Ten rok nie był jak z obrazka

Koniec roku witam z ulgą. Rok 2017 był dla mnie jednym wielkim pasmem nieszczęść i niepowodzeń. Z nadzieją patrzę w 2018. Ufam, że będzie lepszy. Wierzę w to bardzo mocno.

2017 rok zaczęłam z przytupem – leczeniem depresji. To było jednak za mało, dlatego los chwilę później pokierował moje życie na onkologię. Co prawda ja byłam tylko odwiedzającym, ale odwiedzałam najbliższą mi osobę. Żeby nie było na za wesoło, to wszystko zostało okraszone problemami finansowymi. Wystarczyło, że jedna umowa nie doszła do skutku, by zaburzyć moją płynność finansową aż do sierpnia. Tylko po to, by w październiku stało się dokładnie to samo.

Blogowo ten rok także był beznadziejny. Spadek statystyk, zero wzrostu czytelników, żadnego porywającego tekstu. Nawet te teksty, które uważałam za najlepsze w mojej karierze, przeszły bez echa. Nie dostałam się do żadnego projektu, do którego się zgłosiłam, bo zawsze byłam druga. To bardziej frustrujące niż gdybym była ostatnia.

W tym roku polubiłam się także z sądem rodzinnym. Od kwietnia do grudnia miałam jakieś sprawy w sądzie, gdyż byłemu mężowi przypomniało się nagle po 4 latach nieobecności, że ma dzieci. Mój spokój został przez to mocno zakłócony.

Mieliśmy też do wyjaśnienia tajemnicze bóle głowy Młodego Starszego. Bóle głowy, które zaprowadziły nas do wielu specjalistów, a także na SOR. Ostatecznej diagnozy nigdy nie usłyszeliśmy.

Przez cały rok zmagałam się z większymi lub mniejszymi problemami. Gdy juz myślałam, że wszystko się układa, to całość waliła się jak domek z kart. Wielokrotnie załamywałam ręce, płakałam z bezsilności i beznadziei. Klasyczne jeden krok do przodu, dwa do tyłu.

Ten rok był ciężki, możliwe, że był próbą, przez którą – mam nadzieję – udało mi się przejść. Ten rok pokazał mi, że, cokolwiek by się nie działo, mam na kogo liczyć. Ten rok pokazał mi, że otaczam się ludźmi, którzy mnie kochają. Te rok pokazał mi, że „rodzina jest najważniejsza” to nie pusty frazes, ale – prawda. Ten rok pokazał mi, że w domu, w którym jest miłość i wsparcie, wszystko da radę przejść. Ten rok choć finansowo, zawodowo, zdrowotnie był do niczego, to rodzinnie był najlepszym od dawna.

Poza tym trudno, bym nie wspomniała o tych małych radościach, które się udały. Kupiłam psa, który okazał się najskuteczniejszym antydepresantem. Poznałam fantastycznych ludzi. Dostałam się po raz kolejny na Blog Forum Gdańsk. Byłam na fantastycznych wczasach nad morzem. Pokonałam wiele swoich strachów i słabości.

To ode mnie zależało, co robiłam z tym, co przynosił mi los. Tak jak pisałam, czasem siadałam w kącie i płakałam z bezsilności, ale z perspektywy czasu stwierdzam, że przede wszystkim odrabiałam lekcje. Każde nieszczęście, z którym musiałam się zmierzyć, było dla mnie lekcją. Wierzę, że ten straszny rok nie bez powodu właśnie taki był. Może miałam przekonać się o swojej sile, a może sile, jaka drzemie w mojej rodzinie? Nie wiem. Wiem natomiast, że kończę ten rok w dobrym miejscu, wśród ludzi, którzy mnie kochają i wspierają bez względu na okoliczności.

Cover foto: Spesalvi
(Visited 569 times, 1 visits today)
Navigate