(Nie)codziennik #1

Z natury jestem leniwa, niekonsekwentna i wygodna. Szukam rozwiązań łatwych i niewymagających. Taka postawa nie sprzyja prowadzeniu bloga. Fakt, że udało mi się zajść całkiem daleko, wymagał ode mnie ogromnej mobilizacji i pokonania własnych słabości.

Od jakiegoś czasu na blogu teksty pojawiają się rzadko. Po pierwsze, dlatego że nie umiałam się sprężyć i usiąść, by je pisać częściej. Po drugie, na blogu chcę wam przedstawiać treści ważne, a tych często nie umiem znaleźć, nie czuję się na siłach, by je pisać, lub nie wiem, jak je ugryźć. Mimo to nieraz czuję potrzebę podzielenia się z wami rzeczami lekkimi, sprawami błahymi.

Z powodów przeze mnie wymienionych postanowiłam pisać coś w rodzaju dziennika. Będą to wpisy codzienne, o minionym dniu, o książkach, które mnie zachwyciły, o filmach, które mnie znudziły, o ludziach, którzy mnie wkurzyli, o sytuacjach, które mnie wzruszyły, itd.

Wpisy te mają przede wszystkim na celu wyrobienie we mnie nawyku pisania. Mają zmusić mnie do zmobilizowania się, by napisać na blogu cokolwiek, by blog nie umarł śmiercią naturalną. Poza tym będę mogła pisać o sprawach drobnych, nie zaśmiecając strony głównej bloga, co bardzo mnie cieszy.

Zdaję sobie sprawę, że taki system jest zdradliwy. Pisząc codziennie, gdzieś z boku ma się złudne wrażenie, że nie trzeba robić już nic więcej, bo i tak codziennie coś na blogu się pojawia. Tak miał Spesalvi, gdy pisał swoje #SłowoMaSiłę, tak jest trochę u Mr. K, u którego dominuje jego „Dziennik”, a sporadycznie pojawia się coś na stronie głównej.

Nie wiem, jak to wyjdzie i czy wyjdzie w ogóle. Eksperymentuję, kombinuję, a wszystko po to, by było nam tu razem dobrze.

(Visited 66 times, 1 visits today)
Navigate