Nie demonizujmy macierzyństwa

„Macierzyństwo bez ściemy”, „Rodzicielstwo bez lukru”, „Jak naprawdę wygląda bycie matką” – codziennie atakują mnie podobnie brzmiące nagłówki. Pod nimi – tekst o tym, jakim niewdzięcznym i trudnym zajęciem jest bycie matką. Czytam zatem, że już nigdy nie wypiję ciepłej kawy, bo matki piją już tylko zimną. O tym, że do toalety i pod prysznic wybiorę się już tylko w towarzystwie dzieci. Dalej jest o braku czasu, pasji, niewyspaniu.

Czytam to popijając ciepłą! kawę i jedyna myśl, jaka mi się nasuwa, to, by w końcu przestać demonizować macierzyństwo.

Misja, by mówić o tym, jakie naprawdę jest macierzyństwo, wydaje się oczywiście słuszna, ale jak to mówią – co za dużo to niezdrowo. Dziś w zasadzie czytam tylko o tym, jak to kobietom jest źle, bo są matkami, ile to wyrzeczeń na nie czekało. Wszystko po to, by pokazać kobietom bezdzietnym, że bycie matką niewiele ma wspólnego z reklamą Bebiko, a dzieci rzadko kiedy zachowują się jak te z reklamy Pampers.

Gdybym dziś nie miała dzieci i czytała te wszystkie teksty, to tylko zniechęciłabym się do macierzyństwa. Kobieta, która spodziewa się pierwszego dziecka, jest wystarczająco przerażona. Całe to „obdzieranie macierzyństwa z dobrych rzeczy” wcale jej nie pomoże.

Ktoś powie, źe to po to, by wiedziała, co ją czeka, że to głoszenie prawdy dla jej dobra, że nie może żyć w przekonaniu, iż macierzyństwo jest słodkie, koniecznie musi poznać jego gorycz, zanim jeszcze zostanie matką.

Rzecz w tym, że te teksty niewiele różnią się od tych polukrowanych – są tak samo zakłamane, tylko w przeciwną stronę. Nie głoszą prawdy, a jedynie konkretny punkt widzenia niewyspanej kobiety, która pije zimną kawę, a winą za to obacza macierzyństwo.

Jeśli chcesz powiedzieć przyszłej mamie prawdę, to powiedz, że jej życie się zmieni. Tylko tyle. Nie
na gorsze, nie na lepsze, po prostu się zmieni. Odpowiedzialność za drugiego człowieka musi zmienić nasze życie, czy tego chcemy, czy nie. Nie oznacza to jednak, że przestanie być wyspana, będzie nosić już tylko dresy i kąpać się raz w tygodniu. O całej reszcie przekona się sama.

Nie traktujmy kobiet jak idiotek, które myślą o macierzyństwie jak o bajce Disneya. Ja wiem, że wyobrażenia o posiadaniu dziecka często róźnią się od rzeczywistości, ale może właśnie dlatego zamiast dodatkowo dobijać – „zobaczysz co to będzie jak zacznie chodzić / mówić / pójdzie do przedszkola / szkoły” – lepiej wesprzeć dobrym słowem i wskazać to. co w macierzyństwie jest najpiękniejsze mimo trudności, które się pojawiają?

Nie twierdzę, by nie mówić wcale o trudach macierzyństwa. Wtedy wrócilibyśmy przecież do punktu, w którym nikt o tym nie mówił, ale – na Boga! – nie demonizujmy tego, nie straszmy, nie róbmy z tego dramatu naszego życia, bo bycie mama jest najzwyczajniej w świecie fajne.

(Visited 276 times, 1 visits today)
  • ja tam wolę demonizowanie, bo te teksty przynajmniej bywają zabawne. sama jakiś czas temu napisałam o tym, jak wygląda życie pod jednym dachem z niemowlakiem. głównie problemy i wpadki. tekst miał być po prostu zabawny i dla mnie jest. nie lubię lukrowanie macierzyństwa, bo mnie to nudzi. wolę czytać o tym, co narozrabiały maluchy i jak matka zamknęła się w łazience udając rozstrój żołądka, żeby pograć w gry na komórce.
    takie „demonizowanie” macierzyństwa pełni również jeszcze jedną ważną funkcję. próbuje uświadomić wszystkim nieświadomym, że opieka nad dzieckiem to jest tak samo ciężka praca jak każda inna. i matka siedząca w domu również ma prawo być zmęczona tak samo, jak bezdzietna kobieta po powrocie z biura.
    myślę, że każdy powinien mówić o tym, co czym chce. jedna kobieta woli idealizować macierzyństwo, a druga je demonizować. a wszyscy wiemy, że jedno i drugie jest zaledwie fragmentem codzienności. i to codzienności tej jednej konkretnej kobiety, więc nie ma co za bardzo odnosić tego do siebie.

Navigate