Nagradzaj swoje dzieci

Nagradzam swoje dzieci za różne rzeczy, w różny sposób. Między innymi nagradzam je za to, że były dzielne w sytuacjach dla nich trudnych. Nagrodę dostają za wizytę u dentysty czy poddanie się innym bolesnym zabiegom medycznym np. pobieraniu krwi.

Nagradzanie dzieci za takie rzeczy ma całą masę przeciwników. Przeciwnicy nagród za np. borowanie zęba, przekonują, iż dziecko ma wiedzieć, że to jest potrzebne i konieczne dla jego zdrowia, a tego typu czynności nagrody nie wymagają. Rzecz w tym, że tak do tego borowania umie podejść człowiek dorosły, a nie dziecko. Dziecko ma gdzieś swoje zdrowie, gdy musi opłacić je bólem. Warto tłumaczyć, dlaczego to jest niezbędne, choć nieprzyjemne, ale nie wymagałabym od dziecka pełnego zrozumienia, bo dziecko po prostu ma prawo tego nie rozumieć.

Drugi argument przeciwników to: mnie nikt nie nagradza. Kto Ci broni nagrodzić się samemu? Ja zawsze nagradzam się po ciężkim dniu, wszelkich nieprzyjemnościach, po osiągnięciu wyznaczonego celu. Gdy rzucałam palenie, to właśnie regularne nagradzanie siebie mnie motywowało. Dlatego zamiast przyjmować postawę „nie nagradzam dziecka, bo mnie nikt nie nagradza” lepiej zamienić ją na „nagradzam dziecko, bo nagradzam siebie”.

Część psychologów twierdzi z kolei, że wychowanie przez kary i nagrody to tak naprawdę tresura bezwolnej jednostki i zachęcają, by nie używać ani jednego, ani drugiego. Wychowanie w absolutnej wolności jest jednak wizją mocno utopijną, gdyż, czy tego chcemy, czy nie, młodemu człowiekowi, jakim jest dziecko, trzeba pomóc ukształtować się i zwracać uwagę na to co, w jego zachowaniu jest pożądane, a co nie. Nie chodzi o to, by tłumić w dziecku negatywne emocje, ale o to, by umiało się z nimi uporać w konkretnej sytuacji np. strach przed zastrzykiem u lekarza. W tej sytuacji możemy je ukarać za nieodpowiednie zachowanie: histeria, wyrywanie się, kopanie itp. co nie przyniesie żadnych korzyści, bo kara nie działa, lub nagrodzić zachowanie pożądane – dzielne wytrzymanie bólu.

Psychologowie nurtu behawioralnego wykazali w badaniach, że nagrody są skuteczniejsze od kar, a działanie tych drugich jest bardzo ograniczone, gdyż muszą następować natychmiast, wymagają obecności wychowawcy (inaczej kombinujemy, że może się uda i nasze złe zachowanie nie wyjdzie na jaw), a dodatkowo wymagają z czasem wzmacniania, bo osoba karana przyzwyczaja się.

Najważniejsze w tym jest rozróżnianie nagradzania od przekupstwa. Jestem przeciwniczką przekupywania dzieci, które, jak wiadomo, przekupne faktycznie bywają i obietnicami nowych zabawek można wiele ugrać. Nie w tym jednak rzecz.

Nie chodzi o komunikat „Jeżeli pozwolisz zrobić sobie zastrzyk, to kupię ci autko”, a ” byłeś bardzo dzielny w czasie zastrzyku” i właśnie tę dzielność należy nagrodzić. Tutaj warto zaznaczyć, że dzielny nie oznacza, że kilkulatek nie płakał, nie krzyczał, nie bał się, a o to, że mimo płaczu, krzyku i strachu pozwolił na wykonanie zastrzyku. Przekupstwo faktycznie doprowadzi do tego, że dziecko bez nowej zabawki czy innego motywatora nic nie zrobi. Nagradzanie tak nie działa, gdyż dzieje się po fakcie. Moi synowie co prawda czasem pytają, czy będzie nagroda, ale gdy mówię, że nie, że to nie wymaga nagradzania, to przyjmują to spokojnie.

Oczywiście nie jest to wszystko takie proste, bo nagradzać tez trzeba umieć. Ciągłe nagradzanie może przynieść złe skutki, gdyż dziecko nagradzane w ten sposób może po pewnym czasie uznać, że dobre zachowania to tylko te, po których jest nagroda. Tego chcemy uniknąć, wszak nie chcemy nagradzać dziecka za każdym razem, gdy powie sąsiadce „dzień dobry” albo przejdzie na zielonym świetle. Zatem nagrody powinny być sporadyczne, w sytuacjach wyjątkowych. Tu znów pojawia się pytanie: co to jest sytuacja wyjątkowa?

Dla każdego z nas to będzie co innego, gdyż nasze dzieci mają różne charaktery i temperamenty. Ja nagradzam za wizytę u dentysty, a inne dziecko będzie trzeba nagrodzić za wizytę u fryzjera. Zatem żeby prawidłowo nagradzać swoje dziecko i tym samym wzmacniać w nim pożądane zachowanie, musimy je dobrze znać.

Kiedy już ustalimy, które sytuacje są dla naszych dzieci trudne i wymagają nagrody, to czas na wybór nagrody. Tutaj znów przydaje się znajomość naszego dziecka. To, ze tydzień temu interesowało się Minionkami, nie oznacza, że nadal tak jest. Nagroda musi być trafiona i dana od razu. U nas wygląda to tak, że syn po prostu mówi, co chciałby dostać. Nie jest to wcale błąd, bo moje dziecko dobrze wie, jakiej wagi jest to nagroda i nie oczekuje prezentu w postaci zestawu Lego za 1.000 złotych.

Poza tym nagroda to nie zawsze musi być coś materialnego. Kiedy mówimy dziecku, ze jesteśmy z niego dumni, że świetnie sobie poradziło, że narysowało piękny obrazek, to przecież je nagradzamy. Kiedy na jego zachowanie lub słowa uśmiechamy się, to także je nagradzamy. Uśmiech mamy daje jasny komunikat „zrobiłem dobrze, mama jest ze mnie zadowolona”, a przecież chcemy, by nasi rodzice byli z nas zadowoleni, nawet gdy jesteśmy już dorośli.

U mnie w domu nagradzamy się całą rodziną. Nie zawsze rzeczami materialnymi. Nagrody są po prostu sympatyczne, motywują do działania i wbrew opinii przeciwników umiejętnie dawane nie mają negatywnych skutków.

(Visited 658 times, 1 visits today)
  • Alicja Piotrowska

    Jestem za! 🙂 Mam 30 lat i do tej pory pamiętam, jak w wieku mniej więcej ośmiu lat dostałam od rodziców śliczną ozdobę świąteczną w nagrodę- po bolesnym zabiegu dentystycznym. Zapomniałam już dawno o bólu, ale pamiętam radość z tego drobiazgu 🙂
    Swoją córkę też nagradzam po szczepieniach, pobieraniu krwi, wizycie u dentysty. To są drobiazgi- zwykle książeczki, ale radość jest ogromna. Nie zauważyłam, by przyniosło to negatywne skutki, np. roszczeniowość. Mała po prostu cieszy się, że jej trud został doceniony.
    Cenne jest to, co napisałaś- że nagrody nie muszą być materialne. My też dbamy w domu o to, by nagradzać się wzajemnie. Nie wpisuję się w modny ostatnio nurt pt. „Nie dziękuję mężowi za pomoc, bo łaski nie robi”. Jakoś mi to nie pasuje. Nagradzamy się wzajemnie za zrobiony obiad, umyte naczynia- ciepłym słowem, uśmiechem, całusem. I mam wrażenie, że bycie wdzięcznym i bycie docenianym aplikuje duży zastrzyk szczęścia w życie rodziny 🙂
    Bardzo trafny i sensowny tekst. Pozdrawiam 🙂

Navigate