Seebloggers. Hearbloggers.

Blogować zaczęłam ponad dwa lata temu. Nie wiedziałam, z czym to dokładnie się je. Chciałam spróbować. Zobaczyć, jak mi pójdzie. Zdecydowanie nie zakładałam, że pisanie bloga zmieni coś we mnie i w moim życiu.

O istnieniu blogowych konferencji dowiedziałam się szybko i zapłakałam nad sobą. Pierwsze relacje z konferencji, które przeczytałam u kolegów blogerów, pochodziły z Seebloggers. Pomyślałam wtedy od razu, że nawet do blogowania się nie nadaje, bo i w nim potrzebny jest sprawny słuch. Bloga jednak dalej prowadziłam.

Coś się zmieniło przez pierwszy rok mojej blogerskiej działalności. Przestałam już myśleć, że się nie nadaję i w zeszłym roku pojechałam na swoje pierwsze konferencje – Blog Conference Poznań i Blog Forum Gdańsk, zwane także „Cannes blogosfery”.

Byłam z siebie dumna i z tego, jak to wszystko sobie zorganizowałam. Podróż z tym i z tym, nocleg z tamtym. Miałam opiekę innych, a więc nie martwiłam się o nic.

W tym roku nie pojechałam na BCP, bo ufałam, że zorganizuję sobie to wszystko tak samo. Niestety zadziałał czynnik ludzki. W skrócie: zostałam koncertowo zrobiona w balona. Na pewien czas umarła moja wiara w ludzkość, a konferencja przepadła.

Jak to mówią: co nas nie zabije, to nas wzmocni i tak było w tym przypadku. Zbliżało się Seebloggers i obiecałam sobie, że tej konferencji nie przegapię. Nauczona doświadczeniem z BCP postanowiłam jednak zorganizować wszystko na własnych warunkach, będąc jak najbardziej niezależną. Musicie zrozumieć, że dla mnie to była poważna decyzja. Wejście na nowy poziom w swoim życiu. Musiałam uwierzyć, że mogę, że sobie poradzę. Tak długo miałam podcinane skrzydła, że to wcale nie było takie proste.

Zaraz po ptrzymaniu wiadomości potwierdzającej mój udział w festiwalu zarezerwowałam sobie nocleg w niedrogim hostelu położonym przy samym morzu. Ponieważ zarezerwowałam pokój dwuosobowy (z braku jedynek) podzieliłam się noclegiem z Jankiem z bloga Soczek pomarańczowy.

Transport też zdecydowałam się zorganizować na własną rękę. Mój wybór padł na gustowny pociąg TLK o 6.35. Tu zaczęła się moja pierwsza przygoda. Moment, w którym panikę zastąpiła duma. O problemach dla osób niedosłyszących z PKP pisałam tutaj. Mimo tych niedogodności na dworcu stawiłam się sama, ufając, że sobie poradzę.

Ze stresu prawie zawału dostałam, bo na miejscu okazało się, że mój pociąg nie istnieje. Nigdzie nie było o nim informacji. Biegałam po całym dworcu z nadzieją, że gdzieś, coś wyświetli się o tym pociągu widmo, jednocześnie dziękując w duchu, że dałam sobie półgodzinny zapas czasu. Sprawę postanowiłam wyjaśnić w informacji. Nie pamiętam kiedy ostatni raz znalazłam w sobie tyle asertywności, by od opryskliwej i znudzonej swoją pracą kobiety wyciągnąć informacje. Wiecie, ja się takich ludzi boję. Przy nich przeważnie wchodzę w tryb „przepraszam, że żyję i przeszkadzam”. Nie tym razem. Plaża wzywała. Ostatecznie pociąg się znalazł, ja znalazłam swoje miejsce, z którego standardowo musiałam kogoś zgonić. Gdyby tylko wzrok mógł zabijać, to już dawno leżałabym trupem.

Pierwsze selfie #seebloggers czyli z Kasią z bloga Pudrowo, ktora od zeszłorocznego BCP jest dobrą koleżanką

Gdynia przywitała mnie zimnem, deszczem i wichurą. Z plażowania nici. Schroniłam się w „Krew i woda” – polecam, genialne jedzenie. Musimy tu sobie coś wyjaśnić. Gdy straciłam słuch, przestałam robić zakupy tam gdzie był konieczny kontakt z drugą osobą. Wyjście samej do restauracji? Musiałabym na głowę upaść. Na przestrzeni lat powoli, ale zmieniło się w tym temacie wiele. Doszłam do momentu, w którym sama jem w restauracji, sama zamawiam sobie to jedzenie i nie boję się tego robić. Ten kontakt z drugim człowiekiem znów stał się dla mnie naturalny.

Dziewczyna z obrazka, Tata Story i Tata w pracy

Miałam jasno wyznaczony cel – zaprezentować wybranym markom swój produkt. W tym celu od samego rana zagadywałam przedstawicieli marek i rozdawałam swoje wizytówki. Gdzieś wyleciało ze mnie to całe „jak ja sobie poradzę”, „to nie dla mnie”, „a co, jeśli nie usłyszę”. Nie było żadnego „ale”. Nikt mnie do tego nie zmuszał. Mogłam to zrobić i zdobyć kontakty lub wrócić do swojej strefy komfortu. Wybór należał do mnie. Zdecydowałam się odłożyć na bok swoje słabości i chociaż na te dwa dni o nich zapomnieć. Skakałam od stoiska do stoiska, z uśmiechem na twarzy przedstawiałam się i opowiadałam, co mam do zaoferowania. Czy słyszałam? Nie zawsze, ale bez problemu o tym informowałam, a przedstawiciele marek nie mieli z tym problemu.

Warto tu wspomnieć stoisko Chiodo czyli marki sprzedającej lakiery hybrydowe. Do domu wróciłam ze ślicznie pomalowanymi paznokciami, ale to jedno. Chodzi o to, że świetnie się u nich bawiłam. Przedstawiciele marki zdecydowanie czuli blogosfere i klimat. Tutaj pozdrawiam ich brand managera, który karmił mnie cukierkami.

Miało być pstrokato. Miało być różowo. Moje oczekiwania zostały spełnione 🙂

Kolejną marką, która zasługuje na wyróżnienie w tym tekście jest AA Cosmetics. Kucałam przy ich stoisku oglądając nową kolekcję ich kosmetyków do makijażu, gdy zaczepiła mnie przedstawicielka marki z propozycją bym wzięła udział w ich zabawie. Zabawa polegała na tym, by z zasłoniętymi oczami rozpoznać po smaku owoce. Nie byłam,przekonana, bo bałam się wyłączenia kolejnego zmysłu. Swoimi obawami podzieliłam się z miłą panią, ale ona znów była święcie przekonana, że to żaden problem. Ostatecznie podjęła wyzwanie, a mi, gdy piszę te słowa, zbiera się na płacz z radości. Mogła przecież powiedzieć „acha, rozumiem” i sobie iść. Ona jednak otoczyła mnie opieką nie tylko w czasie zabawy, ale i w trakcie czekania, aż zwolni się stanowisko. Miałam ochotę tę kobietę przytulić z całej siły i powiedzieć, że właśnie zmieniła część mojego życia. Tak, właśnie tak, to spontaniczne spotkanie pozwoliło mi zrobić kolejny krok.

To właśnie ta Pani tak uroczo zaopiekowała się mną 🙂

Tak samo muszę wspomnieć panią ze stoiska Play. Tam należało mieć zakryte oczy do gry VR. Też się tego bałam. Jednak wprost spytałam, czy mogę spróbować i czy mi pomoże. Pani z uśmiechem zachęciła mnie do podjęcia próby. Pozapinała co trzeba, a później sprawiła, że przeżyłam coś nowego.

VR na stoisku Play. Cudowne przeżycie

Pomyślisz sobie, że te osoby ze względu na pracę musiały być dla mnie miłe, że to nic takiego. Otóż wcale nie musiały. Zwłaszcza w momencie, w którym sama się skreślałam. Pani ze stoiska AA nie musiała mnie namawiać. Pani z Play mogła powiedzieć, że ona nie wie, że nie zna się na niedosłuchu. W Chiodo mogli po prostu pomalować mi paznokcie bez próby rozmowy.

Chcę wam coś powiedzieć. Żyjemy w czasach, w których wymagane jest wychodzenie z własnej strefy komfrotu. Jesteśmy do tego namawiani, a czasem wręcz zmuszani. Krzywo patrzymy na tych, którzy nie chcą spóbować. Mamy ich za leniwych i wygodnych. A ja wam powiem: nie śpiesz się. Nie czujesz się na siłach, by zrobić jakikolwiek krok w swoim życiu to zostań na miejscu. Nie zmuszaj się. Przyjdzie Twój czas. Rób wszystko, aby ulepszyś swoje życie, ale w zgodzie ze sobą, dla siebie. Nie daj sie poganiać, nie daj sobie wmówić, że musisz. Ja nad sobą pracuję już 13 lat i nie sądzę, by ta praca kiedykolwiek się skończyła. Jestem dumna z każdego mojego małego sukcesu. Z tego, że kogoś zagadałam, że czegoś spróbowałam, że się nie przestraszyłam, że rozwiązałam sama problem. Te małe drobne kroczki, niewielkie sukcesy zaprowadziły mnie do miejsca, w których dziś jestem.

Na zakończenie Seebloggers tata wszystkich blogerek zabrał nas na plażę 🙂

Ludzie są dobrzy. Poznałam sporo nowych osób na Seebloggers i żadna z nich nie miała ze mną problemu. Prawdę mowiąc przez ostatnie 5 lat problem z moim niedosłuchem miała JEDNA osoba. Jedna na całe setki ludzi, których poznałam. Nadal moje podejście do ludzi nie jest idealne. Nadal się ich boję, nie chcę sprawiać im problemu, ale jest lepiej. Dużo lepiej.

Justyna czyli Tysia gotuje. Zupę pieczarkową gotuję tylko z jej przepisu 😉

Lubię siebie. Często przed pójściem gdzieś powstrzymywało mnie, że ja prawie nikogo nie znam, nie będe miała z kim spędzać czasu. Bałam sie bycia samej. Pamiętam swoją pierwszą małą konferencję. Nie zagadałam wtedy do nikogo. Moje własne towarzystwo też nie było dla mnie komfortowe. Czułam sie źle. Od tamtej konferencji minęły 2 lata. Pojechałam do Gdyni sama, sama poszłam zjeść, zwiedzać miasto, sama spędzałam czas w strefie chillout. Nie miałam z tym problemu. Nie przeszkadzało mi, że nie ma nikogo obok. Nie czułam też potrzeby trzymania się kogoś kurczowo, by tylko nie spędzać czasu samotnie. To kolejna spora zmiana, jaka we mnie zaszła.

Te wszystkie zmiany w moim życiu na pewno miały miejsce już wcześniej, ale dopiero Seebloggers mi je pokazało. Wyjazd na ten festiwal był krokiem milowym w odzyskiwaniu utraconej pewności siebie.

(Visited 458 times, 2 visits today)
  • Cieszę się, że Cię poznałam, Magdo! <3

    Bardzo ciekawa relacja, z Twojego bardzo osobistego punktu widzenia.

    Tak sobie czytam Twojego bloga i widzę, że dość często przewija się hasło, że "nie chcesz sprawiać innym problemu". Myślę, że warto, żebyś poczuła (a myślę, że przekonałaś się o tym właśnie np. dzięki See Bloggers), że dla ludzi (Twój) niedosłuch nie jest problemem. Może być pewnym wyzwaniem, zadaniem, ale nie problemem. Mogą nie wiedzieć, jak się zachować, ale Ty możesz im przyjść z pomocą i "instrukcją obsługi". A Twój uśmiech i otwarcie na ludzi w tym cudownie pomaga. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek traktował Twój niedosłuch jak problem. Ludzie są często chętni do pomocy, lubią być potrzebni, lubią wyzwania. Pewnie nie wszyscy, ale myślę, że nie warto się przejmować tymi, którzy to oleją.

    Do zobaczenia!

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂 Wiesz, ja to wszystko niby wiem, ale jednak ta myśl o sobie „problem” siedzi bardzo głęboko w głowie i ciężko się jej pozbyć.

      • Wiem, jak jest, dobrze Cię rozumiem. Ja mam podobny „problem” z poczuciem własnej wartości. Dopiero od kilku miesięcy czuję, że moja wartość nie jest zależna ani nie jest definiowana przez czynniki zewnętrzne, ale nawyki myślowe często biorą górę, wystarczy PMS czy gorszy dzień 😉

  • snaily nails

    Jeju Magda, ja kompletnie nie zauważyłam, że Ty nie dosłyszysz! Gadało mi się z Tobą bombowo, tym bardziej, że lubię takie wrażliwe ale postrzelone duszyczki! <3
    Świetna, osobista i napakowana ciepłymi emocjami relacja 🙂
    Mam nadzieję do zobaczenia niebawem 🙂 :*

  • Magda, mam wrażenie, że im częściej rozmawiamy tym lepiej się rozumiemy, więc we wrześniu koniecznie kawa na BFG 😀

    • Mówiłam Ci o tym na afterze gdy prosiłam o pomoc w komunikacji, że znam Cię dłuzej dlatego łatwiej nam się dogadać 🙂

  • Fanie. Ale byłaś na jakichś prelekcjach? 🙂

  • Go go go!! Jesteś ważna dla blogosfery. Twoje artykuły były dla mnie epicko cenne gdy uczyłem się migowego i wsiakalem w środowisko głuchych. To Ty przyczyniasz się do zniesienia granic. #skoroserceslyszy

  • Żałuje, że Cię nie poznałam, bo wydajesz się cudowną osobą :). Świetnie też czyta się Twoją relację. Co do podróżowania to zdarzają się przygody, a PKP ma swoje przeboje, ale wystarczy się parę razy przejechać i człowiek mniej więcej wie co i jak. Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś jeszcze spotkać.

Navigate