Prywatność w związku

W czytanej ostatnio przeze mnie książce pojawia się scena, w której główni bohaterowie kłócą się o to, że jeden z nich wziął telefon drugiego. Jedna strona mówiła, że nie ma prawa go ruszać, a druga, że, jeśli ta pierwsza ma w telefonie coś do ukrycia, to jest dopiero problem. Ktoś powie, że to tylko głupia książka, rzecz w tym, że właśnie nie. Pewna blogerka nawet wprost kiedyś napisała, iż fakt, że nie możesz grzebać w telefonie męża/partnera, stanowi dowód na to, że on cię nie kocha. Samo życie, a nie książka.

Mój były mąż uważał mój telefon za swoją własność. Nawet nie krył się z tym, że w nim grzebie, czyta moje smsy. Gdy zaczęłam je kasować, robił mi o to awantury. Powiesz: skoro tam nie było nic złego, to po co kasowałaś?

Dlatego, że mam prawo do prywatności. Mam prawo do tajemnicy korespondencji. Jestem w związku, czy nie, mam do tego prawo, a czytanie moich smsów, maili albo wiadomości na fb narusza to prawo. Zapominamy też o jeszcze jednej, a bardzo istotnej rzeczy – to narusza też tajemnicę korespondencji mojego rozmówcy. Z jakichś powodów to do mnie napisał, ze mną rozmawiał, może nie chciał, by o omawianych sprawach wiedział ktokolwiek inny.

Zostawiam włączony telefon, iPada i komputer przy mężu, bo mam świadomość, że nigdy nie tknie któregokolwiek z tych sprzętów, by czytać moje wiadomości. To nie tak, że nie wolno mu tego dotykać – wolno, ale czym innym jest zrobienie aktualizacji w komputerze lub wyłączenie budzika w telefonie, a czym innym – grzebanie w wiadomościach.

Raz w życiu przeczytałam wiadomość męża. Bardziej od tego, co przeczytałam, nie spodobało mi się, że to zrobiłam. Przyznałam się od razu, bo udawanie, że to nie miało miejsca, było bez sensu, zwłaszcza, że chciałam spytać o to, co zobaczyłam. Niemniej do dziś jest mi wstyd z tego powodu, bo nie dość, że naruszyłam jego prywatność, to nadwyrężyłam jego zaufanie. Mąż co prawda chyba znacznie mniej ode mnie się tym przejmuje – piszę to, jego nie ma w domu, jego komputer jest włączony.

Jeżeli argument o prywatności Cię nie przekonuje, to mam jeszcze jeden – zaufanie. Sprawowanie kontroli oznacza brak zaufania, a ja nie chcę być z kimś, kto mi nie ufa. Człowiek, która ufa, nie będzie miał potrzeby sprawdzania korespondencji. Nie ma żadnego „ufam, ale mam złe doświadczenia”, „ufam, ale byłam zdradzana”. Nie! Ufam albo nie. Koniec. Jeśli będzie chciał zdradzić, to i tak zdradzi – z twoją kontrolą czy bez.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla naruszania granic drugiej osoby. Wiem, że są osoby, którym taka kontrola nie przeszkadza, ale ja np. chciałabym wiedzieć, kto to, bym miała świadomość, że pisząc do niej piszę jednocześnie do jej chłopaka/dziewczyny. Ja się swoją korespondencją dzielić nie chce. Czym innym jednak jest jawna zgoda, a czym innym sprawdzanie smsów pod osłoną nocy. To drugie nie powinno się dziać. Nigdy.

(Visited 507 times, 1 visits today)
Navigate