(Nie)codziennik #14: Dieta

Postanowiłam przejść na dietę. Dokładnie, to postanowienie miało miejsce w niedzielę,  a może raczej w sobotę wieczorem, gdy wkładałam piżamę. Obżarłam i przesłodziłam się Skittles’ami i cukierkami Ice, dopchnęłam czymś jeszcze i gdy wkładałam tę piżamę wydawała mi się jakaś za mała. Sama czułam się pełna, ciężka, ogromna. Wiedziałam, że uczucie pełności rano mi przejdzie, ale zostało postanowione – dieta.

Nie mam zielonego pojęcia ile ważę. Postanowiłam sobie nie psuć humoru i nie sprawdzać. Nie wiem zatem ile kilo mam do zrzucenia. Może być to 2 kg, a może 5kg, nie więcej.

Paczka Skittles stoi wciąż otwarta na moim biurku, a cukierki są w lodówce. Rodzina chwilowo musi pożegnać się z ciastami, które namiętnie piekłam, bo nie zamierzam sama siebie kusić. Na kupne słodycze nie jestem tak podatna, jak na świeżo upieczone ciasto.

Przypomina mi to trochę rzucanie palenia. Decyzję o tym podjęłam nagle, nawet nie z dnia na dzień, a z godziny na godzinę. Nie palę już ponad 8 miesięcy, aczkolwiek wolałabym tak długo na diecie nie być.

(Visited 66 times, 1 visits today)
  • Ponoć diety są bez sensu i najlepiej zmienić na stałe nawyki żywieniowe 😉 Ja nie lubię diet i ich nie stosuję. Po prostu jak jednego dnia się przejem, to potem trochę bardziej się pilnuję przez kilka następnych, ale i bez przesady, bo za bardzo lubię jedzenie 😀

Navigate