Nic ci się nie należy!

Niedługo kolejna edycja festiwalu See Bloggers. Pierwszy raz byłam w zeszłym roku, Swoją relację, której głównym odniesieniem był mój niedosłuch, opisałam tutaj. Nie wiem, czy w tym roku wezmę udział w festiwalu, ale piszę o nim, bo na jego facebookowej stronie miałam okazję wdać się w dyskusję z niesłyszącą blogerką.

To, co blogerka swoją postawą pokazała, to to, jak nie pomagać niesłyszącym. W skrócie: blogerka napisała, że takie imprezy nie są dla niej, bo jest głucha, a organizatorzy nie zadbali o tłumacza języka migowego i to jest ogromny wstyd, że o tym nie pomyśleli. Dalej zaznaczyła, że z własnych pieniędzy nie zamierza go opłacać, bo to OBOWIĄZEK organizatorów. Żeby oczekiwań nie było za mało, blogerka uznała, że tłumacz wynajęty przez organizatorów nie tylko powinien tłumaczyć prelekcje, ale być też jej osobistym asystentem i pomagać jej w nawiązywaniu kontaktów, tłumacząc na migowy rozmowy, które odbywają się między prelekcjami na korytarzach i w strefach tematycznych. Wszystko to wyraziła w bardzo niesympatycznym roszczeniowym tonie, bo jak to ujęła – „to się jej należy i prosić o to nie ma zamiaru”.

Wyjaśnijmy tu jedno. See Bloggers to darmowa impreza dla twórców internetowych. Opiera się głównie na sponsorach i partnerach. Zorganizowanie tak ogromnej imprezy to cała masa roboty. Aby sponsorzy wyłożyli pieniądze, trzeba im coś w zamian obiecać. Teoretycznie tłumacz migowego to sprawa całkiem prosta do ogarnięcia, z drugiej – gdy budżet się nie domyka, to wydaje się logicznym, że to z niego organizatorzy zrezygnują, bo jest najmniej potrzebny.

Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest zrozumienie obu stron i wspólne poszukiwanie dostępnych rozwiązań. Aby jednak cokolwiek osiągnąć, warto być miłym. Nikomu nic się nie należy z powodu niedosłuchu. To nie urząd, w którym każdy obywatel ma prawo załatwić sprawę, a prywatna impreza z prywatnymi markami. Tu nikt nie ma prawa niczego wymagać. Może co najwyżej poprosić. Z doświadczenia wiem, że prosić warto. Na Blog Conference Poznań udogodnienia dla niepełnosprawnych załatwiłam grzecznym pytaniem, a nie roszczeniową postawą.

Blogerka upierała się, że walczy o prawa głuchych. Tymczasem środowisko głuchych pokazała jako niesympatyczne i roszczeniowe. Kilka osób do mnie napisało, że jeśli tak wygląda postawa głuchych, to odechciewa się im pomagać. Możliwe, że dla wielu to była pierwsza niesłysząca osoba, jaką spotkali i jedyne, co z tego kontaktu wyniosą, to przekonanie, że głusi są nieprzyjemni w kontakcie i nastawieni na branie.

Nie chodzi tylko o to, że ona nie miała racji, ale o to, jak tę rację przedstawiła. Ta cała postawa „nie mam obowiązku o to prosić, to mi się należy” jest błędna i nikomu w niczym nie pomoże. Na miejscu organizatorów po czymś takim głuchych wręcz bym sobie nie życzyła na swojej imprezie.

Nie wiem, co jest złego w proszeniu ludzi o pomoc. Całe ułatwianie życia niesłyszącym opiera się na pomocy. Ten świat należy do ludzi słyszących, to pod nich jest skonstruowany i wszystko, co pojawia się jako udogodnienie dla głuchych, jest POMOCĄ, często nieobowiązkową; zwykłą życzliwością, za którą warto podziękować. Gdybym prezentowała taką postawę jak ta blogerka, to w blogosferze nikt by mnie nie lubił, a – co za tym idzie – w niczym mi nie pomógł. Tymczasem moje prośby nigdy nie pozostają bez odpowiedzi, bo są uprzejmymi prośbami, a nie żądaniem.

Jeśli jesteś głuchy i chcesz, by ludzie coś dla ciebie zrobili, to po prostu bądź miły i POPROŚ, bo nic ci się w tym świecie nie należy.

Jeśli jesteś słyszący, to postaraj się oddzielić jednostki od ogółu. Gdy spotkasz się z tak roszczeniową postawą, to nie oceniaj całego środowiska. Chcę wierzyć, że to jednostki, a nie ogół.

W mojej osobistej ocenie, gdyby blogerce tak bardzo zależało na uczestnictwie, to załatwiłaby sobie tłumacza na własną rękę i nie robiła dramy z obrażaniem organizatorów. Gdyby to zrobiła, to może wtedy dowiedziałaby się, że wśród uczestników są osoby słyszące, które potrafią migać i może, gdyby była miła i uprzejma, to w następnej edycji chętnie by jej całkowicie za darmo pomogły i przetłumaczyły prelekcje. Tylko, wiecie, musiałaby poprosić.

PS. Blogerka za wszelką cenę próbowała mnie obrazić nazywając nikim ważnym i nieznanym, zarzuciła mi także dyskryminację głuchych (?!) i utrwalanie stereotypów. Ja jednak mam zbyt pozytywny odbiór tego cyklu, zbyt wielu z was mi napisało, że Skoro Serce Słyszy otwiera oczy na problemy niesłyszących, by przejąć się jej gadaniem i zwątpić w sens tego, co robię. I faktycznie nie jestem nikim znanym, ani ważnym, ani nie zrobiłam nic przełomowego, ale byłam pierwszą niesłyszącą blogerką, która weszła w to środowisko przełamując własne bariery, pokonując własny strach, by przetrzeć dla innych szlaki i pokazać, że w blogosferze jest miejsce dla każdego.

 

Coverfoto: Wymarzone zdjęcia
Wybrałam takie, bo na moim uchu widać aparat

(Visited 274 times, 2 visits today)
Navigate