O tym jak ckliwa reklama szkodzi niesłyszącym

Okres świąteczny sprzyja ckliwym reklamom promującym najważniejsze wartości. Większość z nich lubię. Jasne, wiem, że są wyreżyserowane i naciągane, ale takie właśnie mają być. To właśnie przez to są miłe i chwytające za serce. W tym roku pojawiła się jednak reklama, którą – dzięki Bogu – zobaczyłam dopiero po świętach. Reklama równie wzruszająca i roztapiająca serce, ale przede wszystkim okrutnie zakłamana i wkurzająca.

Zanim przejdziemy dalej, musicie ją zobaczyć:

Po pierwsze: najtańszy aparat słuchowy kosztuje minimum 2 tysiące złotych. Ta dziewczynka musiała więc te drobniaki zbierać, odkąd nauczyła się chodzić, inaczej nie dałaby rady uzbierać takiej sumy.

Po drugie: aparatów słuchowych nie kupuje się w galeriach handlowych, a w specjalnych salonach, w którym pracuje wykwalifikowany personel – audiolodzy, a takie salony nie znajdują się w galeriach.

Po trzecie: aby dobrać działający aparat potrzeba kompleksowych badań, a przede wszystkim audiogramu. Należy przeprowadzić wywiad z osobą niesłyszącą, dowiedzieć się, czego od aparatu wymaga, ustalić przyczynę niedosłuchu, zrobić audiogram, przegląd laryngologiczny, czyszczenie uszu. Zatem nie można kupić aparatu bez osoby niedosłyszącej.

Po czwarte: aparaty ustawia się cyfrowo. Potrzebny jest komputer, oprogramowanie, sprzęt łączący komputer z aparatem. Na podstawie audiogramu wgranego do komputera program automatycznie dostosowuje parametry aparatu, a później audiolog poprawia je ręcznie według potrzeb pacjenta.

Po piąte: aparat zewnętrzny do odpowiedniego słyszenia potrzebuje indywidualną wkładkę. Wkładkę uniwersalną – koreczek, używa się do doboru pierwszego aparatu, gdy nie pobrano jeszcze miary z ucha lub w nagłych przypadkach. Ten koreczek jest niewygodny nawet dla osób, które aparat noszą od lat. Po czasie sprawia ból, dlatego należy jak najszybciej wymienić go na indywidualną wkładkę.

Po szóste: zakładać aparat trzeba się nauczyć. Serio. To nie jest takie hop siup. Osoby starsze mają z tym jeszcze większy problem. Mojej babci przez długi czas to ja zakładałam aparat.

Po siódme i najważniejsze: nikt nie słyszy od razu w aparacie, a już na pewno nie śpiew. Pierwsze dźwięki to jest po prostu hałas. W aparacie trzeba nauczyć się słuchać. Właśnie dlatego tak wielu ludzi, przede wszystkim starszych, chowa nowiutki aparat do pudełka i nigdy więcej go nie zakłada. Hałas, dyskomfort spowodowany wkładką oraz często pojawiający się ból głowy zniechęcają ich do noszenia aparatów. Do słuchania przez aparat trzeba przywyknąć. I mówię tu o idealnie dobranym aparacie, boję się pomyśleć, jak działałby aparat źle dobrany.

Ktoś powie – weź, nie przesadzaj, to tylko reklama. Miała wzruszyć, a nie mówić prawdę.

A ja będę wkurzać się i czepiać, bo codziennie jestem ofiarą stereotypów, które pojawiły się między innymi w tej reklamie. Właśnie dlatego, po to, by rozprawiać się z takimi absurdami, powstało „Skoro serce słyszy”. Większość ludzi myśli, że właśnie tak działa aparat – zakładasz i słyszysz. Nie zliczę, ile razy musiałam tłumaczyć, że to tak nie działa, gdy mówiono mi „przecież masz aparat, powinnaś słyszeć”. Od 3 lat produkuję się, by zwalczać mity narosłe wokół niedosłuchu i aparatów, a później… pojawia się taka reklama.

Wyobraźmy sobie na chwilę, że zamiast dziadka niedosłyszącego jest niedowidzący. Gdyby w reklamie zamiast aparatu słuchowego były okulary. Od razu podniosłyby się głosy z uzasadnionymi pytaniami o to, skąd dziewczynka wiedziała, czy kupić plusy, czy minusy, jakiej mocy, głosy o tym, że bez okulisty ani rusz. Wynikałoby to z tego, że wiemy, jak działają okulary i irytowałoby nas takie podejście. Natomiast o aparatach słuchowych jako społeczeństwo wciąż wiemy niewiele. Właśnie tak większość ludzi wyobraża sobie działanie aparatu słuchowego.

Pamiętacie reklamę Allegro z dziewczynką, która chciała być jak mama? Tam też irytowało zakłamanie sytuacji. Matka, zamiast spytać córkę, w co chciałaby się przebrać, szyła po nocach stroje. Wkurzało nas też, że dziewczynka, widząc trud mamy, zamiast powiedzieć „kup mi czerwoną sukienkę, chcę być jak ty”, po prostu kręciła nosem. Tej reklamy broni trochę fakt, że to była niema reklama, ale nadal uważam, że można było zrobić ją inaczej.

Nie miałabym z nią problemu, gdyby ludzie naprawdę wiedzieli, że pokazane działanie aparatu w tym filmiku to bzdura. Problem w tym, że nie wiedzą. Oni wierzą, że to naprawdę tak działa. Dlatego właśnie, choć ta reklama pokazuje piękne wartości, to szkodzi środowisku osób niesłyszących. Uwierz, nie przesadzam. Ile to razy ktoś mi mówił „oglądałem taki film i tam niesłyszący chłopak wszystko w aparacie słyszał”. Żadnej refleksji, że to tylko film. Dlatego dobrze by było, żeby takich przekłamań było jak najmniej.

Poza tym wartości, które chciał przekazać nam film, można było okazać na innym przykładzie.

 

(Visited 750 times, 1 visits today)
Navigate