Na imię mam Bliźniaczka

Ja i moja siostra bliźniaczka dziś może jesteśmy podobne, jako dzieci byłyśmy identyczne. Te same rysy twarzy, oczy, włosy, noski, rączki, nóżki, usta, ten sam wzrost, a nawet waga. Zawsze ubrane tak samo, jakby na złość ludziom, by mieli jeszcze większy problem w rozróżnieniu nas. Byłyśmy identyczne, nie do rozróżnienia. Byli tacy, którzy sztuki rozróżniania nas nigdy się nie nauczyli.

W przedszkolu byłam „Dzióbkiem”, ponoć tak kiedyś się przedstawiłyśmy: „my jesteśmy taty kochane dzióbki” i już tak zostało. O ile łatwiej było mówić „Dzióbek, chodź na chwilkę”, niż kombinować jak ma na imię ta, do której chce się zwrócić. Nie przeszkadzało mi to wcale, siostrze też nie. Moja grupa chyba była nawet w jakiś sposób dumna z tego, że ma u siebie dwie bliźniaczki, którymi przedszkole chwaliło się przy okazji odwiedzin gości z zewnątrz: „O, proszę państwa, a to są nasze bliźniaczki”. Trochę jak małpy w zoo, co nie? To jednak też mi nie przeszkadzało, byłam za mała, by przeszkadzało.

Gdy poszłyśmy do szkoły, z automatu stałyśmy się bliźniaczkami. Nikt do nas nie mówił po imieniu. Bezpośrednie zwrócenie się zawsze zaczynało się od: „bliźniaczka”. Może by i ponumerowali nas jak przy porodzie: „bliźniaczka nr 1” oraz „bliźniaczka nr 2”, ale i tak by się mylili, która to jeden, a która to dwa.

Nigdy nie miałam osobowości, nie miałam imienia, byłam po prostu bliźniaczką. Nikt nie próbował poznać mnie, poznawali nas, jakbyśmy były ze sobą głowami zrośnięte. Klasa, a nawet nauczyciele założyli, że skoro jesteśmy dwie, to nam już koleżanki nie potrzebne, w ten sposób zostałyśmy wykluczone z grupy rówieśników. Pamiętam, że pewna dziewczyna z naszej klasy narysowała kiedyś na tablicy tabelkę. Podzieliła ją na trzy części. W pierwszej wymieniła imiona wszystkich chłopców z klasy i w nagłówku wpisała „chłopacy”, w drugiej wpisała imiona dziewczyn i nagłówek – „przyjaciółki”, w trzeciej zaś było imię moje i mojej siostry, pod nagłówkiem „bliźniaczki”.

A ja i moja siostra, tak przekornie, rozdzielałyśmy się coraz bardziej. Przerwy spędzałyśmy osobno, mimo że żadna z nas nie miała z kim jej spędzić, nie rozmawiałyśmy ze sobą, nie siedziałyśmy razem w ławce, przy pracach grupowych skrupulatnie pilnowałyśmy, by nie trafić do tej samej grupy. Nie lubiłyśmy się coraz bardziej i bardziej. Tak jakby jedna miała drugiej za złe, że istnieje, że to przez nią dziś jest wyrzutkiem.

Przyszedł czas, w którym rozdzielenie było możliwe. Odzyskałyśmy imiona, odzyskałyśmy osobowość. Ludzie poznawali mnie, mówili do mnie po imieniu, a informacje, że mam siostrę bliźniaczkę traktowali jako ciekawostkę. Mimo, że identyczne z wyglądu, całkowicie różne z charakteru. Każda z nas poszła w swoją stronę, weszła w inne towarzystwo. Wtedy zaczęłyśmy się lubić, choć myślę, że tak naprawdę lubiłyśmy się zawsze, ale, dopiero gdy stałyśmy się odrębnymi osobami, zaprzyjaźniłyśmy się, uwielbiałyśmy spędzać ze sobą czas, prowadzić wielogodzinne rozmowy.

Rozmawiałam jakiś czas temu z moją mamą. Mówiłam jej o tym, jak trudno mi było mieć siostrę bliźniaczkę. Mama powiedziała mi, ze czytała kiedyś artykuł, w którym sugerowano, że bliźniaki powinno się od razu rozdzielić: różne przedszkola, szkoły, różne ciuchy, fryzury. Wtedy spytała mnie, czy gdybym miała bliźniaki, to bym tak zrobiła. Wiecie co? Mimo tego, co sama przeżyłam, nie, nie zrobiłabym tego.

Więź między bliźniaczym rodzeństwem, to jest coś, czego nie umiem opisać, coś, czego nigdy nie wyjaśnię, to coś wręcz magicznego. Choćby, nie wiem, jaką krzywdę zrobiła mi moja siostra, a zrobiła niejedną i to niewybaczalną, to ja jej wybaczę. Dziś nie mamy ze sobą szczególnego kontaktu, nie rozmawiamy ze sobą od dawna, nie dlatego, że jesteśmy pokłócone, ale dlatego, że każda z nas obrała inną ścieżkę swojego życia. Mimo to w ważnych chwilach jedna zawsze myśli o drugiej, bo więź, która powstała między nami od momentu poczęcia wciąż nas łączy. To nie jest po prostu siostrzana miłość, to coś więcej, to coś niewytłumaczalnego, to coś, czego nie trzeba nawet pielęgnować, bo to będzie zawsze.

Dla porównania dodam, że poza siostra bliźniaczką, mam jeszcze dwie starsze siostry. Choć kocham je tak, jak siostry się zazwyczaj kocha, mam z nimi więcej kontaktu niż z moją siostrą ksero, to nigdy nie łączyło mnie z nimi nic choćby odrobinę podobnego do tego, co łączy mnie z moim bliźniakiem.

Jeśli masz bliźniaki, to nigdy, ale to nigdy, ich nie rozdzielaj, oni siebie potrzebują, oni się kochają, ufają sobie. Znają się dłużej niż Ty znasz ich. Wychowując bliźniaki, proszę, pamiętaj o jednym, nie pozwól by ktokolwiek, kiedykolwiek, w jakikolwiek sposób wpłynął na ich więź.

(Visited 2 206 times, 1 visits today)
Navigate