Pociąg z peronu drugiego odjedzie z peronu czwartego

Ostatnio przynajmniej dwa razy w miesiącu korzystam z usług PKP. Raz, wyjeżdżając z rodzinnego miasta, drugi – wracając do niego.  Podróż pociągiem, cóż to jest, banał. Wsiadasz do pociągu, użerasz się z ludźmi, którzy koniecznie musieli zająć Twoje miejsce i jedziesz. Dla mnie niekoniecznie.

Wszystkie potrzebne mi informacje staram się uzyskać kupując bilet: Czy nie przewidują opóźnień, czy remonty się skończyły na tej trasie, czy zmiana w rozkładzie jazdy dotyczy też tego pociągu, z którego peronu odjeżdża pociąg itp. Pytam więc ostatnio panią w okienku o interesujące mnie rzeczy, kończę pytaniem o peron – ona nie wie, będzie komunikat. Aha, komunikat. No, super.

Komunikat to sobie mogą wsadzić w cztery litery. Słyszę, że jest nadawany, ale ani słowa z niego nie rozumiem. Nie zawsze mam możliwość pojawić się na dworcu w asyście kogoś do pomocy. Sytuacja wtedy wygląda następująco.

Podchodzę do najbliżej mnie stojącej osoby z miłą aparycja i zaczynam: „Przepraszam pana, jestem osoba niedosłyszącą, czy zapowiadano właśnie pociąg do Warszawy?”

Zazwyczaj ów pan uśmiecha się do mnie promiennie odpowiadając, że tak, a ja w pokłonach dziękuję za pomoc. Pytanie także staram się formułować tak, by w odpowiedzi wystarczyło kiwnięcie głową. To się sprawdza, ale do czasu.

Dworzec w najstarszym mieście w Polsce, to raptem dwa perony na krzyż, nie ma się jak pogubić. Jeśli pomylę perony, to przejście z pierwszego na drugi zajmie mi 10 sekund. Problem zaczyna się na dużych dworcach, w dużych miastach, gdzie komunikaty nadawane są praktycznie non stop i w tym samym czasie odjeżdża kilka pociągów z różnych peronów.

Teoretycznie są tablice informacyjne, że pociąg ten i ten, odjeżdża o tej i o tej, z peronu tego i tego. Serio, bazuję na tym. Znów też wypytuję o informacje w czasie kupowania biletu. Czasami to jednak nie starcza.

Moja mama była świadkiem sytuacji, gdy na dworcu głównym w Krakowie na kilka minut przed odjazdem pociągu zakomunikowano, że odjedzie on z innego peronu. Żadnej innej informacji, tylko ten komunikat. Od razu pomyślała o mnie, o tym, że ja bym się o tym nie dowiedziała. Stałabym jak kołek i czekała na swój pociąg i się nie doczekała.

Innym razem wracałam sobie z Warszawy, kiedy nagle pociąg stanął i stoi. Stał już tak z pół godziny i ruszyć się nie zamierzał, kiedy z głośników podano komunikat. W przedziale byłam sama więc nawet nie było kogo spytać o co chodzi, bagaży miałam zbyt wiele by chodzić z nimi po pociągu w poszukiwaniu konduktora, a swoich rzeczy bez opieki zostawiać nie chciałam. W końcu odnalazł się konduktor, który wyjaśnił mi, że to tylko opóźnienie. Rzecz w tym, że to mogło być wszystko. Równie dobrze mogli zapowiadać, że mam się przesiąść do innego pociągu, bo ten nie ma zamiaru jechać dalej. Ja jednak radośnie tkwiłabym w przedziale, zastanawiając się, co się dzieje.

Podsumowując, problem z PKP to komunikaty głosowe. Na każdym dworcu, w każdym pociągu – bez względu na to, czy to Pendolino czy TLK, powinien być ekran, na którym komunikat by się wyświetlał. To byłoby najrozsądniejsze rozwiązanie, w szczególności na dużych dworcach.

Nie może być tak, że osoba niesłysząca jest uzależniona od obcych ludzi. Wszyscy Ci ludzie, którzy dotychczas mi pomogli, zrobili to z życzliwości, to nie był ich obowiązek. Tutaj warto zauważyć, że ja mogę spytać, a co, gdybym nie słyszała kompletnie, co, gdybym tylko migała? Jak taka osoba ma sobie sama poradzić?

(Visited 194 times, 1 visits today)
Navigate