Ślubuję ci miłość…

Znów dałam się wciągnąć w dyskusję o związkach, zdradzie, nierozerwalności małżeństwa. Oczywiście byłam postawiona w roli tej naiwnej kretynki, która nie ma do siebie szacunku, bo wierzę w przysięgę małżeńską, bo na nią przez cały czas się powoływałam, bo dla mnie zdrada to nie powód do rozstania. Jeśli mąż mnie zdradzi, to mnie to zaboli, ale mu to wybaczę. Jestem tego pewna. Nawet inaczej nie mogę, bo – no właśnie – przysięga małżeńska.

Na mój argument o przysiędze i słowach w niej „i że Cię nie opuszczę…” pojawiały się kontrargumenty – a co jeśli Twój mąż tak poważnie do przysięgi nie podchodzi? Co jeśli ma gdzieś „ślubuję Ci wierność”? Otóż, to przede wszystkim problem mojego męża, bo to on ewentualnie złamie przysięgę, to jego grzech. Odpowiedzią na krzywoprzysięstwo nie może być również złamanie przysięgi – Ty mnie zdradzasz, to ja Cię zostawiam.

Toczyła się ta dyskusja i toczyła, a ja byłam coraz bardziej uznawana za twór średniowiecza. Zwróciłam w całej tej dyskusji na coś uwagę: większość zapomina o pierwszych słowach przysięgi. Skupiamy się na tej wierności, że zapominamy, że pierwsze, co przysięgamy, to MIŁOŚĆ. Miłość aż po grób.

Przysięga małżeńska jest spójna. Jeśli nawet wytrwamy ze sobą całe życie, ale bez miłości – to nie dotrzymaliśmy słów przysięgi. Myślę też, że nie bez powodu miłość jest na pierwszym miejscu. Jeśli dotrzymamy ślubów miłości, to nie będziemy mieć problemów z wiernością i uczciwością małżeńską. Dlatego właśnie nasze siły powinniśmy skoncentrować przede wszystkim na dotrzymaniu obietnicy miłości aż do śmierci. Jeśli kogoś kochamy, to nie będziemy chcieli od niego odejść. Jeśli małżonek będzie kochał, to nie pozwoli nam odejść. W miłości wierność nie jest żadnym wyczynem. Małżeństwa nie buduje się na wierności, tylko na miłości. Cóż mi po wierności człowieka, którego nie kocham?

Znany teolog, filozof C.S. Lewis (autor m.in. słynnych „Opowieści z Narni”) za starożytnymi Grekami rozróżniał cztery rodzaje miłości: eros, philia, storge, agape, ale dla tego tekstu najważniejsze są eros – zakochanie/miłość fizyczna i agape – miłość bezwarunkowa i bezinteresowna  (o wszystkich formach możecie przeczytać tutaj). Ludzie stający na ślubnym kobiercu bardzo często kierują się erosem i właśnie tę miłość mają na myśli, gdy składają przysięgę małżeńską. A to jest błąd. W przysiędze małżeńskiej mowa jest o agape, o najdoskonalszej, dojrzałej miłości. Tylko na takiej miłości możemy stworzyć stały, dobry związek. Zakochanie, choć piękne, z reguły ogłupia. Kierując się tylko erosem trudno wziąć odpowiedzialność za siebie, a co dopiero za drugiego człowieka. Małżeństwo zaś to właśnie odpowiedzialność. Mówiąc „przysięgam ci miłość” mówimy: będę się tobą opiekować, będę cię wspierać, biorę za nas odpowiedzialność, będę z toba pomimo trudności, a nie „będę w tobie zawsze zakochany”.

Nie boję się zdrady, ani rozstania, bo w swoim związku skupiam się na tym, co jest w nim najważniejsze – na miłości.

(Visited 485 times, 1 visits today)
  • Cieszę się, że zajrzałam tu dziś do Ciebie. Ten tekst – bardzo piękny – był mi bardzo potrzebny. Dziękuję.

  • relcab

    Do tej pory nie wiem, czy zdradę bym wybaczyła. Nigdy też nie zastanawiałam się nad tym jakoś szczególnie. Wiem za to, że mój mąż ani mnie nie zdradzi ani mnie nie zostawi. Ktoś pomyśli, że jestem naiwna i głupia, ale czując codziennie tyle dobrej miłości, po prostu nie można odejść.
    To do nas zależy ile mamy pewności i zaufania w związku.

Navigate