Ty przeproś

W każdym związku występują kłótnie. Absolutnie w każdym. Nie mów mi, że Ty sie ze swoim partnerem nie kłócisz, bo i tak Ci nie uwierzę. Nie ma możliwości, aby dwoje ludzi żyjących razem nigdy sie nie pokłóciło. Kłótnie w związku to jest normalna rzecz, wszak nie chodzi o to, by się nie kłócić, ale o to, by umieć się pogodzić.

Zatem kłócicie się, i godzicie, i żyjecie razem – szczęśliwi. Przynajmniej tak powinno być. Jedno tylko nie daje Ci spokoju – to zawsze Ty pierwsza chcesz się godzić.

Pokutuje przekonanie, że inicjatywa zgody powinna wychodzić mniej więcej po równo z każdej ze stron. Nie powinno być tak, że zawsze to tylko jedna strona związku przychodzi pierwsza się pogodzić. Dopatrujemy się w tym czegoś złego, patrzymy z podejrzliwością, szukamy skazy i twierdzimy, że z takim związkiem coś jest nie tak. A ja się pytam: A niby dlaczego?

Wydaje mi się, że wynika to z błędu w założeniu, czym jest zgoda. Zakładamy, że jeśli ktoś pierwszy wyciąga dłoń do zgody, to jest to równoznaczne z przeprosinami i przyznaniem się do błędu. To tak nie działa. Wielokrotnie przychodziłam do męża się pogodzić, ale wcale go nie przepraszałam, ani nie brałam na siebie żadnej winy. Nadal trzymałam się swojej racji, ale po postu nie chciałam już się kłócić. Jeśli nie czułam, że zrobiłam coś, za co powinnam przeprosić, to ńie przepraszałam. Zgoda nie musi się równać z przyznaniem do winy. Może być tylko pojednaniem i niczym więcej.

Prawie po każdej kłótni z mężem mówię sobie, że już nigdy więcej nie odezwę się do niego. Układam sobie nawet plan tego milczenia na najbliższe lata i jestem gotowa trwać w tym postanowieniu. Rzecz w tym, że nie mija godzina, a napięta atmosfera między nami zaczyna mnie męczyć. Czuję się nieszczęśliwa i jedyne, czego chcę, to by było już normalnie. W takiej sytuacji po prostu idę pogodzić się z mężem. Ponieważ ja szybciej odczuwam potrzebę zgody, to najcześciej ja jestem jej inicjatorką. Trudno mi doszukać się w tym czegoś złego. Czy naprawdę mam się zapierać, unieszczęśliwiać tylko po to, by tym razem mąż zrobił pierwszy krok? Po co tak się męczyć?

Nie ma nic niezdrowego w tym, że zawsze to ta jedna osoba jako pierwsza chce się godzić. Najważniejsze, że ta druga przyjmuje wyciagniętą do zgody rękę, a nie chce trwać w złości i żalu. Problemem nie jest to, kto inicjuje zgodę. Problemem byłaby nieumiejętność pogodzenia się.

(Visited 829 times, 1 visits today)
  • Milicyja

    Też jestem raczej typem osoby, co pierwsza wyciąga rękę na zgodę. Nie na zasadzie pokutowania za grzechy czy przyznania komuś racji, dla świętego spokoju , bardziej bo mnie też dusi taka gęsta atmosfera w domu czy gdziekolwiek indziej. A szczególnie, kiedy w sumie poszło albo o głupotę albo sprawę, gdzie tak naprawdę ciężko o spasowanie, np. jakieś kwestie światopoglądowe. Więc chociaż przyznajmy się wzajemnie, że poleciały może o 2-3 słowa za dużo i za mocne i dajmy temu spokój, bo jednak coś nas łączy i nie kopmy się o sprawy, gdzie jedno drugiego nie przekona, a kompromis też nie jest możliwy. I też nie uważam, ze wyciągnięcie na zgodę ręki, jako pierwsza, to oznaka słabości czy przyznania się do pomyłki. To chyba raczej oznaka dojrzałości i o wiele lepsze wyjście i postawa od gówniarskiego zacietrzewiania się i focha na amen, aż druga strona spasuje i przyzna ci rację, nawet jeśli jej nie masz, jest względna albo ją masz, ale druga osoba też ją ma.

  • Czas pogodzenie to najpiękniejszy moment w całej kłótni, aferze, które w naszych przypadku często wybuchają o nic (ja jestem ta bardziej kłótliwą i czepialską:P).

Navigate