Onkologia to życie

Z czym kojarzy Ci się onkologia dziecięca? Ból? Łzy? Smutek? Cierpienie? Śmierć? Masz rację, to wszystko tam jest, ale jest coś jeszcze – życie.

Za negatywny odbiór onkologii odpowiadają wszelkie materiały i apele o pomoc.  Dzieci w nich mają być smutne i nieszczęśliwe, bo to ma chwytać za serce, by ci wzruszeni i użalający się nad losem biednych dzieci ludzie, wpłacili pieniądze na jakąś fundację.

Onkologia to nie oddział pełen przygnębienia i smutku. To nie dzieci z wiecznie smutnymi buziami. Grymas bólu, to nie jedyne, co tam znajdziesz. Onkologia to po prostu życie.

Z perspektywy dziecka chorego na nowotwór to wszystko wygląda inaczej. Życie na onkologii staje się codziennością, oddział – drugim domem, pacjenci i ich rodzice – rodziną. Życie nagle toczy się wokół protokołów, chemii, badań, ale to nie jest złe życie. Jest po prostu inne. Pacjenci i ich rodzice przywykają i na tym budują swoją codzienność, która, jak się z czasem okazuje, wcale nie jest taka zła.

Patrycję poznałam na onkologii, była moja pierwszą i jedyną przyjaciółką. Byłyśmy nierozłączne. Nasze mamy opiekowały się nami obiema. Bastian był naszą maskotką. Znacznie od nas młodszy, pyskaty, z fajnymi rodzicami. Tworzyliśmy trio, które na długo zapadło w pamięć oddziału.

Pamiętam, jak z sali, na której przebywaliśmy, zrobiono izolatkę, bo całej naszej trójcy spadły wyniki. Przyklejono standardową kartę, o treści „IZOLATKA – obowiązują fartuchy, obuwie ochronne i maseczki”. Kartka nagle zapełniła się ochronnymi: hełmami, skarpetkami, majtkami, krawatami, koszulami, spódnicami, kaloszami itd. Oddziałowa po zobaczeniu naszej ulepszonej kartki zagroziła nam wyrzuceniem z oddziału, na co zaczęliśmy się radośnie pakować i pytać, czy możemy już o tym fakcie poinformować rodziców. Nie było na nas mocnych. Takie trochę diabły, ale tak naprawdę – ukochane przez oddział. Dzięki nam na oddziale zawsze panowała radość.

Innym razem zrobiliśmy zrzutę po parę złotych na długopis dla Pani Ordynator. Pani Ordynator kochała kolor żółty, nawet jej fartuch był żółty, a któraś z mam wypatrzyła gdzieś długopis w kształcie kaczki, właśnie w tym kolorze. Oddelegowaliśmy ją po prezent. Nasza słoneczna Pani Doktor wycałowała nas wszystkich, a później obleciała cały oddział, chwaląc się prezentem od swoich pacjentów.

Czemu Ci o tym opowiadam? Żeby dać Ci namiastkę tego, czym dla dziecka jest czas spędzony na onkologii. Wspomnienia z onkologii mam tylko dobre. To był czas wielu zmian, kształtowania się, to był czas przyjaźni, a nie tylko okrutnego leczenia.

Coś Ci powiem: onkologia to ogólnie syf, nikomu nie życzę, by tam się znalazł, sama, mimo wszystkiego dobrego, co mnie tam spotkało, wolałabym nie mieć tych wspomnień. Trzeba to jednak przyjąć jak część życia. Zamiast się umartwiać, użalać, rozpaczać, przejść nad tym do porządku dziennego. Nie bój się onkologii, to może być fajne miejsce. Stwórz sobie raj w piekle. To możliwe. Dzieci to potrafią i Ty też się nauczysz.

Wiecie jak to jest z dziećmi – one się wcale nie boją. Kiedyś przeczytałam wypowiedź jakiegoś internetowego mądrali, że dzieci na onkologii się uśmiechają, bo cieszą się, że żyją. To jest niemożliwe. A wiesz dlaczego? Bo to dziecko nie bierze pod uwagę, że umrze. Ono się ucieszy, bo matka laptopa w końcu z domu przywiozła albo dała się namówić na przemycenie frytek.  Dzieci leczenia się nie boją, nie boją się swojej choroby, nie rozpaczają. Gdy ja trafiłam na onkologię, byłam już nastolatką, rozumiałam, co się wokół mnie dzieje, ale nigdy nie miałam refleksji nad życiem i śmiercią, bo, choć umierałam trzy razy, ani razu nie przypuszczałam, że umrę naprawdę. Onkologia była czasem przejściowym, po którym miałam być zdrowa.

Problemem są rodzice, którzy swojemu dziecku mówią albo za mało, albo za dużo. To niedostatek wiedzy lub jej nadmiar sieją panikę w małych umysłach. To płacząca, wiecznie przestraszona mama nastraja tak swoje dziecko – nie onkologia, nie choroba.

Gdy zostałam zmuszona do przeczytania kolejnej ckliwej historyjki, o tym jaka to z onkologii umieralnia, postanowiłam napisać tę notkę. Postanowiłam oczyścić onkologię z negatywnych emocji, oczyścić ją, na ile się da, ze śmierci. Chcę Ci pokazać, że oddział onkologii to może być przyjazne miejsce. To jest przyjazne miejsce.  Nie pytaj mnie, ile osób umarło, bo to, że na nowotwór się umiera, przecież wiesz. Spytaj mnie, ile przeżyło.

Wierz mi lub nie, ale ja zawsze uśmiechnę się na wspomnienie czasu spędzonego na onkologii.

 

skanowanie0004

skanowanie0003

skanowanie0002

skanowanie0001

zdjęcie0001

Tak, ten brzydki chłopiec na zdjęciu to ja

I to też jestem ja…

14977_981708081854841_6008779824266206115_n

10 lat później

(Visited 1 434 times, 1 visits today)
  • Dziękuję za to, że zmieniłaś trochę moje wyobrażenie na temat onkologii. Chociaż w sumie pamiętam jak oglądałam film 4 piętro. I tam też dużo smutku nie było 🙂

  • Przepiękna lekcja. Dziękuję Ci za nią.

  • Ten post to takie okno, które w końcu ktoś wyczyścił i pozwolił spojrzec przez nie innym. Wzruszający post o tym jak piękne jest życie i jak wiele uczy walka o nie 🙂 Aż polecę innym, bo to naprawdę WARTO PRZECZYTAĆ.

    Pozdrawiam!
    http://www.zyjlepiej.com

  • Wstrętna jesteś z tym wpisem, dopiero co makijaż sobie zrobiłam, a taka dobra kreska mi dziś wyszła!

    A tak serio, wspaniały, naprawdę wspaniały wpis. Uwielbiam takie rzeczywiste spojrzenie, i kurczę, sporo ten wpis odmienił w moim postrzeganiu onkologii. Niestety, mam z onko tylko nie za dobre wspomnienia i skojarzenia.

    Ściskam mocno! Całkiem nieźle Ci wyszło wyrastanie z brzydkiego chłopca, good job, puberty! :))

    • „Całkiem nieźle Ci wyszło wyrastanie z brzydkiego chłopca” – komplement roku, zdobyłas moje serce <3 :*

  • Dziulkacrew

    Cudowny tekst! Moja przyjaciółka jest pielęgniarką na onkologii dziecięcej, czasami opowiada chwytające za serce opowieści, ale najczęściej opowiada o swoim dniu pracy radośnie, jakby wróciła z warzywniaka. Czasami mnie to dziwiło. Dziś już trochę więcej rozumiem. Dzięki 🙂

    • Jak jest fajna pielęgniarką, to jest zapewne doceniana przez dzieci 🙂
      Pamiętam jak jedna z pielegniarek za mąż wychodziła, to dzieci na oddziale robiły kartki z zyczeniami, dopstała ich dobrze ponad 100, wszystkoie ręcznie wykonane. Misternie wykonany makijaz ślubny spłynał z jej twarzy wraz z łzami, zaraz po ślubie 😉

  • Ważny tekst, dobrze, że powstał.

  • Alicja

    Wspaniały tekst. Dziękuję ci za to że go napisałaś i się nim z nami podzieliłaś. Obecnie studiuję pielęgniarstwo…za granicą bo już od paru lat nie mieszkam w Polsce. Moim marzeniem jest zrobienie studiów magisterskich z oncologii i znalezienie pracy w szpitalu uniwersyteckim na oddziale dziecięcej oncologii. Jak podzieliłam się tym planem z moimi rodzicami i zajomymi wszyscy pukali się w czoło i mówili: to umieralnia, jesteś zbyt wrażliwa, będziesz przynosiła do domu itd. Ale ja marzę o tym by być dla tych wspaniałych dzielnych dzieciaków taką siostrą której się zrzucą na długopis!!!
    Dziękuję Ci podwójnie bo dodałaś mi jeszcze więcej wiatru w żagle!!! Buziaki dla wszystkich

  • Jesteś SZCZĘŚCIARĄ, dzielną szczęściarą 🙂
    Pozdrawiam, Magda

  • Pingback: Ułamek życia tutaj spędziłam... | Dziewczyna z obrazka()

  • Pingback: Skojarzenia z onkologią | Dziewczyna z obrazka()

  • Pingback: Porozmawiajmy o pracy na onkologii | Dziewczyna z obrazka()

  • Pingback: Poważne tematy niepoważnych ludzi | Dziewczyna z obrazka()

  • Pingback: Porozmawiajmy o życiu na onkologii | Dziewczyna z obrazka()

Navigate