Przyjaciółka mojego syna

Moi synowie mają przyjaciółki: czteroletnią Wu i siedmioletnią Z. Młody Młodszy i Wu są przyjaciółmi z przedszkolnej grupy. Tam się poznali i polubili od pierwszego wejrzenia. Jak to mówił Młody Młodszy: „ja lubie najbardziej Wu, bo ona się bawi ze mną autkami, a ja z nią lalkami”. Wiedziała, na co go poderwać.

Młodsze dzieci w końcu poznały ze sobą swoje starsze rodzeństwo, które równie mocno przypadło sobie do gustu. Tak mocno, że po kilku miesiącach znajomości padła propozycja: „Ciociu, spytaj Młodego Starszego, czy się ze mną ożeni. Ślubem się nic nie martw, ja wszystko zorganizuję.” Młody Starszy zgodził się zostać mężem Z, a ja oczywiście ślubem się nie martwię.

Z przyjemnością obserwowałam rozwój przyjaźni tych dzieci. Wzajemnie się odwiedzaliśmy, spotykaliśmy na placu zabaw i spacerach. Czasem dziewczynki były u nas od samego rana, aż do pory obiadowej na moją osobistą prośbę, a moi chłopcy nawet zaliczyli nocleg u dziewczynek w domu. Ciekawe, czy za 10 lat ich mama też się na to zgodzi… 😉

Jednak przyszły wakacje. W wakacje dzieci zawsze się jakoś rozdzielają. Nie wszyscy mieszkają na tym samym osiedlu, niektórzy są wciąż w podróży. O ile starsze dzieci same sobie wyjdą po kolegę z bloku obok, o tyle czterolatkom spotkania organizować muszą rodzice. Trochę się obawiałam, że dzieci się mogą od siebie oddalić przez ten czas. Co prawda Młody Młodszy jest rozchwytywany przez przedszkolne towarzystwo, więc obyłby się bez większych strat, a przynajmniej tak mi się wydawało. Młody Starszy natomiast traktuje relacje miedzyludzkie całkiem serio i brak Z w jego życiu byłby dla niego bolesnym ciosem.

Powiem wam, że jestem wstrętna, że w ogóle tak pomyślałam. Znów nie uwierzyłam w dzieci. Taką mam paskudną przypadłość, z którą próbuję walczyć, że zdecydowanie za często się wtrącam. Jeśli nie – realnie, to chociaż w myślach. Tym razem nie uwierzyłam, że dzieci mogą się przyjaźnić, tak prawdziwie. Moją głupotę pokazali mi moi synowie na wczasach, gdy wybraliśmy się kupować pamiątki.

– Jeszcze coś dla Z – upomniał mnie Młody Starszy.
– I dla Wu! – wtrącił się Młody Młodszy.

Ostatecznie kupiliśmy bransoletki, a nawet znalazł się jakiś pierścionek dla Z. Czyżby w końcu doczekała się zaręczynowego?

Opisałam tę przyjaźń, żeby wam pokazać, że dzieci same potrafią sobie znaleźć przyjaciela i pielęgnować tę przyjaźń jak należy, czasem zdecydowanie lepiej niż ludzie dorośli. Co więcej: uważam, że dziecko w tym wyborze należy wspierać. Wielokrotnie widziałam jak rodzic/babcia/dziadek nie pozwalał swojemu dziecku bawić z innym, bo mu się coś w tamtym dziecku lub w jego rodzicach nie podobało. Czy moi synowie padli ofiarą tego kiedykolwiek? Tak. I niech mi wybaczą, bo to przeze mnie.

Poza tym wspieranie przyjaźni dziecka da profity i Tobie. Dzięki przyjaźni Wu i Młodego Młodszego poznali się nie tylko Z i Młody Starszy, ale także ich rodzice. Dzisiaj mam bardzo wartościowych znajomych. Koleżankę, która czyta tylko trudne książki, robi na szydełku niesamowite rzeczy i najzwyczajniej w świecie jest mądrą kobietą i matką.

A wszystko zaczęło się od tego, że czterolatka bawiła się z czterolatkiem autkami, a on z nią lalkami.

(Visited 2 530 times, 1 visits today)
Navigate