Przeproś swoje dziecko

Pewnego razu byłam świadkiem tego, jak babcia Młodego Starszego niesłusznie na niego nakrzyczała. Szybko sama doszła do wniosku, że było to niesłuszne i niesprawiedliwe, ale nie zamierzała z tym nic zrobić.

– Powinnaś go przeprosić – zasugerowałam.

– Nie przesadzajmy, to tylko dziecko – usłyszałam w odpowiedzi.

No tak, dziecko. Dziecko, a nie człowiek. Ludzi, gdy potraktuje się ich źle, po prostu się przeprasza, ale przecież – nie dziecko.

Wielu dorosłych ludzi, wielu rodziców ma problem z przeproszeniem dziecka. Wydaje im się, że, jeśli przeproszą, to dziecko przestanie ich szanować, przestaną być dla niego autorytetem. Poza tym przeprosiny wiążą się z przyznaniem do błędu, a więc tym samym dorośli obawiają się, iż pozbawiliby się łatki nieomylnych, tych mądrzejszych, „bo starszych”. Gdy dziecko nas zrani swoim zachowaniem, oczekujemy od niego przeprosin, wręcz głośno ich się od niego domagamy. Jednak, gdy to my zranimy swoje dziecko, uważamy, że nie ma potrzeby go przepraszać, bo – no, właśnie – „to tylko dziecko”.

Rzecz w tym, że przeproszenie dziecka niesie ze sobą same plusy.

Uczymy dzieci form grzecznościowych: proszę, dziękuję, przepraszam, dzień dobry, do widzenia itd. Co z tego, że będziemy tłumaczyć, że należy ich używać, skoro sami nie będziemy się do tego stosowali? Jak wiadomo, dzieci uwielbiają naśladować dorosłych, jeśli zatem my będziemy przepraszać za swoje błędy, ono będzie przepraszać za swoje.

Przepraszając, pokazujemy, że nie jesteśmy nieomylni. To prawda. I bardzo dobrze. Przyznając się przed dzieckiem do błędu, pokazujemy mu, że każdy ma do nich prawo, ono też. Każdy ma prawo do gorszego dnia, złości, pomyłek, ale najważniejsze to umieć się do nich przyznać i przeprosić, jeśli kogoś zraniliśmy.

Co najważniejsze, przeprosiny, to okazanie szacunku i miłości. Przepraszamy ludzi, na których nam zależy, których krzywdzić nie chcemy, ale jednak to zrobiliśmy. Przepraszając dziecko, dajemy mu do zrozumienia, że jest dla nas ważne i traktujemy je na równi ze sobą, a nie jak kogoś gorszego, pół-człowieka. Pokazujemy, że liczymy się z jego emocjami.

Moja mama jest z tych rodziców, którzy nigdy nie przepraszali. Nie wiem, czy bała się utraty autorytetu, czy po prostu duma nie pozwalała jej przeprosić nikogo. Dlatego, gdy przyszło mi wychowywać własne dzieci powiedziałam sobie, że będę umiała je przeprosić i umiem. Przepraszam, gdy skrzywdzę, zawiodę, pomylę się, gdy jestem niesprawiedliwa. Przepraszam głośno i zaznaczam za co, a w odpowiedzi zazwyczaj słyszę: „nic się nie stało, mamo, każdemu się mogło zdarzyć, prawda?”

Tak, synku, to prawda.

(Visited 341 times, 1 visits today)
Navigate