosłości. Nie boję się też ludzi. Pracuję z nimi, odczuwam to, że mnie lubią. W końcu wierzę, że można mnie polubić, że można mnie uznać za fajną.

Nie sądziłam, ze uda mi się do końca opłakać umarłe marzenie o aktorstwie. Byłam przekonana, że będę to marzenie opłakiwać do końca życia, że rana po nim nigdy się nie zagoi. Tymczasem w jego miejsce pojawiło się coś zupełnie niespodziewanego. Coś co daje mi równie dużą satysfakcję. Już nie płaczę, gdy rozmawiam o teatrze.

Przestałam sobie wmawiać, że muszę dobrze wyglądać w obcisłych sukienkach. Kupuję te workowate, wyglądam w nich świetnie. W ogóle jeśli chodzi o mój wygląd, to pogodziłam się z tym, że nigdy nie będę modna i stylowa. Noszę zatem to co mi się podoba, nawet jeśli ktoś uznałby, że poszczególne elementy mojego stroju do siebie nie pasują. Zakładam więc bluzy do plisowanych spódnic, trampki do ołówkowych i łączę ze sobą różne wzory. Nikt mi już nie wmówi, że nie mogę.

Nikt mi nie mówił, że mogę być, kim chcę, ale i tak zostałam jednorożcem. Bo w sumie: dlaczego nie? Kto mi zabroni? Był co prawda kiedyś sławny artykuł o tym, czego nie wypada kobiecie po 30-stce, już pierwszego dnia złamałam wszystkie te zasady. Świat się nie zawalił.

To nie tak, że zrozumiałam to wszystko dziś, w godzinę 0. Po prostu jako nastolatka panicznie bałam się tego, kim będę, gdy dorosnę. Z kim będę. Jaka będę. Gdzie będę. Gdy masz 18 lat. to jednak 30 kojarzy się z dorosłością. Wtedy nawet sobie nie wyobrażałam, że mogę być w tak dobrym miejscu, z tak fajnymi ludźmi. Wtedy nie lubiłam swojego życia, dziś je uwielbiam. Dorosłość mi służy.

(Visited 905 times, 1 visits today)
Navigate