#metoo czyli gdzie jest granica molestowania

Dzień zaczęłam od wpisania w wyszukiwarkę „molestowanie seksualne”. Pierwsze wyniki mnie nie zadowalają – Molestowanie seksualne nie jest zdefiniowane w prawie karnym. W zależności od stanu faktycznego molestowanie seksualne może jednak wypełniać znamiona czynu zabronionego z art. 197-199 oraz art. 202 i 203 Kodeksu karnego. – nie jestem zadowolona, ale przynajmniej już coś wiem. Szukam dalej, grzebię coraz głębiej, w końcu artykuły zaczynają się powtarzać. Znalazłam satysfakcjonującą mnie definicje molestowania seksualnego:

Molestowaniem seksualnym jest każde nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym lub odnoszące się do płci, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności lub poniżenie albo upokorzenie człowieka; na zachowanie to mogą się składać fizyczne, werbalne lub pozawerbalne elementy.

Wszystko dlatego, że z samego rana uderzyło mnie wyznanie koleżanki w ramach akcji #metoo – ofiary pedofilii i gwałtu. Kilka postów pod jej, kolejna koleżanka i kolejne #jateż – kolega w szkole niewybrednie komentował jej piersi. Ta ogromna różnica w wyznaniach mnie uderzyła. Coś mi zgrzytało, coś mi nie grało.

Miałam problem z tą akcją, ale nie umiałam go nazwać. To nie tak, że ją potępiałam, nic z tych rzeczy. Po prostu miałam co do niej mieszane uczucia. Nie umiałam w pełni poprzeć, ale nie zamierzałam też krytykować. Chciałam zrozumieć. Spytałam zatem na fanpage’u bloga czytelników co o całej akcji sądzą. Moje pytanie zapoczątkowało ciekawą dyskusję.

Czytelnicy pisali, dlaczego popierają tę akcję, jakie widzą korzyści i co osobiście im dała. Po ich wyznaniach dla mnie sprawa jest jasna: jeśli ta akcja pomogła choć jednej osobie, to jest dobra i potrzebna. Kropka.

Została jednak rozbieżność między wyznaniami. Zarówno ofiara gwałtu jak i ofiara gwizdów uważały, że były molestowane. Gdzie zatem przebiega granica molestowania?

Czy się to komuś podoba, czy nie, to granica jest tam, gdzie postawi ją kobieta i mężczyzna. Tak, mężczyzna też. Ze względu na brak konkretnej definicji w prawie o tym, czym molestowanie seksualne jest, decydujemy sami. Dla mnie gwizdanie na mój widok to zwykłe prostactwo, ale szanuję to, że ktoś inny czuje się z tym na tyle niekomfortowo, iż uważa to za molestowanie niewerbalne, a definicja molestowania pozwala mu to tak nazwać. Czy to dobrze? Nie wiem, ale chyba wolę, by prawo nie definiowało, kiedy wolno mi czuć się ofiarą molestowania, a kiedy nie.

Myślę o tych ofiarach gwałtu i dziewczynach, których pijany wujek niewybrednie skomentował ich tyłek. Nadal mi zgrzyta, nadal widzę przepaść między tymi doświadczeniami. Za to nie widzę możliwości, byśmy komuś powiedzieli, że był molestowany za mało, że nic się nie stało, że przegina, bo sztywna granica, do której uznawalibyśmy, że nie ma molestowania, nie istnieje.

Może bowiem być tak, że to ja się mylę, że moja granica jest za daleko, bo pewne zachowania mi spowszedniały, poddałam się im, bo i tak ich nie zmienię, dałam na nie przyzwolenie. Możliwe, że te gwizdy powinny mnie bardziej ruszać.

Gdy narzeczony siostry złapał mnie za biust, a ja się z tym poczułam źle, to jeszcze dostałam ochrzan od siostry za to, że mi te cycki urosły i on miał za co złapać, przecież gdybym wciąż była płaską dwunastolatką, to by problemu nie było. No, jakim prawem się rozwijam. Moja wina.

Gdy na ulicy chłopak idący za mną nagle włożył mi rękę pod spódniczkę, a ja oburzona i przerażona opowiedziałam o tym w domu, to zostałam wyśmiana – „Hahaha, serio, takie coś, ale to śmieszne”. Faktycznie, boki zrywać.

Gdy na imprezie obcy facet podszedł do mnie i pociągnął dekolt mojej bluzki w dół odkrywając mi piersi, bo „chciałem tylko zobaczyć tatuaż” to nie buntowałam się, nie strzeliłam mu w pysk, stałam jak wryta w szoku, tylko tyle.

Żadnej z tych i wielu innych historii nie łączyłam z molestowaniem. Ot, przykre wydarzenia, które miały miejsce, z którymi należało się pogodzić, przemilczeć, bo przecież „to nic takiego”, nikt mnie nie zgwałcił.

Na sam koniec polecam tekst, który na swoim facebooku zamieściła Gabriela Orłowska czyli Erilka z vloga „The Boobskie”. Zwraca w nim uwagę na ten rodzaj molestowania, którego większośc już nie dostrzega, bo to norma, nic specjalnego.

Te początki są na ogół niewinne.

Żarty z tego, że masz stanik chociaż „nic nie widać” więc po co Ci.

Potem ciągną za warkocze albo robią listę. Ładnych, brzydkich, biuściastych. Jeśli jesteś płaska, chuda i nieśmiała będą z Ciebie szydzić na korytarzu bo deska, patyki zamiast nóg i ten aparat na zębach w paskudnej twarzy.

Potem jest ciut lepiej bo jest nowa szkoła. Nowy etap, liceum, carte blanche można zacząć od nowa. A potem jakiś kolega u progu klubu gdy masz 18 lat, ale nie wyglądasz mówi, że nie wjedziecie do klubu bo „Nie masz cycków” a ekipa rechocze z tak wybornego dowcipu.

Potem Twój uśmiech, który przypadkowo spoczął na lekko wstawionym osobniku, okazuje się być zachętą do tańca, której wcale nie robiłaś. Ale przecież sama chciałaś. Uśmiechałaś się, przecież to prawie jak zgoda, by chwycić za biodra, pupę a nawet próbować sięgać biustu.

Potem idziesz w świat bo akurat te przywary ze szkoły są Twoimi zaletami. I dowiadujesz się, że one wciąż są przywarami bo można uznać, że w ładnym ciele nie ma głowy, więc można proponować „preferencyjne” traktowanie w zamian za usługi seksualne. Taka wiecie, „norma” w tym świecie; zagubionych, młodych i często przerażonych tak wielkim światem, a również zachłyśniętych jego możliwościami; dziewcząt.

Tam zapytanie co robisz po pracy, tu czy pójdziesz z tej kolacji do domu, ciąganie za rękę niczym własność bo przecież skoro tu jesteś na zaproszenie właściciela lokalu, to znaczy, że można Cię traktować jak damę do towarzystwa w cenie burgera i dwóch kieliszków wina.

Idziesz na rozmowę o pracę, a tam rekruter mówi „Taka ładna dziewczyna i w biurze chce pracować, a co Ty potrafisz?” z wymownym spojrzeniem. Po drodze jeszcze mężczyźni sądzący, że traktowanie przedmiotowe partnerki jest w porządku, bo ona jest od tego by się nią chwalić niczym koniem przed wyścigiem. By koledzy zazdrościli.

A Ty myślisz, że to normalne bo przecież to takie końskie zaloty, jak bije, to znaczy że lubi, prawda?

W pracy bycie na cenzurowanym bo dałaś kosza, albo odmówiłaś układu. Mniejsza premia, coraz gorsze wyniki i nagle trzeba szukać innego miejsca pracy. Ale dowodów przecież nie ma.

Jakie molestowanie?

To się dzieje każdego dnia.
W każdej sytuacji. Prywatnej, zawodowej i całkiem przypadkowej na ulicy.

Nie tylko mnie.
Ale również mnie.

I myślimy sobie, że przecież my tacy nie jesteśmy. Nie jesteśmy tacy okrutni, dbamy o innych, przejmujemy się ich losem, wpłacamy kasę na schroniska, udostępniamy posty zbiórek dla fundacji.

Ale tak naprawdę chowamy się w wąskim gronie ludzi którzy myślą podobnie. Bo świat jest taki jak te codzienne gwizdy na dziewczynę, która idzie w sukience, jak te prostackie komentarze bo masz czerwoną szminkę, jak drugi człowiek który mówi, że „wujek tak ma” albo „no, mogłaś ubrać się skromniej”.

(Visited 340 times, 1 visits today)
Navigate