Nie stawiajcie mi wzorów

Zazwyczaj nie mam ze sobą żadnego problemu, a dokładniej – nie mam problemu ze swoją niepełnosprawnością. Jest to jest, nie zniknie, nie ma sensu drążyć tematu. Społeczeństwo uważa jednak, że trzeba motywować mnie do życia. Stawiać przede mną ludzi, na których będę się wzorować, ideały, do których będę dążyć. Przemyślałam to ostanio i tak naprawdę nic nie robi mi większej krzywdy niż porównywanie mnie z kimś innym, oczywiście z kimś, kto osiągnął w życiu sukces, a zmaga się z „takimi samymi” problemami jak ja.

Stawiają mi więc za wzór na przykład miss świata głuchych, która tańczyła w „Tańcu z gwiazdami” albo Nicka Vujicica, bo przecież ma gorzej ode mnie. Ewentualnie pytają mnie, kto jest moim wzorem, bo przecież powinnam takowy mieć. Otóż, wzór w życiu miałam tylko raz i była to moja najstarsza siostra. Bardzo chciałam być taka jak ona i w sumie udało mi się, bo tak jak ona jestem po prostu sobą.

Tymi wzorami, coachingowymi mówcami, „ludźmi, którzy mają gorzej” ale osiągnęli w życiu coś spetakularnego robimy krzywdę innym. Niby nie ma nic złego w podążaniu za ludźmi, których cenimy, ale ja mam z tym pewien problem. Mam problem z tym, że wymaga się tego podążania od wszystkich, którzy w życiu mogą mieć trudniej. Wskazuje się paluchem i mówi: „zobacz, zobacz jak on sobie radzi, nie to co ty, weź się w garść”.

Sukces tych ludzi to nie jest tylko pozytywne myślenie i ciężka praca. Nie, sukces wcale nie jest w nas. Na sukces tych ludzi, czy to zawodowy, czy w życiu prywatnym, składa się milion małych czynników. Charakter tych ludzi, temperament, miejsce zamieszkania, wychowanie, ludzie, którymi się otaczają, przypadkowe spotkania i najzwyczaniej w życiu szczęście. To wszystko ma wpływ na to, jakimi są ludźmi. Wystarczy, że jeden ten czynnik zmienimy, zabraknie szczęścia i może to oni potrzebowaliby dzisiaj motywowania?

Porównywanie mnie z królami życia wpędza jedynie w poczucie winy, a nie motywuje. Czuję się źle, że sobie nie radzę tak, jak bym chciała. Wstydzę się, że w ogóle widzę w czymś problem. Głupio mi, że moje życie jest tak zwyczajne. Nigdy jednak nie poczułam się zmotywowana do działania.

Była w moim życiu taka osoba, która miała problem z moim życiem. Pod przykrywką troski o mnie dopadała mnie raz na jakiś czas i raczyła przemowami godnymi coacha Mike’a. No i słuchałam, że mam wziąć się w garść, ogarnąć się, dorosnąć, zrobić coś ze swoim życiem, że ten i ten robi to, że ja też mogę, że sama stwarzam problemy, że ona to na moim miejscu to i owo, ale nigdy nie zaproponowała mi pomocy w osiągnięciu tego wszystkiego, bo przecież sukces jest we mnie. Zazwyczaj po tych rozmowach miałam ochotę popełnić samobójstwo, bo czułam się nic niewartą osobą marnujacą drogocenny tlen na swoje płuco. Dzięki Bogu mam tylko jedno, więc mniej go marnowałam na moje nic nie warte życie. Życia sobie nie odebrałam, bo te rozmowy były tak męczące, że zwyczajnie nie chciało mi się tego samobójstwa planować i łatwiej było położyć spać i odespać męczącą dyskusję.

Gdyby życie było takie proste i wystaczyłoby wzorować się na niepełnopsrawnych, którzy osiągnęli sukces, to wszyscy ludzie pełnosprawni byliby dziś spełnionymi życiowo milionerami. Chciałam zauważyć, że tak nie jest. Wśród ludzi, którzy teoretycznie mogą wszystko, jest cała masa osób, która sobie nie radzi, a przecież mają ręce, nogi, wszystkie zmysły.

Ludzie mają różne predyspozycje. Nie wszyscy jesteśmy stworzeni do sukcesu. Poza tym sam sukces każdy definiuje inaczej. Jestem przekonana, że moje obecne życie niektórzy oceniliby jako porażkę. Ja jednak to moje życie lubię. Nie doszłam jeszcze do ściany, pewnie mogłabym z niego wycisnąć więcej, ale nie czuję takiej potrzeby i nie chcę, by ktokolwiek inny czuł ją za mnie. Podoba mi się tu, gdzie jestem.

(Visited 220 times, 1 visits today)
Navigate