Nie(do)słyszący

Skoro serce słyszy nie robi mi dobrze, jeśli chodzi o statystyki. Wpisy z tej serii generują najmniejszy zasięg i najmniej wejść, ale mimo to nie zamierzam tego cyklu porzucić, bo nie po to on jest. Wystarczy, że czyta go choć jedna osoba, by dalej pisać w piątki o życiu z niedosłuchem. Choć statystyki nie rzucają mnie na kolana, to Skoro serce słyszy jest coraz bardziej popularne i zaczęły się pojawiać komentarze od osób, które tak jak ja maja problemy ze słuchem. Są one dla mnie o tyle ważne, że pokazują mi zupełnie inny punkt widzenia, a także inspirują do kolejnych notek.

Właśnie komentarze zwróciły mi uwagę na rzecz, którą co prawda dostrzegałam, ale jakoś nie rozróżniałam, a mianowicie na potrzebę rozróżniania osób niedosłyszących od niesłyszących. Osoby całkowicie głuche i niedosłyszące, to  dwie różne społeczności i tym w dzisiejszym wpisie się zajmiemy.

Kiedyś czytałam historię pewnej niedosłyszącej dziewczyny, o tym, jak poszukiwała pracy. Już pominę to, że call center zaprosiło ją na rozmowę kwalifikacyjna, a następnie stwierdzili, że nie nadaje się do tej pracy. Chodzi mi o słowa, które w swojej gorzkiej historii przytoczyła, a mianowicie stwierdziła, że jej całkowicie niesłyszący facet jest w zdecydowanie lepszej sytuacji, bo po prostu jest głuchy i już, nie słyszy, koniec, trzeba to przyjąć do wiadomości, a od osób niedosłyszących wymaga się słyszenia, bo skoro słyszą trochę, to na pewno, jeśli się postarają, to usłyszą jeszcze więcej.

Osoby niedosłyszące są gdzieś po środku. Nie należą do grupy osób głuchych, ale nie należą też do społeczności słyszącej. Tacy nieco „bezdomni”. Wielokrotnie, gdy podejmuje się problematykę osób niesłyszących, zakłada się, że są to osoby niesłyszące całkowicie i to do nich dostosowywane są rozwiązania, a niejednokrotnie jest tak, że rozwiązanie dobre dla głuchego wcale takie nie będzie dla niedosłyszącego.

Często za rozwiązanie podaje się język migowy. Rzecz w tym, że większość osób niedosłyszących migać nie potrafi. Chodzimy zazwyczaj do „normalnych” szkół, przebywamy w otoczeniu osób słyszących i język migowy jest dla nas tak samo abstrakcyjny jak dla osób słyszących. Sama umiałam podstawowe zwroty w migowym, dopóki uczyłam się w liceum dla osób niesłyszących, po skończeniu edukacji nie miałam okazji do migania i zwyczajnie zapomniałam. Oczywiście mogłabym się uczyć na własną rękę, ale i na własny koszt. Koszt wcale nie tak niski, bo kursy to około 650 zł za I stopień, a stopni jest pięć, plus słowa dodatkowe. Świetnym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby, gdyby kursy migowego dla osób niedosłyszących były darmowe. Dowodem niedosłuchu przy zapisach byłby audiogram. Choć tak naprawdę uważam, że chociaż I stopień powinien być darmowy dla wszystkich chętnych, by burzyć bariery między światem osób słyszących, niedosłyszących i głuchych.

(Visited 204 times, 1 visits today)
  • Jako osoba niedosłysząca potwierdzam. Inni wkoło lepiej ode mnie wiedzą co i jak słyszę. W końcu nie jestem głucha więc aparaty na uszy i idź zdobywaj świat ramię w ramię ze słyszącymi. Kiedyś chciałam nauczyć się migania, ale ceny zwaliły mnie z nóg.

  • Ja w sumie jeszcze nie miałam takiej sytuacji jako osoba niedosłysząca, ale parę osób, gdy się dowiedziało, że noszę aparaty, uznało, że mówię na pewno językiem migowym. I chyba tyle. No ale słyszałam o tym, że np. są osoby uważające, że skoro niedosłyszący potrafią normalnie mówić, to na pewno i rozmowa przez telefon nie jest ich problemem. Na przykład mój własny tata ustawicznie do mnie wydzwania, zamiast napisać SMSa, a potem się denerwuje, że nie odbieram i nie oddzwaniam. No nie ustawię trybu głośnomówiącego [który i tak nie zawsze pomaga] na przykład w sklepie…

  • Pingback: Sąd (nie)sprawiedliwy | Dziewczyna z obrazka()

  • Pingback: Podzielmy się | Dziewczyna z obrazka()

Navigate