Prezenty w związku są ważne

Uwielbiamy z moim mężem dawać sobie prezenty. Do sprawy prezentów podchodzimy bardzo poważnie. Zawsze są bardzo przemyślane i co najważniejsze – trafione. O prezentach dla męża z jakiejkolwiek okazji potrafię zacząć myśleć pół roku wcześniej. Wszystko po to, by on po rozpakowaniu prezentu szczerze się ucieszył.

W minione Boże Narodzenie, mąż dostał ode mnie m.in. zestaw książek. Wspomniał mi o nich raz – przy ich premierze, która miała miejsce w lipcu. Zapamiętałam zachwyt i kupiłam. Tak jak przewidywałam, mąż był zachwycony, a później prezentem wszędzie i wszystkim się chwalił. Chwaląc się książkami, jednocześnie chwalił się mną, a dokładniej moją uwagą na to, co mówi.

Ktoś jednak musiał wtedy dostać beznadziejny prezent od swojej żony, bo pojawiły się głosy, że jak się prawdziwie kocha, to prezenty są nieważne, liczy się obecność. Tylko wiecie co? To bzdura!

Prezenty są jednym ze sposobów okazywania miłości. Nie chodzi o to, by było ich dużo i żeby były drogie. Prezentem może być ulubiona kiełbasa albo tabliczka czekolady. To znak dla drugiej połówki – myślę o tobie, nawet gdy jestem w markecie, w dziale mięsnym, kocham cię, chcę ci sprawiać przyjemność. Jeśli prezenty są bez znaczenia, to trzeba by było te gesty uznać za takie. Trudno byłoby mi uznać, że mąż kupił mi moja ulubioną Milkę Oreo, bo mnie nie kocha.

Mój mąż wie, jak bardzo uwielbiam jednorożce. Może i uważa to za dziecinne albo i głupie, ale nie przechodzi obojętnie obok żadnego jednorożca i, jeśli może, to kupuje mi go w prezencie. Naprawdę miałabym uznać, że to nie ma znaczenia? Mam to uznać za dowód na to, że nasze uczucie nie jest prawdziwe, bo w prawdziwej miłości takie rzeczy nie są potrzebne?

Poważne podejście do prezentów na okazję to też dowód miłości. Gdybym nie kochała swojego męża, to nie chciałoby mi się przez kilka miesięcy przekopywać internetu i sklepów stacjonarnych w poszukiwaniu idealnego prezentu. Nie miałabym ochoty wydawać na niego pieniędzy, odkładać ich, gdy prezent jest kosztowny, rezygnować ze swoich przyjemności tylko po to, by to on był zadowolony.

Nieudany prezent ma prawo się zdarzyć, w szczególności na początku związku, kiedy ludzie jeszcze dobrze się nie znają. Jednak jeśli jesteś z kimś już kilka lat, to ta osoba powinna już wiedzieć, jak cię uszczęśliwić. Jeśli kocha, to będzie uważna na to, co robisz i mówisz, a w efekcie kupno udanego prezentu nie będzie problemem. Dlatego niech mi nikt nie wciska, że jego nieudany prezent świadczy o głębokim uczuciu, a mój udany już nie i jest tylko na pokaz w nieudanym związku.

Może to zabrzmi śmiesznie, ale moment, w którym do mnie dotarło, że nie ma sensu ratować mojego byłego małżeństwa to było kupno prezentów na święta. Kupiłam wtedy byłemu mężowi beznadziejny prezent i nie miałam z tym żadnego problemu. Musiałam coś kupić, bo wypada, no i kupiłam. Nie starałam się, nie myślałam o tym prezencie miesiącami, miałam gdzieś, czy się spodoba. Takie zachowanie o głębokim uczuciu nie świadczy.

Jasne, są związki, w których prezenty w ogóle nie występują, bo taka ich specyfika, a ci ludzie się kochają. Jednak niech te osoby nie wciskają mi, że tam, gdzie są prezenty, tam nie ma miłości. Kogoś, kto powtarza takie bzdury, zawsze będę miała za frustrata, który dostał nieudany prezent i próbuje go sobie jakoś wytłumaczyć, obrzydzając innym ich udane prezenty.

(Visited 308 times, 1 visits today)
Navigate