Twoja pomoc mnie ogranicza

Gdy mieszkałam jeszcze z rodzicami większość swoich spraw załatwiałam sama, a przynajmniej się starałam. Często przez to narażałam się na kpiny i zażenowanie, wielokrotnie starałam się nie uronić ani jednej łzy wstydu, które zbierały mi się w oczach. Wszystko to dlatego, że, choć rodzice mi pomagali, to raczej starali się tego nie robić. Moja mama ujęła to tak: „Nie mogę Cię trzymać pod kloszem”. Nie miała złych intencji. Przyjęta przez nią zasada miała mnie nauczyć samodzielności. Rzecz w tym, że popadła w tym w taką skrajność, że często wymagała niemożliwego.

Nie miałam też czasu, by oswoić się z nową sytuacją jaką była utrata słuchu. Od samego początku byłam wrzucona na głęboką wodę ze słowami: „musisz sobie jakoś radzić”. No i sobie radziłam – jakoś.

Bardzo długo nie chciałam nic załatwiać sama i często prosiłam o pomoc siostrę, która to znów potrafiła perfidnie to wykorzystać w ostatniej chwili mi odmawiając, ot, zwykła złośliwość. Pamiętam, gdy miała ze mną iść umówić mnie na tatuaż. Tamtego dnia po prostu zostawiła mnie na środku ulicy, na odchodne powiedziała kpiąc: „Ciekawe, co teraz zrobisz” i tyle ją widziałam.

Zapamiętałam tę sytuację, bo ona była pewnym zapalnikiem. Po prostu poszłam wtedy i umówiłam się na tatuaż sama. Od tamtej pory powoli pokonywałam własne ograniczenia i stawałam się coraz bardziej samodzielna.  Uzyskałam ostateczny etap samodzielności. Niestety wciąż jest za dużo przeszkód, bym była samodzielna tak samo jak osoby słyszące.

Od kiedy mieszkam z jeszcze nie mężem mam ogromną pomoc. Jeszcze nie mąż ma trzeźwe spojrzenie na mój niedosłuch i dostrzega rzeczy, których nie przeskoczę. Zdaje sobie też sprawę z tego, że są też takie rzeczy, które co prawda może udałoby mi się załatwić, ale kosztowałoby mnie to dużo stresu, narażałby mnie też na ośmieszenie i poniżenie, a zwyczajnie chce mi tego oszczędzić.

Złapałam się ostatnio na tym, że wiedząc, iż mam pomoc, przestaję być samodzielna. Chciałam zapisać dzieci do fryzjera, bo długość ich włosów niebezpiecznie zbliżała się do momentu, w którym można by ich było brać za płeć piękniejszą. Robiłam to tyle razy, że nie pomyślałam, że mogłabym mieć z tym jakiś problem, a jednak pojawiła się myśl, by to zrzucić na jeszcze nie męża. Ostatecznie sama z nimi poszłam do fryzjera i załatwiłam tę sprawę jak zwykle, ale dało mi to do myślenia.

To bardzo ważne, by osoby niedosłyszące mogły być samodzielne. Dopóki musiałam sobie radzić, to sobie radziłam, nie zawsze tak, jak powinnam, ale jednak się starałam. Odkąd mam pomoc, zaczęłam się w tej samodzielności cofać, zrzucać na jeszcze nie męża nawet to, z czym mogłabym sobie poradzić sama. Jego pomoc jest dla mnie ważna. Cieszę się, że dzięki niemu nie narażam się na przykre dla mnie sytuacje i, dopóki świat wygląda tak, jak wygląda, ta pomoc będzie mi potrzebna. Tylko, że ta pomoc mnie ogranicza. Nie mogę i nie chcę z niej zrezygnować, ale mnie ogranicza.

Wielokrotnie, gdy opisuję kolejny problem, z jakim się borykam, ktoś daje rozwiązanie, w którym konieczne jest proszenie kogoś o pomoc. Chciałabym jednak znaleźć takie rozwiązania by tę pomoc zminimalizować do zera, bo zrozumiałam, że choć pomoc bliskich jest bardzo ważna, to trzeba umieć tę pomoc dawać, a także umieć z niej korzystać.

(Visited 175 times, 1 visits today)
Navigate