Morze ciche

Wdrapię się wyżej niż najwyższa skała
aby napotkać słowa – wypowiedziane przez wiatr
i wyśpiewane przez morze

– Przeczytaj – przesunęła w moją stronę książkę – jest o chłopcu, który nie słyszy od urodzenia. Jestem bardzo ciekawa, co o niej powiesz.
– Sama jestem ciekawa.

Emilio nie słyszy od urodzenia. Poznajemy go w momencie narodzin jego siostry – Lolo. Z każdą kolejną stroną poznajemy coraz więcej i coraz lepiej ludzi, którymi Emilio się otacza. Nie jest ich wielu. Wprowadza nas w świat ciszy. Tylko morze w nim szumi.

Gdyby ktoś spytał mnie, o czym jest ta książka, to bez wahania odpowiedziałabym, że o morzu i przyjaźni. Głuchota głównego bohatera ma oczywiście pewne znaczenie, ale nie jest najistotniejsza, bo ta książka nie mówi o głuchocie. Wręcz przeciwnie: jest o dźwiękach.

Dawno nie czytałam czegoś tak przejmującego. Książkę z trudem doczytałam do końca, bo płynące łzy przeszkadzały mi w rozróżnianiu liter.  „Morze ciche” jest tak napisane, że od samego początku czujesz, że jesteś blisko bohatera. Masz wrażenie, że opowiada Ci on, ale tak tylko do Ciebie, swoją historię. To historia, którą nie tylko poznajesz,  ale i czujesz, przeżywasz.

Całość dopełniają przepiękne czarno-białe ilustracje. Takie, jak lubię. Nieco karykaturalne, nierealne, idealnie wpisują się w klimat książki.

To moje ulubione fragmenty książki:

„Lepiej urodzić się wieczorem, wtedy się i słyszy, i umie mówić. Rano rodzi się głuchym i nie umie się mówić, w południe tylko się słyszy, a jak rodzi się wieczorem, umie się wszystko. Matki powinny wypuszczać swoje dzieci z brzucha tylko wieczorem, tak mniej więcej koło dziewiątej. Wtedy dzidziuś umie mówić i słyszy. I wtedy ludzie płaczą, bo tak się cieszą. Jak się rodzisz i płaczą, to znaczy, że wszystko jest w porządku.”

 

„Myślałem, że moje uszy są zatkane, i pewnego dnia, gdy byłem na plaży, znalazłem dwa patyczki. Zacząłem nimi grzebać w uszach, pewnie z dziesięć minut. Aż do krwi. Wtedy myślałem jeszcze, że to krew zamyka mi drogę. Cieszyłem się, że jak wszystka krew wypłynie z uszu, zacznę słyszeć”

 

„(…) ludzie, którzy słyszą, czasem boją się ciszy”

Chodziłyśmy po śniegu. Dawno takiego śniegu nie widziałam. Było go dużo, był biały, lśniący, świeży. Okrywał ziemię dopiero od kilku godzin. Deptałam go, a on skrzypiał. Za każdym razem, gdy na niego nadepnęłam, śnieg zaczynał skrzypieć.

– To lubię w świeżym śniegu – zwróciłam się do niej – skrzypi, gdy po nim chodzisz, ale w taki miły sposób.
– Słyszysz?
– Tak, słyszę.

Wyjdź na ulicę i wsłuchaj się w odgłos miasta. Posłuchaj, jak wieje wiatr, jak pada deszcz. Posłuchaj świata. Wsłuchaj się w rytm życia. Choć przez chwilę doceń świat dźwięków. Doceń, że możesz słuchać śmiechu swojego dziecka. Doceń, że znasz głos ukochanego. Doceń, że wiesz, jak twój pies szczeka.

Po przeczytaniu „Morza cichego” wyłączyłam aparat. Otuliła mnie cisza. Cisza przejmująca. To nie jest dobra cisza. Jeszcze przed chwilą słyszałam ruch ołówka na kartce, a teraz tylko widziałam, jak syn rysuje. To tak jakby oglądać film, w którym ktoś wyłączył dźwięk. Irytujące.

Nie doceniamy tego, co mamy, co znamy, co uważamy za normalne, dlatego chcę, byś teraz, choć przez chwilę, docenił hałas, dźwięki, szept. Zatrzymaj się. Doceń. Wykrzycz. Usłysz.

(Visited 222 times, 1 visits today)
  • Ola

    Przeczytałam tę książkę, jak byłam w podstawówce. Bardzo mnie wzruszyła. Mimo upływu czasu, wciąż pamiętam tę książkę, sposób w jaki została napisana, te ilustracje… niby ten chłopiec ma rację- urodziłam się tez rano z uszkodzeniem słuchu 😉

Navigate