Nie jestem nikim ważnym

Jako nastolatka musiałam chodzić do psychologa. Jednym z ćwiczeń, które robiłam na zajęciach, było coś w rodzaju wyobrażenia sobie rożnych scenek, które mogą się faktycznie wydarzyć i określenie swojej reakcji na to wydarzenie. Jedna z tych scenek wyglądała następująco: na korytarzu szkolnym siedzi kilku kolegów z klasy, akurat w momencie, gdy obok nich przechodzę, zaczynają się śmiać. Jak jest moja reakcja? Co sobie w tamtym momencie myślę?

Moja odpowiedź była bardzo szybka – śmieją się ze mnie. Moja siostra, która także miała to badanie, odpowiedziała dokładnie to samo. Sądzę, że wielu moich rówieśników odpowiedziało w ten sposób.

Na jednej z imprez blogerskich, jedna dziewczyna przez przypadek praktycznie zdemolowała jedno stoisko. Przez przypadek popchnęła sztalugę, która się przewróciła, sztaluga popchnęła lampę, która spadła ze stolika, a kabel lampy zwalił resztę rzeczy – efekt domina. Stałam razem z nią, więc pomogłam jej to wszystko posprzątać. Pogadałyśmy chwilę, pośmiałyśmy się i każda poszła w swoją stronę.

Głupi wypadek, mógł zdarzyć się każdemu, wiem jednak, że gdyby zdarzył się mi, rozpamiętywałabym to przez miesiąc, byłabym przekonana, że nikt nie mówi o niczym innym i wszyscy się ze mnie śmieją. Tak jak wtedy gdy rozwaliłam podczas konferencji See Bloggers dekorację Zozoli albo gdy wpadłam w dziurę i przewróciłam się w trakcie Blog Forum Gdańsk.

Mam złą wiadomość dla siebie i wszystkich, którzy przeżywają takie wpadki tak samo jak ja: nie jesteśmy dla ludzi aż tak ważni. Sądzenie, że ktoś będzie przejmował się tym, że zaliczyłam glebę, to nic innego jak przewrażliwienie na swoim punkcie i egocentryzm.

Większość ludzi ma gdzieś nas i nasze wpadki. Wątpię, by ktokolwiek dziś pamiętał moje głupie zachowanie po alkoholu na jakiejś imprezie. Ja sama przecież wszystkich takich sytuacji nie pamiętam. Nie pamiętam też głupich zachowań moich znajomych, a jeśli nawet coś wyjątkowo utkwiło mi w pamięci to jako sytuacja sympatyczna i wspominam to z sentymentem, a nie po to by pośmiać się ze znajomego.

Nie jestem tak ważna, by ludzie koncentrowali się na moich poczynaniach. Na moich wzlotach i upadkach. Zazwyczaj jestem kolejną osobą w tłumie, nikim więcej.

Dlatego, jeśli przechodzę obok kogoś i ten ktoś zaczyna się śmiać, to dlatego, że coś go rozśmieszyło, a nie śmieje się ze mnie. Jeśli rozmowa urywa się wraz z moim pojawieniem, to nie dlatego, ze ktoś mnie obgaduje, a widocznie rozmowa w żaden sposób nie tyczyła mnie, była prywatna, nie powinnam jej usłyszeć czy zwyczajnie dano mi szansę, bym mogła powiedzieć, po co przyszłam. Nic więcej.

Wymądrzam się nie dlatego, że do perfekcji opanowałam nieprzejmowanie się innym, zrozumiałam te proste prawdy, ale dlatego, że wciąż tego się uczę. Wciąż przeżywam i wyolbrzymiam swoje wpadki, ale uczę się tego nie robić. Staram się przyswoić tę prostą prawdę: Nie jestem taka ważna jak mi się wydaje.

Natomiast ludzie, dla których ważna jestem, którzy bacznie mnie obserwują, nie będą się ze mnie śmiać gdy się przewrócę, a pomogą mi wstać. Gdyby było inaczej, oni nie byliby ważni dla mnie.

(Visited 402 times, 1 visits today)
Navigate