Nie wstydź się pomocy rodziców

Kaśka ma małe mieszkanie w dużym mieście. Dostała je od rodziców zaraz po skończeniu szkoły średniej w momencie, gdy poszła na studia. Za studia też płacą jej rodzice, bo Kaśka studiuje zaocznie, by w tygodniu pracować. Dorabia sobie gdzieś tam, w weekendy pilnie się uczy, czasem pomagają jej rodzice, dorzucają jej do jedzenia i rachunków. To wszystko wiesz od znajomego, który o Kaśce mówi z pogardą, bo on sam w życiu do wszystkiego doszedł sam. Dodaje z dumą, że jemu rodzice nigdy nie pomagali.

Jeśli Twoi rodzice Ci nie pomagają, to ja Ci szczerze współczuję. Fakt, że w dorosłym życiu musisz radzić sobie sam, bo rodzice, choć mogą, to Ci nie pomagają, nie jest powodem do dumy, a do współczucia. Nie jesteś lepszy od ludzi takich jak Kaśka. Cała Twoja niechęć i pogarda dla ludzi, którzy mimo posiadania dowodu osobistego wciąż mogą liczyć na pomoc rodziców i z niej korzystają, kryje się za zazdrością. Gardzisz, bo zazdrościsz.

Brak pomocy nie jest  nauką samodzielności w dorosłym życiu, jak się wielu wydaje. Brak pomocy to takie wykopanie z gniazda i patrzenie, jak dziecko, które dotychczas nie umiało latać, próbuje się nauczyć w tym krótkim czasie. Jeśli się nie nauczy, to się roztrzaska. Wielu się roztrzaskało, a ich rodzice na to patrzyli. Choć mogli zapobiec tragedii, złapać w ostatniej chwili, bo sami umieją już latać, to woleli patrzeć, jak ich dziecko spada. Później jest żal do dziecka, że nie dało rady. Gdyby jednak nauka latania odbywała się stopniowo, pod czujnym okiem rodzica, dziś to dziecko mogłoby latać najwyżej ze wszystkich.

Oczywiście każdy zna jakiegoś Mietka, co ma ponad 30 lat, cały dzień siedzi w domu na utrzymaniu rodziców i do pracy się nie wybiera, powtarzając jak mantrę, że w tym kraju nie ma pracy,  w ten sposób usprawiedliwiając swoje lenistwo. Powiesz, że rodzice powinni go wykopać, to się nauczy samodzielności. Jeśli rodzice go wykopią, to stanie się bezdomnym żulem, bo nauka samodzielności to długi proces zaczynający się w okresie dzieciństwa. Rodzice Mietka nawalili, gdy Mietek miał 2 latka, dziś zbierają owoce tego, co zasiali.

Aby dziecko było samodzielne w dorosłym życiu trzeba o to zadbać od pierwszych chwil jego życia. To wtedy, gdy jest małym dzieckiem, trzeba mu dać przestrzeń do poznawania świata, do popełniania własnych błędów, być zawsze krok za nim, by w momencie, gdy upada, pomóc. Dać mu bagaż własnych doświadczeń, wiedzy, ale także dać mu możliwość korzystania z tego według własnego uznania. Wszyscy chcemy chronić swoje dzieci przed upadkiem, bólem, rozczarowaniem i dlatego próbujemy je wyręczać i ograniczać, bo jesteśmy starsi, bo wiemy lepiej, ale to, co powinniśmy zrobić naprawdę, to dziecku zaufać i dać poczucie, że, gdy już się sparzy, zawsze może liczyć na naszą pomoc w opatrzeniu ran. Wyręczanie małego Mietka sprawi, że dorosły Mieczysław będzie niesamodzielny. Jak mógłby być, skoro przez całe jego życie rodzice go wyręczali, a, skoro to robili, jak mogą teraz od niego wymagać samodzielności?

Moi rodzice pomagają mi bardzo dużo. Nie wstydzę się tego, wręcz przeciwnie, jestem dumna z tego, że mam mądrych i kochających rodziców. Pomoc rodziców jest ważna. Świadomość, że zawsze mogę na nich liczyć, daje mi poczucie bezpieczeństwa. Nie boję się podejmować ryzykownych kroków w życiu, bo wiem, że, jeśli mi nie wyjdzie, jeśli potknę się i upadnę, to jest ktoś, kto mi pomoże.

Rodzice nie przestali mnie chronić tylko dlatego, że stałam się dumną posiadaczką dowodu osobistego. Choć sama mam dziś dzieci, to wciąż czuję opiekę rodziców. Gdyby nie ich pomoc, możliwe, że dziś nadal tkwiłabym w nieudanym małżeństwie, chora na głęboka depresję. Możliwe, że nie byłabym dziś mamą, a zamiast tego żyłabym wyrzutami sumienia, bo z braku perspektyw oddałabym dziecko. To, że dziś stoję w takim miejscu mojego życia, w dużej mierze zawdzięczam moim rodzicom.

Gdy przyjdzie czas, że to rodzice będą potrzebowali pomocy swych dzieci, które dziecko poczuje się do odpowiedzialności: to, które mogło liczyć na pomoc rodziców, czy to, pozostawione samo sobie w dorosłym życiu? Dziecko to inwestycja, która może, ale nie musi, się zwrócić. Dzieci wychowujemy dla świata, nie dla siebie, jednak, jeśli wychowamy je na porządnych ludzi, to same poczują się zobowiązane do tego, by spłacić dług wdzięczności swym rodzicom. Muszą tylko mieć co zwracać.

 

(Visited 609 times, 1 visits today)
Navigate