Mamy prawo się bać

Nie lubię podróżować. Taka trauma z dzieciństwa spowodowana silną chorobą lokomocyjną. Z wiekiem z choroby wyrosłam, ale niechęć do podróży została. Kiedy zaś straciłam słuch, do nielubienia doszedł strach. Panicznie bałam się jeździć pociągami i autobusami. Nie twierdzę, że to było logiczne. Strach ma jednak to do siebie, że rzadko kiedy jest logiczny. Z czasem przestałam bać się pociągów, ale autobusów wciąż unikam jak ognia i prędzej zrezygnuję z podróży niż pojadę autobusem.

Bardzo dobrze pamiętam, gdy pierwszy raz pokusiłam się o samotną podróż pociągiem. Z mojego rodzinnego Kalisza jechałam do Krakowa. Pamiętam jak rozpierała mnie duma, że udało mi się dostać to odpowiedniego pociągu. Dziś śmieję się z tego, bo w Kaliszu są tylko 2 perony, a pociągi jeżdżą góra raz na godzinę, więc nie było szans bym się pomyliła. Wtedy jednak to było bez znaczenia i puchłam z dumy.

O niedosłuchu i PKP wspominam po raz, kolejny ponieważ wczoraj w podróży do domu przytrafiła mi się przygoda, która była ziszczeniem mojego największego koszmaru związanego z samotnym podróżowaniem pociągiem. Opisałam ją dokładnie na fanpage’u bloga:

Napisałam ten tekst, bo chciałam przekazać moim czytelnikom, że po raz kolejny mimo obaw i stresu poradziłam sobie w trudnej dla mnie sytuacji. Napisałam to, bo moi czytelnicy wspierają mnie na mojej drodze do samoakceptacji. Napisałam to, bo wiem, że dla wielu osób, które mnie czytają, jest to ważne – część z nich jest tak jak ja niesłysząca i odnajdują w tym siłę. Nie ukrywam, że napisałam to też po to, bo po tym wszystkim chciałam pochwalić się i przeczytać w odpowiedzi „brawo, Magda”.

Niemniej w internecie zawsze znajdzie się ktoś, komu nie na rękę będzie twoje szczęście, duma z siebie. Będzie mu to tak bardzo nie na rękę, że zrobi wszystko, żeby ci ten twój mały sukces obrzydzić.

Wśród rożnych komentarzy, w większości tych oczekiwanych przeze mnie, czyli od osób, które zrozumiały przesłanie postu, pojawił się komentarz mówiący, że użalam się nad sobą, że co to w ogóle za problem, że o co mi chodzi, że z czego tu być dumnym. Napisała go osoba niesłysząca. Sugerowała wprost, że skoro dla niej jazda pociągiem i perypetie z PKP nie stanowią problemu, to dla mnie też tak powinno być.

Otóż nie. Nie zgadzam się na to. Dla mnie to żaden problem zagadać obcą osobę, ale nie rzucam tym w twarz introwertykowi tylko rozumiem, że ktoś może mieć inaczej, że dla kogoś innego problemem może być to, co dla mnie jest przyjemnością.

Każdy z nas ma swoje strachy. Każdy z nas ma swoje małe bitwy. Każdy z nas nad czymś w sobie pracuje. Każdy z nas ma prawo cieszyć się choćby z najmniejszych efektów tej pracy i nikt nie ma prawa tego zdeptać. Możesz mnie nie rozumieć. Może cię to śmieszyć. Możesz nawet uznać to za żałosne, ale błagam – milcz wtedy. Jeśli nie masz mi do napisania niczego dobrego, to milcz.

Nie rozmawiamy o sztuce, polityce, samochodach czy modzie, ale o osobistych odczuciach danej osoby. O moich osobistych odczuciach. O moich lękach, porażkach i sukcesach. Tu nie ma miejsca na słowa pogardy i kpiny. Nie chcesz mnie wspierać – nie wspieraj, ale nie podcinaj mi skrzydeł, które dopiero co odrastają. Żebym mogła latać tak jak ty, teraz muszą odrosnąć do końca. Cieszę się, że nie masz takiego problemu jak ja. Zazdroszczę. Uszanuj jednak, że ja jestem w innym punkcie, daleko od ciebie i abym doszła do miejsca, w którym ty jesteś, nie można mnie popychać w żadną ze stron.

Jestem z wami. Nie zawsze rozumiem wasze problemy, ale je szanuję i dopinguję was w waszych osobistych walkach. Wczoraj napisała do mnie dziewczyna, która w końcu zdecydowała się na aparat słuchowy. Nawet nie wiecie, jak się cieszę. Wiem, że powinna podjąć tę decyzję już dawno, ale zamiast jej wytykać, że tego nie zrobiła, zrobię wszystko co w mojej mocy, by dostała ode mnie pomoc i wsparcie, o które mnie poprosiła.

(Visited 275 times, 1 visits today)
  • Magda, ja sama mam niedosłuch, wiec jak miałam naście lat moje odczucia w przypadku podróżowania koleją czy autobusami były takie same 🙂 Tak samo jak Ty spotykam się z ludźmi, którzy po prostu muszą wbić mi jakąś drzazgę, czy – jak to ujęłaś – zrobić wszystko, by obrzydzić sukces. Ja tam się cieszę z Tobą i podziwiam Ciebie, bo i tak byłaś dzielna w obliczu takich podróżniczych zawirować, ja to jestem panikara, pikawa serca u mnie gwarantowana 😛

  • Piękny tekst. Bardzo nie lubię, kiedy ludzie nie rozumieją, że każdy ma inne priorytety, potrzeby czy lęki. Kiedyś np. natrafiłam na test psychologiczny, który określał, jakim językiem miłości się mówi. Niby banał, ale wtedy uświadomiłam sobie dlaczego ja np. lubię obecność mojego męża, a dla niego najważniejsze są moje słowa wsparcia. Podobnie ze strachem – boję się głupot, np. jazdy samochodem po moim mieście, bo jest w nich wiele rond, a niestety kierowcy często nie jadą prędkością dozwoloną. Jestem tez migrenowcem i tak, boję się jechać do pracy samochodem, bo nie wiem, czy za te 8-9 h będę czuła się na tyle dobrze, żeby wracać za kierownicą. Zazwyczaj ludzie się śmieją i nie będę cytować co mówią… 😉

    • Robiłam sobie ten test o języku miłości 🙂

    • Klaudio, witaj w klubie – mam tak samo jak Ty 🙂 Jestem migrenowcem, boję się jazdy po rondach i lubię obecność swojego męża 🙂 Przez te migreny boję się podróżować gdzieś dalej sama, bo dojechać dojadę, ale jak z powrotem? Na proszkach przeciwbólowych? Nie bardzo :/ Tylko migrenowiec migrenowca zrozumie 🙁

Navigate