Masz prawo rzygać tęczą

Mam znajomego, z którego w swoim czasie wręcz wypadało się śmiać. Dlaczego? Już tłumaczę. Znajomy miał dziewczynę, jego pierwsza miłość. Była to miłość krótka, ale jakże intensywna i burzliwa. Kochali się z tą dziewczyną jak dwa aniołki, a tą miłością chwalili się na każdym kroku i wszędzie, gdzie się da, czyli na facebooku właściwie.

Rysowali sobie serduszka, oznaczali się na zdjęciach, zdania w komentarzach rozpoczynali od misiów, skarbów i słoneczek. My na to wszystko patrzeliśmy i rzygaliśmy tęczą, powoli zamieniając się w brykające jednorożce i troskliwe misie. Kpiliśmy więc z nich i ich miłości, a oni mieli to gdzieś, dalej byli po uszy w sobie zakochani i, nie zwracając uwagi na nasze kpiące uśmiechy, robili swoje.

Po czasie dochodzę do wniosku, że my im po prostu zazdrościliśmy. Każdy, kto w jakikolwiek sposób kpi z miłości, tak naprawdę zazdrości. No, bo jeśli jesteś szczęśliwy w swoim związku lub w samotności, to dlaczego wyśmiewasz czyjąś miłość? Że niby miłość na tym nie polega? A dlaczego nie? Gdzie jest zapis, jak wolno okazywać sobie miłość?

Nie przekonuje mnie teoria, wedle której udany związek to taki, o którym nikt nie wie. Zdaję sobie sprawę z tego, że są ludzie, którzy nie lubią się afiszować ze swoimi uczuciami, ale to nie oznacza, że ich związek jest udany, a mój nie, bo ja mam status związku na facebooku, a oni nie.

Doszło do tego, że miłości nawet nie wypada okazywać. Patrzę i dostrzegam, że nastała jakaś dziwna moda na gruboskórność, a, gdy ktoś się wyłamuje i chce chwalić się szczęściem, jakie daje mu miłość, to – no, właśnie – rzygamy tęczą. No, to sobie rzygajcie. Wasze wymioty mnie nie interesują. Będę okazywać miłość w taki sposób, jaki odpowiada mnie i mojemu partnerowi, nawet jeśli jest to cała facebookowa tablica w serduszkach.

Znacie ten tekst, że miłość wyznaje się raz, a jak się zmieni zdanie, to dopiero wtedy się informuje? Nie rozumiem tych oklasków przy nim. Nie uwierzę, że większość ludzi, którzy się pod tym podpisują, naprawdę tak by chcieli. Co jest złego w wyznawaniu sobie miłości? Dlaczego wyznawanie sobie miłości, choćby i co godzinę, jest uznawane za gorsze niż wyznanie sobie jej raz? Jeśli obu stronom taka forma pasuje, to co nam, postronnym obserwatorom, do tego?

Nie chcę generalizować, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że miłość przeszkadza tylko frustratom i nieszczęśliwym ludziom, tym, którzy zostali porzuceni, którzy nie zaznali nigdy tego uczucia, którym w związku nie wyszło. Szczęśliwy człowiek nie będzie wyśmiewał czyjegoś szczęścia, nie zakpi z czyjegoś uczucia. Szczęśliwy człowiek nie ma czasu na wyszydzanie miłości, właśnie dlatego, że jest szczęśliwy i woli się zająć swoim szczęściem, swoim życiem, a gdy, widzi zakochanych ludzi, uśmiechnie się pod nosem.

Miłość to piękne uczucie dające wiele szczęścia.  Tego wam właśnie życzę, dużo miłości, bez względu na to, jak postanowicie ją okazywać.

(Visited 504 times, 1 visits today)
  • W większości zgodzę się z Tobą i nawet się pod tym podpiszę, oprócz kwestii Facebooka. Są pary, które z tym jednak przesadzają i zmierza to w złym kierunku – miłość miłością, wyznawanie sobie tego pięknego uczucia w sposób, jaki odpowiada dwojgu ludzi – wspaniale, delikatnie czy dobitnie, często czy rzadko – byle im pasowało, ale dzielenie się każdym skrawkiem prywatności, kilka razy dziennie, obsmarowywanie sobie tablic na Facebooku byle tylko wszyscy to zobaczyli – słabo. To prywatność i w dużej mierze tam powinna pozostać, miedzy dwojgiem ludzi. Naprawdę nie widzę powodu, by przerywać romantyczny wieczór i kolację, tylko po to, by koniecznie opublikować w danej sekundzie zdjęcie sytuacji na Facebooku pisząc, jakiego wspaniałego ma się Misiaczka/Pysiaczka/Pączusia/Pierdziuszka i jaką to właśnie niespodziankę poczynił. Nie rzygam wtedy tęczą, nigdy nie kpiłam z uczuć, szanuję miłość. Ale to? To jest żenujące, po prostu.

    • Jes żenujące. Dla Ciebie, dla mnie, ale jeśli dla nich nie, to niech robią tak dalej. Ich miłość, ich sprawa 🙂

  • Rozumiem, do czego zmierzasz, ale nie do końca bym to tak ostro określiła.

    Ja np. jestem superszczęśliwa w miłości (można rzygać), ale nie lubię oglądać par całujących się w miejscach publicznych, albo dziwacznie się głaskających po twarzach, wpatrzonych w siebie z wzrokiem niezmąconym żadną myślą. Czasem jest to urocze, ale z reguły drażni mnie to. To chyba nie wynika z frustracji związanej z własnym nieudanym życiem erotycznym. Po prostu może jestem zgorzkniała. 😉

    A co do Twojego kumpla, co miłość na fejsbuku okazywał – to chyba nie było wyśmiewanie miłości i uczucia, jaki do siebie pałali, tylko infantylnego zachowania. Bo nie znam NORMALNEGO związku w moim otoczeniu, który by ciamkał i skarbusiał publicznie na fejsie. Może to generalizacja, ale wychodzenie ze swoimi mdłymi, dziecinnymi czułostkami w przestrzeń publiczną i spamowanie mi na tablicy skutkuje od razu zablokowaniem treści z danego profilu. Skoro to taka wielka miłość, to czemu publikują to na tablicach, skoro wiadomo, że na bank zobaczy to rzesza ludzi? Informacje typu „Kocham Cię moja misiu-pusiu, filmiki z Tobą pod kołderką są niezapomniane!!!11 <3 Loffciam" nie są mi do życia potrzebne i nie wiem, czy świadczą o dojrzałości związku, ale pozwolę sobie wątpić. ;p

    • Nie twierdzę, że te związki są dobre, a to co oni robią mądre.Tylko jeśli oni wybrali taki rodzaj okazywania miłości, a mnie, to drażni, to ja mam z tym problem, nie oni, a więc, to ja powinnam ich usunąć z mojej przestrzeni.
      Druga sprawa, to jest różnica między „nie toleruję”, a „hejtuję”. To, że nie pochwalasz czyjegoś zachowania i całowania się w miejscu publicznym, zdecydowanie nie świadczy o tym, że jesteś sfrustrowaną nieszczęśliwą babą 🙂 No my tego po prostu nie musimy rozumieć 🙂
      Miłość każdy okazuje sobie jak chce. Jedni robią to mądrze, drudzy głupio, bo jedni są w zdrowych i poważnych związkach, a drudzy w dziecinnych.

      • Tak, dlatego nie ograniczam niczyjej wolności, po prostu wywracam oczami i idę dalej. ;p
        Czasem tylko się zastanawiam „Oh, God…. Why?” 😀

        • Wiesz mnie to ogólnie bardzo bawi, jak się parki kłócą w komentarzach na fejsie, kto kogo bardziej kocha 🙂

  • Jeżeli ktoś ma pogodę ducha i spokój w sobie, to nie uzależnia swojego szczęścia od posiadania partnera. Zarazem szanuje, toleruje i nie szydzi z miłości innych. Z kolei ludzie zgorzkniali zawsze będą wyśmiewać i wytykać palcami. Może przez niedojrzałość, może przez brak wspomnianej pogody ducha.

  • Pingback: W obronie walentynek | Dziewczyna z obrazka()

  • Wczoraj pisałam tekst na temat świętowania Walentynek właśnie. I kurcze mój Mistrzu! Zabrakło mi w głowie zdania, które umieściłaś u siebie w tytule! Chcesz, świętuj. Nie chcesz, nie świętuj. Innym daj robić z tym dniem co chcą i jak chcą. To moja myśl na ten temat.

Navigate