Praca domowa jest dziecka, a nie rodzica

Młody Starszy przyniósł już ze szkoły pierwsze prace domowe. Jedna z nich polegała na opisaniu swoich wakacji. Wiem, że wciąż ma on problem z pisaniem i czytaniem, dlatego poprosiłam by mi tę prace domową pokazał. W tym krótkim wypracowaniu znalazłam liczne błędy. Korciło mnie, by wszystko podkreślić i wysłać syna by je poprawił, ale tego nie zrobiłam, bo praca domowa jest dziecka, a nie rodzica.

„Zostaw, odpuść.” – powtarza mi w kółko mąż – „To jest jego praca domowa. Chodzi o to, by odrobił, by spróbował”.

Nie odrabiam lekcji z dzieckiem, nie sprawdzam jego prac, o ile sam mnie o to nie poprosi. W przypadku wszelkich prac domowych „z pomocą rodziców…” piszę stosowną notatkę do nauczyciela z informacją, że ja już edukację podstawową zakończyłam i nie życzę sobie zadawania mi prac domowych.

Ktoś powie, że można sobie na coś takiego pozwolić, o ile dziecko dobrze się uczy. Nieprawda. Mój syn poszedł do szkoły za wcześnie, całkowicie nieprzygotowany i to nieprzygotowanie ciągnie się za nim już 3 rok. Musi napracować się o wiele więcej od swoich rówieśników, by dotrzymać im kroku. Dlatego ważne jest, by do szkoły przynosił prace samodzielnie odrobione, by jego nauczycielka wiedziała, na jakim jest etapie, jaką część programu udało mu się przyswoić. Dlatego zaniósł do szkoły wypracowanie pełne baboli, za które może dostanie dwóję.

Czy to oznacza, że nie wspieram dziecka? Czy oznacza, że jest pozostawiony sam sobie, a rodzice mają go gdzieś, bo szkoła to jego problem? Nie. Wspieramy syna w sposób mądry. Jesteśmy w kontakcie z nauczycielami, psychologiem i logopedą. Trenujemy z nim to, czego nie umie, wzmacniamy mocne strony. Robimy to wszystko po to, by mógł samodzielnie odrobić prace domową, by mu o coraz lepiej szło. Siedząc mu nad głową i pouczając „tu ó, tu rz”, sprawiłabym, że syna dostałby dziś dobrą ocenę, ale tak naprawdę niczego by się nie nauczył.

NIkt nie lubi odrabiać lekcji z dzieckiem, a jednak większość wciąż to robi. Dlaczego? – Oceny. Bardzo chcemy. by nasze dzieci miały dobre oceny, by dobrze się uczyły, były wzorowymi uczniami. Dlatego rodzice siedzą czasem po kilka godzin dziennie i odrabiają z dziećmi lekcje. Mi wystarczy, że moje dziecko je odrobi, ale za to samodzielnie. Tego pilnuję, bo wiem po doświadczeniu z poprzednich klas, że czasem faktycznie zapomni, a czasem będzie kombinował, by nie odrobić. Moim obowiązkiem jest wysłać do szkoły dziecko przygotowane, ale to nie ja mam je przygotować.

Byłam dzieckiem, któremu sprawdzano prace domowe, a mimo to byłam uczennicą trójkową. Zmuszanie mnie do siedzenia całe popołudnia w pokoju „bo to czas na naukę” nic nie dawało. Siedziałam w tym pokoju i bawiłam się. Nienawidziłam odrabiania lekcji, uczenia się, bo kojarzyło mi się to źle. Nie miałam wypracowanego poczucia obowiązku w tym względzie. Próbowałam tak samo z synem: krzykiem, groźbą i prośbą. Atmosfera w domu była okropna, dziecko nieszczęśliwe, a praca domowa nadal nieodrobiona.

W momencie, gdy pozwoliłam synowi i w tej kwestii być samodzielnym, szkoła stała się dla niego mniej straszna, oceny – lepsze, a prace domowe – zawsze odrobione. W domu natomiast jest atmosfera sympatyczna, a nie nerwowa.

Namawiam wszystkich rodziców, by wyluzowali, odpuścili, nie dali się wrobić we wspólne odrabianie prac domowych. To nie jest wasz obowiązek! Jest milion ciekawszych form wspólnego spędzania czasu z dzieckiem niż odrabianie jego prac domowych. Zróbcie razem coś fajnego, gdy już odrobi lekcje.

(Visited 10 582 times, 14 visits today)
Navigate