Przychodzi głuchy do lekarza

Choć nie słyszę już od ponad 10 lat, to wciąż zadziwia mnie, że miejsca, które powinny być nastawione i wyrozumiałe dla wszystkich niepełnosprawności, takimi nie są. Mam tu na myśli przychodnie lekarskie. O ile osoba niepełnosprawna ruchowo już w większości przypadków ma podjazd i windy, o tyle personel ma problem z osobami niesłyszącymi, a sam system wywoływania do lekarza kuleje, bo – no właśnie – jest oparty na wołaniu.

Sama rejestracja do lekarza jest już coraz bardziej przyjemna dla wszystkich, bo powoli można to robić przez internet. Można tez pofatygować się osobiście, co oczywiście jest najgorszym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli się jest chorym, ale staram się nie narzekać i nie chorować.

Wracając do sytuacji, gdy przychodzi moja kolej na wejście do gabinetu. Zastanawiam się ile razy czekałam dłużej niż powinnam, ile osób przepuściłam, ile wykorzystało fakt, że nie ruszyłam się ze swojego miejsca i weszło przede mną, a wszystko dlatego, że nie usłyszałam, gdy pielęgniarka mnie woła.

Kiedyś siedziałam już ponad godzinę w kolejce do stomatologa. Co prawda byłam umówiona na konkretną godzinę, ale sami rozumiecie jak to bywa. W gabinecie przyjmowały dwie dentystki jednocześnie, dlatego w poczekalni byli ludzie umówieni na tę samą godzinę, bo jeden szedł do doktor X, a drugi do doktor Y. W poczekalni każdy grzecznie siedział i pilnował swojej godziny, a asystentka stomatologiczna wychodziła i wywoływała słowami: „kto do doktor X/Y?” Wtedy osoba, której kolej nastała, wchodziła do gabinetu.

Nie piszę o tym bez powodu. Nie miałam zielonego pojęcia, co wykrzykuje asystentka, nie wiedziałam też, że w środku są dwie dentystki i pewnie siedziałabym tak jeszcze drugą godzinę, gdyby nie życzliwa pani w poczekalni. Ponieważ, siadając obok mnie, spytała się mnie, do której z lekarek jestem zapisana, była w stanie zareagować, gdy ja nie zareagowałam. Gdy asystentka zaprosiła kolejną osobę do gabinetu, a ja nie wstałam, pewna kobieta, która dopiero co przyszła, wystrzeliła jak z procy. Wtedy sympatyczna pani zwróciła mi uwagę, ze teraz jest moja kolej. Tutaj sobie zadaję pytanie: ile osób w życiu wcisnęło mi się kolejkę?

Od tamtej pory łapałam asystentkę i prosiłam, by zwracała się bezpośrednio do mnie, gdy nadejdzie moja kolej.

To jest tylko jeden z wielu przykładów. Wielokrotnie ludzie próbowali jakoś wykorzystać mój niedosłuch, by mi się wcisnąć w kolejkę. Zazwyczaj pokornie to przyjmuję. Jest też ta druga i znacznie większa część ludzi, którzy starają się mi pomóc, ale to przede wszystkim przychodnia powinna być do mnie dostosowana. Z lekarzami często rozmawia mi się ciężko, tracą cierpliwość, są poirytowani, tak samo jak panie w rejestracji.

Rozwiązanie jest proste. Wystarczyłby system numerowy jak w urzędach. Przy rejestracji każdy dostawałby swój numerek, a ten następnie by się wyświetlał. Skorzystałby na tym każdy. Kłótnie w poczekalniach skończyłyby się raz na zawsze. Żadna „umierająca” babcia nie wcisnęłaby się nikomu w kolejkę, bo musiałaby czekać na swój numerek, a z tym trudno wygrać. Póki jednak numerków nie ma (i wątpię, by się pojawiły), mam nadzieję, że większość ludzi będzie jak ta pani w kolejce do stomatologa. Jej serce słyszało.

(Visited 390 times, 1 visits today)
Navigate