Nie mam lepiej

Niemiłosiernie mnie denerwuje, gdy ktoś mi mówi, że ja mam lepiej, bo straciłam słuch w wieku 15 lat, a więc jako dziecko słyszałam. Ciekawe, czy osoby, które mówią takie rzeczy, powiedziałyby osobie na wózku, że ma lepiej, bo przestał chodzić w wieku 15 lat, albo niewidomemu, że ma lepiej, bo stracił wzrok jako nastolatek. Śmiem twierdzić, że ugryźliby się w język i nie gadali takich bzdur. W przypadku niedosłuchu wiele osób jest gotowych mi powiedzieć – Ty masz fajnie/lepiej. No faktycznie, super.

Ta rzekoma fajność mojej sytuacji ma wynikać z tego, iż przez to, że słyszałam jako dziecko, nauczyłam się mówić. Faktycznie, miałam łatwiej z nauką mowy. Jednakże nauczenie płynnej mowy niesłyszącego dziecka jest możliwe, dlatego nie przyjmuję tego argumentu. Wiadomo, że trzeba włożyć w to całą masę pracy rodziców i specjalistów, ale niedosłyszące dziecko jest w stanie opanować mowę na tym samym poziomie co ja. Na tym kończą się argumenty przemawiające za tym, jakobym miała lepiej. Teraz wyjaśnię Ci, dlaczego mam gorzej.

Ostatnio sobie uświadomiłam, że kiedyś oglądałam filmy w telewizji. Oglądąłam też seriale i filmy polskie. Nie potrzebowałam napisów, po prostu włączałam telewizor i oglądąłam film. Na tyle długo już nie słyszę, że nie myślę o okresie, w którym słyszałam, ale jednak czasem pojawia się we mnie ta tęsknota za normalnym życiem. Widzisz, ja wiem co to znaczy słyszeć, ja mam za czym tęsknić. Osoba niedosłysząca od urodzenia tak naprawdę nie wie, co straciła. Niedosłuch jest niejako częścią jej osobowości, mojej – nie.

Łatwiej jest akceptować siebie i swój ubytek słuchu, gdy jest on z nami od zawsze. Poznałam wystarczająco dużo niedosłyszących osób, by zauważyć, że poza mną nikt nie miał problemu ze sobą i swoim niedosłuchem. Moje koleżanki i koledzy traktowali tę część siebie jako coś normalnego, coś, co po prostu jest i w naturalny sposób to akceptują. Ja wraz z utratą słuchu straciłam całą pewność siebie. Dopiero od ludzi ze szkoły nauczyłam się postrzegać siebie inaczej, nie jako kogoś gorszego, nauczyłam się akceptować swój niedosłuch, nie wstydzić go.

Najważniejsze zostawiłam na koniec. Gdy rodzi się niedosłyszące dziecko. rodzice od samego początku otrzymują pomoc, są kierowani do specjalisty, uczą się, jak przygotować to dziecko do życia. Samo dziecko od maleńkości uczy się funkcjonować bez zmysłu słuchu. Uczy się słuchać w aparacie, często jest implantowane, ma o wiele więcej możliwości. W moim przypadku implant był niebezpieczną opcją – nie podjęłam ryzyka. Odpowiednia edukacja nauczy dziecko mówić, migać, fonogestów – tak, aby płynnie mogło funkcjonować w świecie jako osoba dorosła. Dziecko wyrabia sobie tożsamość, w której jest miejsce na niedosłuch. Ja tego nie miałam, ja wciąż błądzę. Wielokrotnie powtarzałam – jestem bezdomna, bo nie należę ani do społeczności głuchych, ani do społeczności słyszących, choć do tej drugiej jest mi bliżej.

Zanim znów mi powiesz, że mam lepiej, zastanów się, czy aby na pewno i czy faktycznie wypada w ogóle coś takiego mówić. Poza tym takie porównania po prostu w ogóle nie mają sensu.

(Visited 761 times, 1 visits today)
Navigate