Nie kupuj psa!

Ponad rok temu pojawiło się we mnie pragnienie posiadania psa. Podświadomie wiedziałam, że to nie jest dobra ani szczególnie odpowiedzialna decyzja. Poprosiłam czytelników, by wybili mi ten pomysł z głowy – nie udało im się. Od ponad roku mam w domu suczkę landseera – Colię, najcudowniejszego psa na świecie. Kupno jej ostatecznie okazało się najlepszą decyzją ostatnich lat. Wciąż jestem w niej tak samo zakochana i uwielbiam to, że jest z nami.

Te ponad roczne doświadczenia z molosem w domu pokazały mi, dlaczego nikomu nie udało się wybić mi tego pomysłu z głowy. Podawano złe argumenty. Najczęstszym był ten o codziennych spacerach. Tymczasem ja uwielbiam spacery z psem. Jasne, gdy na dworze jest -15, to uwielbiam trochę mniej, ale wciąż sam spacer nie jest dla mnie żadnym problemem.

Moim faworytem wśród argumentów „na nie” był mówiący o tym, że pies może zwymiotować albo zrobić kupę i to śmierdzi. Ubawiłam się, bo w wymiotach i kale bardziej niż przy dzieciach ubabrać się nie można. Dlatego dodatkowe wymioty psa, które – nie okłamujmy się – zdarzają się równie często, co u ludzi, nie były dla mnie argumentem przeciw posiadaniu czworonoga. Fakt, że pies w pierwszych miesiącach życia będzie załatwiał się w domu, dopóki nie opanuje nauki czystości, był dla mnie logiczny i liczyłam się z tym.

Nie wiem. czy w ogóle można było mi wtedy wybić z głowy posiadanie psa. Wiem natomiast, że odpowiednie argumenty skłoniłyby mnie do dodatkowym przemyśleń i nie jechałabym na wariata po szczeniaka. U mnie na szczęście wszystko ułożyło się dobrze, ale wcale tak być nie musiało.

Podam ci argumenty przeciw posiadaniu psa, te prawdziwe, które naprawdę warto przemyśleć.

Pieniądze

Wcale nie chodzi mi o utrzymanie psa, ani kontrolne wizyty weterynaryjne i podstawowe zabiegi. To zazwyczaj wszyscy wiemy i wliczamy w domowy budżet. Mamy świadomość, że musi nas być stać na karmę.

 Jakiś czas temu zaczęłam obserwować facebooka cudownej suczki – Lelo. Lelo nie ma jednej łapki, straciła ją w wyniku raka kości. Właściciele nie poddali się, leczyli raka, a teraz rehabilitują swoją ukochaną sunię, by była jak najbardziej sprawna. Rzecz w tym, że to generuje koszty. Nigdy nie brałam pod uwagę, że psu takie rzeczy też się przytrafiają. Wiedziałam, że pies może zachorować, ale rak u młodego psa? O tym nie pomyślałam. Dotarła też do mnie smutna prawda: nie wiem, czy mnie byłoby stać na tak kosztowne leczenie i rehabilitacje. Zakładać z góry, że nasz pies może mieć raka i bać się o to cały czas też nie warto, ale warto chwilę pomyśleć o swojej sytuacji finansowej.

Lęk separacyjny

Może się pojawić, ale nie musi. Może mieć różne natężenie. Pies pozostawiony sam w domu z lękiem separacyjnym może cały dzień wyć i wtedy możesz się spodziewać wizyty sąsiadów, a nawet policji. Pies może też niszczyć. Niszczyć tak bardzo, że po powrocie do domu może się okazać, że nie masz kanapy w salonie, bo cała jest w strzępach, albo drzwi mają wydrapaną dziurę, albo, że Twoje ukochane rzeczy już nie istnieją. Widziałam zdjęcia tego, co pies z lękiem separacyjnym potrafi zrobić w domu i nie przesadzam. Pogryzione ulubione buty to pikuś przy zniszczeniach, jakie możesz zastać w domu.

Moja Colia przez jakiś czas gryzła książki, często bardzo wartościowe. Szczęście w nieszczęściu – niszczyła tylko tyle. Poradziliśmy sobie z tym sami, bo pracujemy w domu i wychodzimy z niego raczej na krótko. Jeśli jednak chodzisz do pracy na etat, to, zanim weźmiesz szczeniaka, załatw sobie dwa tygodnie urlopu na te pierwsze chwile psa w domu.

Sierść

Całe życie mieszkam z psami, więc wiedziałam, że w okresie wylinki zostawiają sierść, ale nie spodziewałam się, że pies długowłosy może zostawić jej aż tyle. Dwa razy do roku moje mieszkanie otulone jest białym futerkiem. Zbieram i płaczę, bo co z tego, że pozamiatam, skoro po godzinie mieszkanie znów jest białe. Jeśli nie lubisz herbaty z sierścią to przemyśl kupno psa jeszcze raz.

Uczciwie przyznaję, że gdyby ktoś mi podał ten argument, gdy sama decydowałam się na psa, to bym go olała, ale tylko dlatego, że nie widziałam na własne oczy, ile tej sierści jest. Nie mówię, że zrezygnowałabym z psa całkowicie, ale może jednak zdecydowałabym się na rasę z krótszym włosem.

Wielkość i rasa psa

To jest argument dla ludzi, którzy decydują się na molosa lub psa uznawanego powszechnie za agresywnego, np. pitt bulla. Ilość nieprzyjemności, która spotka cię od właścicieli małych psów, jest ogromna. Mój pies tylko ze względu na swój rozmiar był już kopany, bity smyczą i opluwany, bo nie zdążyłam zareagować. Moi sąsiedzi są przekonani, że moja Colia nie marzy o niczym innym jak zjedzenie wszystkich małych psów w okolicy. Reagują na nas niechęcią i agresją. Nie jestem odosobnionym przypadkiem. Często o tym rozmawiam z psiarzami na wybiegu dla psów, im też te sytuacje zdarzają się notorycznie. Nawet na takim wybiegu, który przecież jest przystosowany do puszczania psa luzem, właściciele małych ras potrafią się awanturować i każą wynosić, bo duży pies albo np. bulterier biegają luzem. To są sytuacje, do których trzeba się przyzwyczaić, ale mimo wszystko zawsze trochę wkurzą. Gdybym to wszystko wiedziała wcześniej (nigdy nie miałam dużego psa) to poważnie zastanowiłabym się nad inną rasą. Może nie od razu małą, ale czymś średnim, bo czasem mam już dość.

Spacer

Nie chodzi mi tu o sam fakt wyprowadzania psa, bo jak wyżej pisałam dla mnie to żaden argument. 

Całkiem niedawno ja miałam zapalenie ucha, które jest bardzo bolesną chorobą i gorączkę dochodzącą do 40 stopni. Mój mąż w tym samym czasie miał zapalenie płuc. Zalegliśmy w łóżku: ja popłakując z bólu ucha, on z kaszlem, który sprawiał fizyczny ból. Wtedy do mnie dotarło, ze gdyby nie fakt, że mam dziewięcioletniego syna, to musiałabym dwa razy dziennie wyjść psem na spacer w temperaturze ponad -10 stopni. To naprawdę warto przemyśleć, w szczególności gdy mieszka się samemu i nie będzie miało na kogo zrzucić obowiązku zajęcia się psem. W czasie tej choroby zwierzętami w domu zajmowały się moje dzieci, bo ja nie miałam siły, by wstać i je nakarmić, o spacerze nie wspominając. 

Taka dodatkowa uwaga: jeśli dziecko ma wychodzić z psem, to nie kupujcie molosa. Młody Starszy wychodzi z Colią tylko przed dom, bo dłuższy spacer wiązałby się z możliwością spotkania innego psa, a nasza suka jest ponad dwa razy od niego cięższa i bez problemu, jeśli tylko zechce, wyrwie się dziecku, np. do napotkanego psiego kolegi.

Jeśli nadal pragniesz psa – świetnie. Życzę wiele radości z nowego członka rodziny. Jeżeli pojawiły się wątpliwości, to przemyśl decyzję jeszcze raz. Poczytaj o wychowaniu psów, by wiedzieć czego możesz się spodziewać. Poczytaj o rasach, bo każda ma swoją specyfikę. I wreszcie podejmij świadomą decyzję, by nie zrobić krzywdy sobie ani psu. Posiadanie psa ma być przyjemnością, a nie przykrym obowiązkiem.

Coverfoto: Spesalvi
Modelka: Colia 🙂

(Visited 419 times, 1 visits today)
Navigate