(Nie)codziennik #6: Święta

Przygotowania do świąt dotychczas kojarzyły mi się z nerwami, myciem szafek w kuchni i znienawidzonym przeze mnie myciem okien. Jakby Jezus rodził się tylko dla tych, którzy mają czyste okna.

W tym roku po raz pierwszy sama organizuje święta. Co prawda nie robię kolacji wigilijnej, ale jestem głównym odpowiedzialnym za to jak te święta będą wyglądać w moim domu, a nie tylko pomocą – przynieś, podaj, pozamiataj.

No i właśnie w tym roku doszłam do wniosku, że można inaczej. Święta nie muszą mi się kojarzyć z nerwami, a hipokryzja wcale nie jest w nie wpisana, tak jak dotychczas mi się wydawało. Kojarzycie: awantura przez cały dzień, uśmiechy od ucha do ucha przy kolacji.

Dzisiaj, ozdabiając wraz z dziećmi pierniczki, które zostały, bo jakieś ich 80% zostało zjedzone podczas mojej nieobecności, zrozumiałam, że przygotowania do świat można przeżyć spokojnie z uśmiechem na ustach. Trzeba zrobić tylko jedną rzecz – wyluzować.

(Visited 24 times, 1 visits today)
Navigate