Smycz linka to dzieło szatana

O tym, że smycze na rozciąganej lince to głupi pomysł, wiedziałam od dawna. Jednak o tym, jak bardzo głupi, a przede wszystkim – jak bardzo niebezpieczny, przekonałam się dopiero, gdy stałam się posiadaczką obecnego psa. Nie wiem, jaka myśl przyświecała temu, kto to wymyślił, wiem natomiast, że ten, kto to wymyślił, musiał być opętany przez demona, bo smycz w postaci linki to ewidentnie dzieło szatana.

Do dziś nie odkryłam, do czego te 8 metrów sznurka ma służyć. Wiem natomiast, do czego na pewno nie służy, a jednak jest z uporem maniaka w tym celu wykorzystywane przez nieodpowiedzialnych właścicieli psów. Pewnie ktoś się zaraz obrazi, ale w 99% to właśnie po tej smyczy rozpoznaję, że mam do czynienia z psiarzem bez rozumu i wyobraźni.

Dlaczego uważam, że smycz – linka to dzieło szatana? Po kolei…

Smycz linka nie jest do tego, by agresywne psy mogły sobie pobiegać.

Nad agresywnym psem trzeba panować, a ta smycz panowania nad psem nie zapewnia. W ten sposób właśnie moja Colia została pogryziona przez psa. Pies był mały, trawa wysoka zanim zdążyłam zorientować się, że coś próbuje zaatakować mojego psa, to już to coś wbijało w Colię swoje zęby.

Smycz linka nie służy do tego, by nieposłuszny pies mógł bawić się z innymi psami.

Psy powinny bawić się ze sobą luzem, a nie na smyczach. Jeśli nie możesz puścić swojego psa, bo ucieknie, to wybacz, ale nie nadaje się do zabawy z innymi psami.

Pewna pani nie chciała spuścić psa ze smyczy linki, ale uparła się, by bawił się on z innymi psami. Skończyło się to tak, że linka z dużą prędkością przejechała po szyi mojego psa. Tylko ogromna ilość futra uratowała Colię przed poderżnięciem gardła.

Tu dochodzmy do meritum – smycz linka jest niebezpieczna

Sznurek jest niebezpieczny. Pamiętam scenę z pewnego horroru, w którym facet za pomocą kawałka cienkiego sznurka poderżnął gardło kobiecie. Wystarczy, że sznurek odpowiednio szybko przejedzie po ciele byśmy dorobili się głębokiej rany. W ten sposób mój wujek zyskał bliznę na nodze. Nieodpowiedzialny właściciel psa wpuścił swojego pupilka na lince między inne bawiące się psy. Minęła dosłownie chwila, gdy pies zaplątał się wokół nóg mojego wujka, a smycz wprawiona w szybki ruch przez psa stała się narzędziem ostrym jak brzytwa.

Gdy siedziałam niedawno na trawie, z dala od cywilizacji, nagle obcy pies zatrzymał się na mojej szyi. Pies biegał jak szalony, właściciel nad nim nie panował i w pewnym momencie jego pupil pobiegł tak, że smycz znalazła się na mnie. Zareagowałam odpowiednio szybko, kładąc się na plecach i tylko dlatego nic mi się nie stało.

Wyjaśnijmy to sobie: nawet jeśli takie było założenie, to smycz – linka nie jest zamiennikiem biegania luzem. Ta smycz działa tak, że pies ani nie jest na smyczy, ani nie biega luzem, za to stwarza zagrożenie dla otoczenia. Jeśli chcesz puszczać psa luzem, to weź się za jego wychowanie. Kupowanie szatańskiej smyczy tego nie zastąpi.

Ktoś powie, że ta smycz ma opcję blokowania. Jasne. Kiedy jednak pies pobiegnie do innego psa, to nawet jeśli nagle rozciąganie zablokujesz, pies i tak będzie już kilka metrów od Ciebie, a Ty nad nim nie zapanujesz. Inna sprawa, że większość ludzi nie korzysta z tej opcji, tylko rozkłada bezradnie ręce, a czasem wręcz z premedytacją luzuje smycz. Nierzadko awanturują się, że „trzeba było tędy nie chodzić”.

Odnoszę wrażenie, że część ludzi kupuje tę smycz, a za sprawą tego zakupu czuje się zwolniona z odpowiedzialności i myślenia, bo przecież pies na smyczy jest, czyli teoretycznie nie można do niczego się przyczepić. Otóż ja się czepiam. Czepiam się, bo nie mam ochoty mieć pogryzionego psa i poderżniętego gardła.

(Visited 513 times, 1 visits today)
  • Jedyna smycz, jaka się u mnie sprawdza, to gruba, dwumetrowa plecionka z trzema kółkami do zapięcia karabińczyka. Mogę wygodnie skrócić smycz, jeśli jesteśmy w tłumie, mogę wydłużyć, dzięki czemu Tibor będzie sobie hasał w trawie, kiedy ja będę komfortowo na ścieżce. Do tego wygodnie się ją trzyma, mogę ją opleść wokół nadgarstka, żeby pewniej trzymać psa.
    Jedyną zaletą wysuwanej smyczy jest dla mnie to, że nie musiałabym co chwilę poprawiać chwytu i nie plątałaby mi się koło nóg, kiedy Tibor nie mógłby się zdecydować na spacerze, czy iść blisko mnie, czy jednak obwąchać tamten krzaczek.
    Wad jednak ma zdecydowanie więcej, bo raz, że może zrobić krzywdę, jak napisałaś, a dwa, że ją się szalenie niewygodnie trzyma, zwłaszcza przy dużym, silnym psie (wtedy ten uchwyt jest ciężki i ogromny!). Zwłaszcza, jeśli pies ma tendencje do ciągnięcia a właściciel nie panuje nad nim wystarczająco – przy mocniejszym szarpnięciu łatwo wyrwać ją z dłoni.
    Zdecydowanie bardziej przychylnym okiem patrzę na lonże, takie jak dla konia. Owszem, jest długa i nie zwija się jak smycz automatyczna, ale jest to jedyne sensowne rozwiązanie dla mnie – pod warunkiem, że jest wykorzystywania do szkolenia psa, a nie jego zabawy z innymi zwierzętami. Wiesz, na zasadzie takiej, że chcesz poćwiczyć z psem, ale nie możesz Wam zapewnić zamkniętej przestrzeni, z której nie ucieknie.

Navigate