(Nie)codziennik #11: Śnieg

Od 2013 roku, gdy zima trwała do maja, co roku gorliwie modlę się o bezśnieżną, ciepłą zimę. Dotychczas moje modlitwy przynosiły oczekiwany skutek. Nawet jeśli śnieg spadł, to szybko topniał, jakby chciał przeprosić, że zapomniał, że miał nie padać.

Wczoraj spadł śnieg. Stałam przy oknie i patrzyłam jak pruszy. Mąż właśnie poszedł po Młodego Młodszego do przedszkola. Pomyślałam, że maluch się ucieszy. Później pomyślałam, ze nie mamy sanek, szkoda, bo Młody Młodszy nigdy nie był an sankach, nie miał okazji. Pomyślałam, że mimo to nadal mamy wiele opcji zabawy na śniegu.

Wieczorem po kolacji, czyli grubo po 19 odebrałam wiadomość od znajomej – chodźcie na dwór, jest cudownie. Poszliśmy.

Młody Młodszy pożyczył sanki od swojej ukochanej i mogłam patrzeć jak pierwszy raz zjeżdża z górki i jak przy tym cieszy mu się buzia. Młody starszy ostatni raz an sankach był mając 4 lata, z ogromną radością przypomniał sobie to zajęcie. Z nimi ja.

Było nas 7: 3 dorosłych i 4 dzieci. Zjeżdżaliśmy na sankach, ulepiliśmy bałwana i zamek, rzucaliśmy się śnieżkami i zrobiliśmy anioły na śniegu.

Odkryłam w sobie radość z zimy. Nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo nie chciałam śniegu. Zapomniałam ile radości może on przynieść, ile szczęścia. Wyjście zimą z dziećmi traktowałam jako karę, bo nie umiałam się z nimi bawić.

Dzisiaj już śniegu nie było, ale i tak zdecydowałam się wyjść. Poszliśmy na spacer, w tym samym składzie co zawsze – my i przyjaciółki moich synów. Wspinaliśmy się na stromą górę, by z niej zejść jeszcze bardziej stromą stroną. Spacerowaliśmy 3 godziny, a ja się zastanawiałam, czy zwariowałam.

Chce na nowo białą, mroźną zimę.

1169180_1092283060811706_1352022140_n

(Visited 68 times, 1 visits today)
  • Ja uwielbiam śnieg za sam fakt padania. Hipnotyzuje mnie 🙂

  • My byliśmy wczoraj pierwszy raz na sankach – mina córki bezcenna

Navigate